Czwarty tom zapierającego dech w piersiach romantasy z serii "Królestwa Nyaxii".
Mische poniosła najwyższą ofiarę, aby ocalić tych, których kochała - i pogrążyła świat w wiecznej nocy. Teraz Asar, uwięziony przez bogów i opętany żądzą zemsty, desperacko pragnie ją odnaleźć.
Kiedy bogini oferuje im ostatnią szansę na odkupienie - i powrót do siebie - Asar wraz z Mische wyruszają na niezwykłą misję. Razem muszą przejąć moc boga śmierci, aby Asar mógł dostąpić prawdziwej boskości.
Podróż poprowadzi ich przez światy śmiertelników i nieśmiertelnych, gdzie spotkają zarówno starych przyjaciół, jak i bezwzględnych wrogów. Jednak gdy podziemia balansują na krawędzi upadku, a bogowie szykują się do wojny, Asar i Mische muszą zdecydować, ile są gotowi poświęcić, aby zdobyć moc, która pozwoli im przeciwstawić się śmierci. W grze mściwych bogów i starożytnych zdrad istnieją długi, których nie spłaci nawet miłość.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 680
Tytuł oryginału: The Fallen and the Kiss of Dusk
Niektóre historie wchodzą pod skórę tak mocno, że jeszcze długo po ostatniej stronie nosi się je w sobie. „Upadły i pocałunek mroku” właśnie taki efekt wywołuje. To nie jest zwykła kontynuacja historii. To emocjonalna burza, marsz przez ciemność i opowieść o miłości, która nie pyta, czy warto, tylko rzuca się w ogień. Carissa Broadbent po raz kolejny udowadnia, że romantasy może mieć pazur, serce i duszę. Tutaj nic nie jest lekkie ani proste. Świat pogrążony w wiecznej nocy chwieje się pod ciężarem gniewu bogów, zaświaty pękają w szwach, a bohaterowie muszą zapłacić za każde marzenie, każdą nadzieję i każdy oddech. Czuć to od pierwszych stron, tę gęstą atmosferę niepokoju, smutku i nieuchronności.
Mische i Asar to para, która nie potrzebuje lukru, by poruszać do głębi. Ich relacja jest poszarpana bólem, pełna strat, winy i tęsknoty, a jednocześnie niesamowicie silna. Nie dostajemy cukierkowego romansu, tylko uczucie, które przeszło przez piekło i nadal stoi na nogach. Każde spojrzenie, każde słowo, każdy gest między nimi waży więcej niż całe rozdziały w innych książkach. Asar... ciężko nie napisać och, Asar. To jeden z tych bohaterów, którzy zostają w głowie na długo. Nie dlatego, że jest idealny. Wręcz przeciwnie. Jest zraniony, rozdarty, gotowy popełniać błędy i przekraczać granice, by odzyskać to, co utracił. A właśnie tacy bohaterowie są najciekawsi, ci, którzy kochają zbyt mocno i cierpią zbyt głęboko.
Fabuła po spokojniejszym starcie nabiera rozpędu jak lawina. Potem już nie ma litości. Intrygi, zdrady, pościgi, boskie gry, stare sekrety i wybory, które łamią serce. Autorka świetnie balansuje między akcją a emocjami, dzięki czemu czyta się z wypiekami na twarzy. Kiedy wydaje się, że wreszcie nadchodzi chwila wytchnienia, wtedy właśnie wszystko eksploduje. Ogromnym atutem pozostaje też świat przedstawiony. Królestwa Nyaxii żyją, oddychają i nieustannie się zmieniają. Powracające postacie z wcześniejszych tomów są jak spotkanie dawnych znajomych, ale jednocześnie przypominają, że to uniwersum jest jedną wielką, misternie splecioną historią.
A finał? Satysfakcjonujący, intensywny i zostawiający ten cudowny niedosyt, przez który natychmiast chce się więcej. To zakończenie, które domyka pewien rozdział, ale jednocześnie otwiera drzwi do kolejnych katastrof, dramatów i zachwytów.
