John Truck z pozoru był tylko kolejnym szemranym kapitanem statku kosmicznego. Handlował narkotykami, gdy mógł je dostać, a kiedy ich nie było, przewoził inne towary. W rzeczywistości był jednak ostatnim z Centauryjczyków - choć tylko półkrwi - i w związku z tym jedyną osobą zdolną uruchomić Urządzenie Centauryjskie, rozumną bombę, która mogła być kluczem do rozstrzygnięcia okrutnej kosmicznej wojny.
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 2022-01-14
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 208
Tytuł oryginału: The Centauri Device
Język oryginału: Angielski
Obie serie klasyki sf - Artefakty i Wehikuł czasu przedstawiają czasem znakomite pozycje, ale czasem też gnioty, które ciężko mi przetrawić. Ledwie skończyłem "Kwestię sumienia", a zaraz wpadło mi w ręce "Urządzenie centauryjskie". Może w jakimś stopniu było one lepsze od kwestii, ale czytało mi się równie ciężko, marzyłem, żeby się skończyło i chciałbym o tym jak najszybciej zapomnieć. Harrison to jeden z moich najukochańszych autorów. Ale Harry nie M. John. Ten drugi napisał gniot (jak dla mnie), który nawet chyba przypominał trochę Billa bohatera galaktyki. Ale raczej te kolejne części bardziej, niż pierwszą.
Przeczytałem, zaliczyłem, szybo zapomnę i nigdy nie wrócę... I to tyle.
Wszystko zaczyna się pewnego upalnego majowego wieczora, gdy troje studentów Cambridge odprawia rytuał, który zmienia ich życie. Po latach żadne z nich...
Przeczytane:2025-12-29, Ocena: 5, Przeczytałam, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025, 52 książki 2025,
Im więcej czytam SF, tym bardziej pluję sobie w brodę, że jeszcze tyle mam do nadrobienia! Wzięłam się pod koniec zeszłego roku za "Urządzenie Centauryjskie" Harrisona, kupione kiedyś pod wpływem nagłego impulsu, który poczułam przechodząc obok pewnej księgarni. I wiecie, co? Jaka to była szalona jazda przez Galaktykę!
John Truck, nasz bohater czy też raczej antybohater jako kapitan statku błąka się po galaktyce. Chichot losu sprawia, że John ze względu na burzliwy życiorys, mając za uszami handel narkotykami niczym marionetka zostaje uwikłany w dziwne, polityczne sprawy, które sam ledwo rozumie, a wszystko przez odkryte na Centauri enigmatyczne tytułowe urządzenie... Ścigany przez militarne supermocarstwa, które walczą o kontrolę nad Ziemią, a co za tym idzie i całą Galaktyką... Cóż takiego ma John, co sprawia, że go tak poszukują?
Uwielbiam tę wizję świata nakreślonego przez Harrisona. Jest owiana międzygwiezdnym mrokiem, pełno kosmicznych śmieci, dryfujące chromowane trumny. Megaporty z zapomnianymi bunkrami, magazynami czy opustoszałymi stacjami rakietowymi. Multikulturowa przyszłość, w której snują się barwne, groteskowe postaci ogarnięte degrengoladą, wszelakie szumowiny, portowe panie lekkich obyczajów, handlarze narkotykami, rebelianci ukrywających się na rubieżach wszechświata. Nocne, undergroundowe imprezy w stroboskopowym świetle i narkotyki... To wszystko jest takie ponure i nihilistyczne.
To taka dziwna, psychodeliczna, momentami pełna komizmu historia. Plątanina scifi z przygodą awanturniczą i domieszką cyberpunka. Bawiłam się przy tym wybornie!