Święta Bożego Narodzenia, typowa angielska wioska i... morderstwo - oto kryminalna intryga w najlepszym klasycznym wydaniu!
Gdyby była osobą wierzącą w złe znaki, jak twierdzi Lee, nigdy nie przyjęłaby zaproszenia na spędzenie świąt u swojej przyjaciółki i jej rodziny. Jednak dodaje, że wszyscy tak szczerze nie lubili ofiary, że nikt nie mógł odczuwać prawdziwego żalu z tego powodu; choć było to wstrząsające wydarzenie...
W spokojnej, malowniczej wiosce w hrabstwie Kent doktor Sandys i jego żona szykują się do świąt Bożego Narodzenia. Towarzyszy im przyjaciółka Liane ,,Lee" Craufurd. Magia świąt szybko pryska, gdy przyjęcie zakłóca pojawienie się enigmatycznej wdowy, nowej mieszkanki wioski. A to dopiero początek - gdy nagle umiera wyniosły lokalny arystokrata i zapalony kolekcjoner ceramiki, sir Henry Metcalfe, po sielankowym nastroju nie zostaje nawet ślad.
Wśród grona znajomych Metcalfe'a aż roi się od podejrzanych. Lee łączy siły z inspektorem Hugh Gordonem, by odkryć, kto zamienił jej święta w koszmar.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2025-12-02
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 300
Tytuł oryginału: Death in Ambush: A Lost Christmas Murder Mystery
"Każdy morderca jest na swój sposób szalony."
Czasami mam wrażenie, że życie naprawdę próbuje nas ostrzegać. Drobne sygnały, które z pozoru wydają się nieistotne, układają się w całość dopiero wtedy, gdy jest już za późno. Właśnie od takich znaków zaczyna się ,,Zagadka świątecznej zbrodni". I już od pierwszych stron wiadomo, że coś tu pójdzie nie tak.
Najpierw Liane Lee Craufurd otrzymała zaproszenie na święta od przyjaciółki dokładnie w dniu 13 listopada, i to w piątek, co już samo w sobie mogło budzić niepokój u osób skłonnych do przesądów. Jeszcze tego samego dnia spadło stare, pozłacane lustro, roztrzaskując się na drobne kawałki. Potem okazało się, że jej mąż Bill nie może jej towarzyszyć w podróży, a dwa dni przed wyjazdem Lee przypadkowo wysypała całą zawartość solniczki. Jakby tego było mało, na dworzec zawiózł ją zezowaty taksówkarz, a dopełnieniem złych znaków okazała się czarna walizka z napisem ,,Death", leżąca na półce w pociągu. W normalnych okolicznościach można by to uznać za zbieg okoliczności, ale w powieści detektywistycznej nic nie jest przypadkowe.
,,Zagadka świątecznej zbrodni" została wydana po raz pierwszy w 1952 roku w ramach cyklu: ,,Klasyka kryminału Biblioteki Brytyjskiej". Okazała się przystępnie napisanym kryminałem wykazującym klasyczną formę gatunku, który czyta się zaskakująco świeżo i lekko. Autorka bardzo sprawnie korzysta z konwencji gatunku, osadzając akcję w małej społeczności, wśród której nie brakuje ekscentrycznych mieszkańców, relacji międzyludzkich, oraz typowej dla małej społeczności atmosfery. Poznajemy także rodzinne animozje, sympatie i antypatie oraz sekrety, które z pozoru wydają się błahe, a potem nagle okazują się kluczowe. Mamy więc tu wszystko, co powinno znaleźć się w tradycyjnym kryminale -- i to w takiej formie, która naprawdę działa.
Trudno nie dostrzec podobieństw do twórczości Agathy Christie i jej słynnego detektywa Poirota. Podobnie jak u Christie, zanim dojdzie do zbrodni, poznajemy bohaterów, ich wzajemne relacje, powiązania z przyszłą ofiarą oraz drobne napięcia, które z czasem układają się w misterną intrygę. Akcja rozgrywa się w typowej angielskiej wiosce w hrabstwie Kent, miejscu malowniczym, spokojnym, idealnym na świąteczny wypoczynek, co tylko potęguje kontrast z późniejszym dramatem.
Narracja prowadzona jest z perspektywy Lee, więc cały czas jesteśmy zanurzeni w jej sposobie myślenia, obserwowania świata i łączenia faktów. Widzimy tylko to, co ona widzi, i rozumiemy tyle, ile ona jest w stanie zrozumieć -- co świetnie buduje atmosferę niepewności i sprawia, że razem z nią próbujemy poskładać tę układankę. To ograniczenie perspektywy działa na korzyść powieści, bo pozwala czytelnikowi poczuć się jak uczestnik śledztwa, a nie tylko bierny obserwator.
Mamy tu wszystko, co powinno znaleźć się w tradycyjnym kryminale: małą społeczność, ekscentrycznych mieszkańców, trudną do zniesienia ofiarę, rodzinne konflikty i sekrety, które nagle zaczynają znaczyć więcej, niż ktokolwiek przypuszczał. Pojawia się również subtelnie zarysowany wątek romansu, który nadaje całości dodatkowego napięcia i sprawia, że historia nie ogranicza się wyłącznie do samej zagadki kryminalnej. Dzięki temu fabuła zyskuje bardziej ludzki, emocjonalny wymiar.
Choć powieść ma już ponad siedemdziesiąt lat, wciąż potrafi wciągnąć i zapewnić przyjemną, klasyczną rozrywkę. Dla mnie była to miła odmiana od dynamicznych, często brutalnych kryminałów naszych czasów -- tutaj najważniejsze są relacje, dedukcja i klimat. Dzięki temu książka stanowi udany powrót do tradycyjnej zagadki detektywistycznej w jej najbardziej klasycznym wydaniu.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z Zysk i S-ka
Czy da się połączyć zapach piernika, skrzypiący śnieg pod butami i... morderstwo tak, byś nie chciał(a) oderwać się od lektury nawet na chwilę?