„Upadły i pocałunek mroku” to książka o miłości, która potrafi przetrwać śmierć, o poświęceniu, które boli i o tym, że nawet w największej ciemności człowiek wciąż szuka światła. Jeśli lubicie fantasy z krwią pod paznokciami, sercem na dłoni i emocjami rozrywającymi klatkę piersiową, to koniecznie wchodźcie w do tego świata bez wahania. Ja przepadłam. I bardzo chętnie przepadnę jeszcze raz
Carissa Broadbent ponownie udowadnia, iż jest mistrzynią budowania przenikliwego, pełnego napięcia klimatu, który przyprawia czytającego o dreszcze i szybsze bicie serca. Jej wyjątkowa powieść odurza i pochłania, całkowicie odrywa od rzeczywistości, fundując przerażającą, ale zarazem fascynującą podróż po mrocznych, upadających podziemiach, niebezpiecznych światach śmiertelników, jak i nieśmiertelnych. Mische, która poniosła najwyższa ofiarę i obłąkany z tęsknoty za nią Asar, znów mają szansę być razem, wymaga to jednak kolejnych poświęceń oraz udziału w niebezpiecznej wyprawie, w celu zdobycia potężnych relikwii. W grę wchodzi także przejęcie mocy boga śmierci, jednak zakochany do szaleństwa książę Domu Cienia nie cofnie się przed niczym, byle odzyskać ukochaną.
Przygotujcie się na odurzającą opowieść o miłości przekraczającej poza wszelkie ramy, której śmierć, wampirzy głód, nekromancja czy liczne boskie konflikty naprawdę niegroźne, bo to przecież kolejna utrata ukochanej osoby jest najgorszym, wyniszczającym doświadczeniem...
Bezsprzecznie, rzeczywistość wykreowana przez autorkę ponownie Was oczaruje. Wykazała się ona świetną wyobraźnią, ukazując misternie nakreślony świat pełen magii, mrocznych niebezpieczeństw, boskich intryg, fantastycznych stworzeń, ale również umiejętnie poprowadziła naprawdę ciekawie skonstruowany wątek miłosny, jak i porażające rodzinne intrygi, które jak widać, gdy dotyczą władzy, pozbawione są wszelkich zahamowań. Gdy jednak zakazane uczucie wybucha pełną parą, staje się prawdziwą potęgą, niestraszne mu wtedy boskie intrygi, śmierć, mroczne relikwia, a nawet bezlitosne serce samego pana śmierci...
,,Upadły i Pocałunek Mroku" to niesłychanie wciągająca, trzymająca w niesamowitym niepokoju, nieprzewidywalna, klimatyczna i dopracowana w szczegółach kontynuacja, która pochłania bez pamięci, uzależnia i otumania czytelnika, wprowadzając go w iście magiczny trans, z jakiego nie sposób się uwolnić jeszcze długo po przekroczeniu finału. To książka, która zarówno was oczaruje, otumani, jak i rozbudzi waszą wyobraźnię do granic! Zapewniam, iż ta wybuchowa mieszanka podbije Wasze serca?
63/52/2026
"Upadły i pocałunek mroku" Carissa Broadbent Hype #recenzja #współpracabarterowa #współpracarecenzencka
Między życiem a śmiercią
"Upadły i pocałunek mroku" to kontynuacja "Słowika i serca z kamienia", autorka przybliża nam postać Asara, a także kieruje naszych bohaterów w kolejną misję, rozpiętą między życiem a śmiercią. Mische i Asar rozdzieleni wydarzeniami z ostatnich stron "Słowika i serca z kamienia" starają się odnaleźć, naprawić to co wywołała śmierć Atroxusa i doprowadzić do osiągnięcia statusu boga przez Asara, a także przywrócenia w pełni do świata żywych Mische.
Bohaterowie wyruszają w drogę, podczas której muszą zdobyć moc boga śmierci, aby Asar mógł dostąpić prawdziwej boskości. I w tym tkwi według mojej opinii największy minus tej książki, uderzające podobieństwo do poprzedniego tomu, dwójka bohaterów, ta sama para, kolejna misja, elementy należące do Alarusa do zdobycia przez nich podczas wędrówki przez różne terytoria. Wstawki zbliżeń bohaterów, które nie wprowadzają klimatu romansu, tylko erotyki. Kropka w kropkę podobne do poprzedniego tomu... Fabuła opiera się na identycznym schemacie. Dodatkowo natknęłam się na parę błędów redakcyjnych, brakujące bądź przestawione słowa.
Być może romantasy nie jest dla mnie, mnie te podobieństwa zasmuciły i rozczarowały, czytając ciągle miałam z tyłu głowy, hej to jest tak podobne do "Słowika..." i te wątki niby romansowe, które pewnie miały dodać pikanterii, według mnie budziły niesmak.
No cóż, jestem rozczarowana tym tomem, ale przekonajcie się sami czy "Upadły i pocałunek mroku" was porwie i dajcie znać, koniecznie!
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Hype.
Upadły i Pocałunek Mroku" to jedna z kwietniowych premier, której bardzo nie mogłam się doczekać. Jest to już 4 tom serii Królestwa Nyaxii.
