Zakon Drzewa Pomarańczy. Część 1

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2019-09-18
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788381293341
Liczba stron: 560
Tytuł oryginału: The Priory of The Orange Tree

Ocena: 5.13 (8 głosów)

Rozdarty świat.

Królowiectwo bez dziedziczki.

W trzewiach ziemi pradawny wróg budzi się z tysiącletniego snu.

Dom Berethnet włada Inys od stuleci. Wciąż niezamężna królowa Sabran IX musi wydać na świat córkę, by uchronić swoje królowiectwo przed zgubą - lecz u jej wrót kłębią się skrytobójcy. Ead Duryan, choć jest na dworze od lat i wyniesiono ją do rangi damy dworu, pozostaje lojalna jedynie wobec tajemniczej organizacji czarodziejek. Ma za zadanie strzec Sabran przed zakazaną magią.

Po drugiej stronie mrocznego morza Tané jest gotowa poświęcić wszystko, by zostać jeźdźcem smoków, ale los zmusza ją do podjęcia decyzji, która może zniszczyć jej życie.

Wschód i Zachód nie potrafią się wyzbyć wzajemnej wrogości nawet w obliczu wzbierających sił chaosu, żądnych na zawsze odmienić oblicze świata.

Tagi: Fantasy historyczne

Kup książkę Zakon Drzewa Pomarańczy. Część 1

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Zakon Drzewa Pomarańczy. Część 1

Avatar użytkownika - TinyGirl
TinyGirl
Przeczytane:,

Oczekiwałam po tej serii naprawdę dobrej i wciągającej fantastyki – przynajmniej to obiecywały mi te wszystkie pochlebne recenzje bookstagramerów. I jak zawsze okazało się, że z tym co tak zachwalają inni ja mam problem. Książkę czytałam powoli i długo, ze względu na jej dość powolną akcję oraz skomplikowany świat stworzony przez autorkę. Dodatkowo wielość pojawiających się w niej wątków oraz postaci wcale nie ułatwiała sprawy. Zaznaczyć muszę również, że większość z nich zlewa się w jedną masę. W pamięci utkwiło mi zaledwie kilka, a polubiłam jeszcze mniej. Potrzeba więc czasu, żeby się wciągnąć oraz skupienia, aby połączyć ze sobą wszystkie pojawiające się wątki, a i tak te najważniejsze jak chociażby smoki i Zakon Drzewa Pomarańczy opisane są bardzo lakonicznie i niczego nie wyjaśniają. Akcja powieści jest nierówna, momentami autorka za dużo czasu poświęca mało istotnym elementom, zaś te na które czekałam opisuje w kilku słowach (i tak np. podróże między tak rozległymi krainami trwają naprawdę ekspresowo!). Nie pasował mi tu również jeden z wątków homoseksualnych, bardzo kłócił się z religijnością i wierzeniami danej postaci.

Podsumowując sam pomysł na fabułę jest naprawdę bardzo fajny. Stworzony świat, opis krain, religii, wątków politycznych bardzo dopracowane, choć niestety nie zawsze wyjaśnione jak tytułowy Zakon Drzewa Pomarańczy i to właśnie ta tajemnica najbardziej mnie intryguję i ze względu na nią sięgnę po kolejny tom, który mam nadzieję spodoba mi się już bardziej i nie nastręczy już takich trudności z oceną.

Link do opinii

Wstyd się przyznać, ale ostatnio zaniedbywałam fantastykę. Prawdziwe zatrzęsienie obyczajówek na chwilę zdominowało moją czytelniczą półkę. Gdy zobaczyłam „Zakon Drzewa Pomarańczy”, pomyślałam, że to dobry moment, żeby wrócić do gatunku, z którym zaczynałam swoją czytelniczą przygodę. Czy był to dobry wybór?


Królowa z rodu Berethnet rządzi Inys. Jednak jeśli szybko nie postara się o dziedziczkę, wkrótce może stracić koronę. Tym bardziej, że na jej głowę poluje wielu skrytobójców. W tym samym czasie na drugim końcu świata Tané pragnie zostać smoczym jeźdźca. To ogromny zaszczyt, ale też wielkie wyzwanie. Obydwa światy spaja polityka, która każe im nieustająco ze sobą walczyć. Tymczasem siły chaosu rosną, zagrażając wszystkim. Czy to wystarczy, by doszło do zjednoczenia?