,,Zagadka świątecznej zbrodni" Susan Gilruth to książka, która od pierwszych stron uświadomiła mi, jak bardzo tęskniłam za klasycznym, angielskim kryminałem w starym, dobrym stylu. Bez epatowania brutalnością, bez pośpiechu, za to z klimatem, który sączy się powoli, niczym herbata parzona w porcelanowej filiżance. I właśnie tym ta historia kupiła mnie bez reszty.
Razem z Lee Craufurd trafiamy do spokojnej wioski w hrabstwie Kent, gdzie Boże Narodzenie powinno być czasem ciszy, rodzinnych spotkań i drobnych uprzejmości. Już od pierwszych scen czujesz jednak, że pod tą warstwą świątecznej sielanki coś niepokojąco pulsuje. Autorka bardzo subtelnie buduje napięcie - nie straszy, nie pogania, tylko pozwala, by niechęć, plotki i przemilczenia zaczęły same układać się w coraz mroczniejszą mozaikę.
Kiedy ginie sir Henry Metcalfe, człowiek powszechnie nielubiany, zaczyna się prawdziwa gra pozorów. I tu ogromny plus dla Gilruth: praktycznie każdy mógłby mieć motyw, a ja - jako czytelnik - co chwilę zmieniałam swoje podejrzenia. Narracja prowadzona z perspektywy Lee sprawia, że czujesz się, jakbyś siedział tuż obok niej, obserwując drobne gesty, wymuszone uśmiechy i niepokojące spojrzenia rzucane znad filiżanki herbaty.
Najbardziej urzekł mnie klimat powieści. To kryminał ,,retro" pełną gębą - wyraźnie inspirowany twórczością Agathy Christie, ale niebędący jej kalką. Jest w nim elegancja, spokój i angielski humor, który potrafi rozładować napięcie w najmniej spodziewanym momencie. Tempo narracji jest spokojne, chwilami wręcz niespieszne, co dla jednych może być minusem, ale dla mnie okazało się ogromnym atutem. Dzięki temu mogłam naprawdę zanurzyć się w tej historii i poczuć, że śledztwo dojrzewa, zamiast pędzić na złamanie karku.
Ocena: 8/10 - bo ,,Zagadka świątecznej zbrodni" to nie książka, która szokuje. To książka, która otula klimatem i wciąga inteligentną intrygą. Idealna na zimowy wieczór, kiedy chcesz zwolnić, a jednocześnie dać swojemu umysłowi przyjemną łamigłówkę. Jeśli lubisz klasyczne zagadki, zamknięte społeczności i morderstwa skryte pod warstwą uprzejmości - poczujesz się tu jak w domu.
Przeczytane:2026-01-04, Ocena: 5, Przeczytałam,
Jest to książka, którą się czyta z dużym zainteresowaniem aczkolwiek od początku jesteśmy przygotowani na to, że coś się tutaj złego wydarzy. Aby nie trzeba było nikogo przedstawiać i opisywać, we wstępie mamy wykaz głównych postaci co ciekawe jakoś tak ukazanych w sztywnym i mrocznym klimacie. Pomimo tego, że na okładce śmierć uderza znienacka, to jednak w treści wiemy, że coś się wydarzy, gdyż wcześniej mamy opis sugerujący, że wiara w przeznaczenie i przeczucia to nieodłączna pozytywna cecha niewielu ludzi. Są tacy, co to wyczują coś dobrego, a są też tacy, co przy pierwszym wdechu wyczuwają gęstniejąca atmosferę i wiedzą, że nie wróży ona niczego dobrego. Zatem jeśli nie jesteś osobą przesądną, bądź nie wierzysz, że czasami można coś wyczuć, to książka może ci się nie spodobać. Z kolei znawcy tej dziedziny będą nią zachwyceni:-) I tak oto ze spokojnej rozmowy wchodzimy na tory niemiłych życzeń w kierunku jakiejś osoby. Myślę, że delikatnie zostało ujęte to w jaki sposób mogłaby usunąć się ze świata:-) Ktoś tutaj był totalnie niewierzący w złe omamy, jednak autorka ozdobiła wszelaki dobór złych splotów akcji, abyśmy choćby poznali kilkanaście z przesądów w które grono osób wciąż wierzy. I tak zaproszenie do posiadłości zostało przyjęte a w niej zbrodnia czy doskonała, to się okaże. To typowa dalekosiężna historia, kiedy ktoś zjawia się w nie swoim miejscu, obserwuje wszystko, gdyż ciekaw jest i zazdrosny o drogocenne przedmioty, a potem my poznając ich stawki, dobytki oraz miejsca zdobycia, widzimy kogoś, kto prawdopodobnie już nie powstanie. I największy dramat w tym wszystkim jest w tym, że przyjęcie zostało przerwane, a tyle było zaplanowanych na nim atrakcji. Jak ktoś tak zwyczajnie mógł pozbawić życia tak wielkiego znawcę sztuki? I tym bardziej po co? Na te pytania koniecznie będziemy musieli poznać odpowiedź:-)
Pośród plotek i pomówień, co najbardziej nas zaciekawią będziemy przypatrywali się wszystkim, by poznać ich punkt widzenia oraz ujrzenie z jaką nonszalancją i kulturą można zadawać niewygodne pytania:-) Klasa w pełnym wydaniu:-) Zachęcam do lektury:-)