Każdy kolejny tom to coraz więcej emocji. ,,Słowik i Serce z kamienia" zakończyło się w taki sposób, że na już potrzebna była kolejna cześć. I gdy w końcu ją dostałam nie sądziłam, że już w pierwszym rozdziale pojawią się łzy.
Czytając tę książkę napięcie i strach mnie nie opuszczało. Bohaterowie wyruszyli na bardzo niebezpieczną misję. Nie zabrakło tutaj również pięknej miłości, dzięki której Mische i Asar mieli nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. W tym tomie autorka bardziej skupiła się na uczuciach i przeszłości Asara, który skradł i moje serce. Ale również Mische jest tutaj postacią bardzo wyrazistą i gotową do poświęceń.
Oprócz świetnie wykreowanych bohaterów, autorka wspaniale stworzyła świat, który z każdym tomem ukazuje nam więcej szczegółów. Jest to świat pełen niebezpieczeństw, intryg i politycznych porachunków.
Tempo akcji jest raczej dynamiczne, chociaż bywały momenty, w których spowalnia akcja. Jednak w tych momentach nie wiało nudą. Były one po to by złapać oddech, bo za chwilkę będzie się działo. Książka posiada gotycki klimat, który jest brutalny, pełen emocji i ciągłego poczucia zagrożenia.
Uwielbiam pióro Carissa Broadbent. Jest z jednej stronny lekkie, a z drugiej bogate w szczegóły. I jeśli również szukacie fantasy z dobrze poprowadzonym wątkiem miłosnym to cała seria Królestwa Nyaxii będzie dla Was wspaniałą lekturą. Polecam!
Powiedz, motylku, co takiego zrobisz dla miłości? Tisaanah i Maxantarius ponieśli druzgocącą porażkę i zostali rozdzieleni. Bohaterka za wszelką cenę...
W Zejściu do podziemi oblubienica słońca musi wybrać między światłem swojego odkupienia... a mroczną miłością, która przeciwstawia się samym bogom. ...
Przeczytane:2026-04-26, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026,
„Upadły i pocałunek mroku” to lektura, która nie bierze jeńców, uderzając w najczulsze struny emocjonalne i pozostawiając czytelnika w stanie permanentnego drżenia o losy bohaterów. Carissa Broadbent udowodniła po raz kolejny, że w gatunku romantasy porusza się z gracją godną najwybitniejszych twórców, serwując nam czwarty tom cyklu, który jest niczym mroczny, melancholijny poemat o poświęceniu. To, co uderza od pierwszych stron, to gęsta, niemal namacalna atmosfera beznadziei i tęsknoty. Autorka postawiła przed swoimi bohaterami wyzwania przekraczające granice wytrzymałości nie tylko śmiertelników, ale i istot nadprzyrodzonych, tworząc relację, która nie jest już tylko romansem, lecz walką o przetrwanie tożsamości w świecie pragnącym ich złamać.
Asar, jako mężczyzna gotowy rzucić wyzwanie panteonowi i przekroczyć bramy zaświatów, staje się symbolem lojalności absolutnej, a pogłębienie jego tragicznej przeszłości czyni go jedną z najciekawszych postaci w całym uniwersum Nyaxii. Pod względem konstrukcyjnym książka przypomina emocjonalny rollercoaster. Choć początek jest nieco bardziej stonowany i skupiony na wewnętrznym rozdarciu postaci, to w momencie, gdy tryby fabularne wskakują na właściwe miejsce, tempo staje się zawrotne. Broadbent mistrzowsko operuje dynamiką - od intymnych, pełnych bólu spotkań, po brutalne i krwawe starcia z kapryśnymi bogami, których egoizm nadaje misji odzyskania relikwii niemal mitycznego ciężaru.
Stylistyka autorki zasługuje na najwyższe uznanie; jej pióro jest hipnotyzujące i momentami liryczne, co stanowi idealną przeciwwagę dla brutalności świata przedstawionego. Potrafi ona opisać największy ból w sposób tak sugestywny, że czytelnik niemal rozkoszuje się tym smutkiem. Choć momentami wkrada się drobny chaos przy największym spiętrzeniu akcji, a zachowania bogów bywają frustrująco impulsywne, doskonale oddaje to naturę antycznych, samolubnych bóstw.
Moim subiektywnym zdaniem ten tom jest wybitnym zwieńczeniem historii, a pojawienie się postaci znanych z poprzednich części serii spina całe uniwersum w spójną i fascynującą całość. To opowieść o tym, że nawet gdy słońce gaśnie, warto walczyć o choćby najmniejsze światełko nadziei.