„Zakon Drzewa Pomarańczy” zwrócił moją uwagę już samą okładką. Jest naprawdę ładna, zapowiada epicką przygodę pełną smoków i niebezpieczeństw. Czy tak było? Czy powieść sprostała wysokim oczekiwaniom?

Fantastyczny świat

Autorka postarała się wykreować duży świat i zupełnie nową rzeczywistość. Stworzyła naprawdę wiele elementów od postaw, zarówno geografię, jak i mapę. Pojawia się sporo religia, ale też historii. Czytając powieść, miało się wrażenie, że historia toczyła się na długo przed tym, zanim ruszyła fabuła książki. To zdecydowanie zaliczam na plus.

Z drugiej jednak strony, chociaż wiele elementów jest stworzonych na potrzeby powieści, sporo stanowi zgrany schemat. I to nie tylko w kontekście literatury fantasy, ale życia w ogóle. Konieczność urodzenia potomka? Polityczne małżeństwo? Prześladowania religijny? Gdzieś już to wszystko grali. Miałam trochę zgrzyt między tym, że z jednej strony autorka stara się być pomysłowa, powołuje nietypowy zakon, tworzy całą otoczkę wokół smoków, a najważniejsze wątki toczą się jak zawsze.

"– By stać się krewną smoka – powiedziała Nayimathun – trzeba czegoś więcej niż tylko wodnej duszy. Musisz mieć w żyłach morze, a morze nie zawsze jest czyste. Nigdy nie jest jednym, zawsze jest wielorakie. Jest w nim ciemność, niebezpieczeństwo i okrucieństwo. Rozwścieczone potrafi burzyć miasta. Jego głębiny są niezmierzone i zagadkowe, rzadko dotyka ich słońce. Być Miduchim to nie znaczy być nieskazitelnym, Tané. To znaczy: być żywym morzem. To dlatego cię wybrałam. W Twojej piersi bije smocze serce".

Link do opinii
Avatar użytkownika - Wiiki_books
Wiiki_books
Przeczytane:,

"Zakon drzewa pomarańczy" to ciężka fantastyka, jaką na autorkę przystało.
Mając już wcześniejsze doświadczenia z autorką, wiedziałam, że będzie to wymagająca pozycja, nie tylko po liczbie stron. Wstęp jest skomplikowany i potrzeba czasu, aby wciągnąć się w świat wykreowany przez Samanthę Shannon, jednakże naprawdę warto. Niestety duża ilość bohaterów i wielowątkowość nie ułatwia tego.
Nie zmienia to jednak faktu, że pomysł na powieść jest cudowny!
Wykonanie jest odrobinę gorsze, jednakże nadal wznosi się nad wiele książek z gatunku fantastyki, na jakie zdażyło mi się trafić.
Niestety nie ujęli mnie bohaterowie, którzy byli zbyt idealni i nie popełniali prawie żadnych błędów.

"Zakon drzewa pomarańczy" jest trudną lekturą i nie należy podejść do niej z lekka, jednakże gdy już wciągnie się w książkę, trudno się od niej oderwać.
Powieść polecam fanom poprzedniej, równie wymagającej, serii autorki, gdyż nie będzie im przeszkadzał fakt żmudno rozwijającej się fabuły.
Polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - arcytwory
arcytwory
Przeczytane:2019-10-17, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Przeczytane przez A.,

Czy „Zakon Drzewa Pomarańczy” będzie hitem tegorocznej jesieni? Nie jestem w stanie tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością, ale jedno jest pewne – ja, fanka kryminałów, thrillerów i horrorów, przepadłam w fantastycznym świecie wykreowanym przez Samanthę Shannon.
Początek był dla mnie przytłaczający. W pierwszej części przewija się wiele postaci, wątków, wydarzeń i niedopowiedzianych historii. Większość opiera się na tym, co już miało miejsce, czyli walce z Bezimiennym oraz Żałobą Wieków. Właśnie wtedy między krainami doszło do rozłamu i każdy podążył własną ścieżką. Wschód i Zachód nie potrafią wyzbyć się wzajemnej wrogości nawet w obliczu nadchodzącego chaosu, który zagraża światu. Zawsze wiele je dzieliło, ale najważniejsza jest wiara oraz stosunek do smoków.
Brzmi klasycznie, prawda? Jednak jak wiadomo to, co jest znane sprawdza się najlepiej. Każdy rozdział traktuje o innej krainie (Wschód/Zachód/Południe). Czytelnik lawiruje między postaciami, obserwuje ich codzienność i zastanawia się, czy ich losy się przetną. Wszystko po kolei zaczyna się ze sobą łączyć, a w tle budzi się Bezimienny.
Jeśli chodzi o bohaterów – bardzo spodobało mi się to, że mimo ich początkowej mnogości i mojego problemu z ich rozróżnieniem (spoiler: zauważyłam, że na końcu drugiego tomu jest spis postaci) stopniowo stają się coraz bardziej wyraziści. Każdy posiada charakterystyczne cechy osobowości i teraz, gdy dłużej się nad tym zastanawiam, nie wiem, czy kogokolwiek polubiłam w stu procentach. Postaci nie są czarne lub białe, mają zarówno złe, jak i dobre cechy, co sprawia, że wydają się czytelnikowi bardziej ludzcy i bliżsi. Ogromnym plusem są również bohaterki. Są bardzo wyraziste i sprawiały, że na samym końcu chciałam czytać tę książkę non stop! Na Wschodzie poznajemy Tane, która od maleńkości marzy, aby stać się jeźdźcem i dosiąść smoka. Właśnie w tej krainie smoki traktowane są na równi z bóstwami, czego przeciwieństwem jest Zachód, w którym wszystko, co związane jest z Bezimiennym i tymi istotami, powinno zniknąć. Zachód należy do rodu Berethnetów. Niezamężna królowa Sabran IX musi wydać na świat swoją córkę, by uchronić swoje królowiectwo. Jednak u jej drzwi wciąż czają się skrytobójcy, a dama dworu Ead Duryan chroni królową przed zakazaną magią. Uwielbiałam czytać fragmenty z Zachodu! Najbardziej ciekawiły mnie losy Ead, która od początku powieści nie pokazuje czytelnikowi, kim naprawdę jest. Ead jest wierna tajemniczej organizacji i z dnia na dzień coraz bardziej zbliża się do królowej. Jaki jest jej cel?
Książka serwuje nam również wiele podań, legend i historii, w które wierzą mieszkańcy Wschodu i Zachodu. I tytułowe Drzewo Pomarańczy zalicza się właśnie do nich. Opowiadane historie płyną swoim tempem, a z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej i wykreowany świat staje się coraz pełniejszy.
Poruszane jest również wiele rozmaitych problemów. Autorka opisuje wątki LGBT, samoakceptacji oraz próbie sprostania oczekiwaniom. Mamy tu smoki, piratów, intrygi, momenty podczas których parsknęłam śmiechem i przy których zrobiło mi się smutno – uważam, że to must read fanów fantastyki, ale też dla laików jak ja, którzy chętnie by coś z tego przeczytali, żeby zobaczyć, skąd ten szum, ale nie do końca wiedzą, za co się zabrać. Jeśli nie przekonało Was to, co napisałam to, na pewno zrobi to okładka – jest po prostu przepiękna!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Dagus93
Dagus93
Przeczytane:,

Po lekturze pierwszej części "Zakonu Drzewa Pomarańczy", śmiało mogę stwierdzić, że jestem oczarowana tą książką i magicznym światem, jaki zbudowała dla nas Samantha Shannon. Jest to dopiero moja pierwsza książka autorki i muszę przyznać, że wcale nie dziwią mnie zachwyty nad jej poprzednimi powieściami! Świat, który wykreowała, jest bardzo rozbudowany, a historia wielowątkowa, w tę książkę cały czas wchodzi się głębiej i głębiej. Na początku możecie czuć się trochę przytłoczeni. Jest tutaj mnóstwo miejsc, dat i co najważniejsze postaci, jednak już po kilkunastu stronach mocno wchodzimy w całą historię i do samego jej końca będzie Wam ciężko z niej wyjść.


W tej książce wszystko opiera się na tym, co wydarzyło się lata temu. Świat musiał przejść wtedy wojnę z Bezimiennym, a następnie zmierzyć się z Żałobą Wieków. To wtedy wszystko się podzieliło i każdy poszedł w swoją stronę. Wschód zaczął wyznawać smoki, traktuje ich jak swoich Bogów. To tutaj poznajemy Tane, która od małego marzy, aby dosiąść jednego z nich i stać się jeźdźcem. Czy uda jej się spełnić marzenie, czy jednak plany potoczą się zupełnie inaczej? Zachód za to smoki uważa za swoje największe zagrożenie. Zrobią wszystko, aby znów nie pojawiły się one na świecie i nie siały spustoszenia. Obawiają się ich i nie utrzymują kontaktów z ludźmi, którzy mogą twierdzić inaczej. Wszystko, co przypomina im Bezimiennego, nie powinno istnieć i oni za wszelką cenę sprawią, aby wszystkie te istoty zginęły. To tutaj mamy Imperium Cnót i młodą królową Sabran IX, która stara się chronić swój lud. Nad nią również wisi niebezpieczeństwo i ktoś za wszelką cenę chce ją uśmiercić. Czy uda mu się to zrobić? Obok niej jest jednak zawsze Ead Duryan, która strzeże królowej i coraz bardziej się do niej zbliża. Jakie ma zamiary? Czy została przez kogoś wysłana, aby ją zgładzić czy też bronić? A czym przy tym wszystkim jest tytułowy Zakon Drzewa Pomarańczy? Tego nie będę Wam zdradzała!


W obecnym świecie i książce będziemy lawirowali między postaciami i miejscami. Zobaczymy jakie życie toczy się na wschodzie, a jakie na zachodzie. Czy ich losy się znowu ze sobą przetną? Widzimy również, że powoli budzi się Bezimienny. Zaczynają pojawiać się fantastyczne istoty, które nawiedzają krainy i sieją spustoszenie. Mnóstwo tutaj smoków, wiwern i zachodnic. Książkę ciężko odłożyć, a po przeczytaniu pierwszej części od razu chcemy sięgnąć po drugą, aby dowiedzieć się, jak wszystko się potoczy i czy rzeczywiście nadciąga najgorsze niebezpieczeństwo? Ja zarwałam z nią kilka nocy i już nie mogę się doczekać, jak sięgnę po jej kontynuację! Jak macie w planach kupić wydanie dwutomowe, to od razu polecam, aby kupić dwie części na raz!

Link do opinii

Czasami mam wrażenie, że w naszym życiu liczą się tylko dwie rzeczy, które mogą istnieć całkowicie oddzielnie, ale również przeplatać się nawzajem. To one nadają sens życiu i sprawiają, że jesteśmy gotowi na poświęcenie oraz cierpienie. Mowa tutaj o wierze rozumianej jako idea i dobrze znanej wszystkim miłości. Na swojej drodze spotykam ludzi, którzy potrafią myśleć tylko o swoich bliskich i to te myśli motywują ich do różnych działań, do pokonywania przeszkód. Miłość potrafi burzyć wszelkie mury i pozwala zapomnieć o słabościach. Są też ludzie, którzy oddali swoją dusze idei i wierzą w nią całym sercem. Poświęcają cały swój czas, by ją udowodnić lub po prostu być lojalnym wobec tego, w co wierzą. I zostają ci najpotężniejsi, najbardziej niebezpieczni, ale zarazem najbardziej zachwycający ludzie – ci, którzy połączyli te dwie rzeczy i oddali samych siebie w posiadanie bogom miłości i wiary. Do której kategorii Wy się zaliczacie? 


Wschód i Zachód – dwie krainy, które od lat łączy nienawiść i niezrozumienie. Gdy przyszedł czas zagłady, gdy ludzie musieli walczyć z samym Bezimiennym, gdy mimo wygranej nadeszła kolejna katastrofa zwana Żałobą Wieków, ludzie z tych dwóch zakątków podjęli rożne decyzje. Zachód znienawidził smoki, wiwerny, zachodnice i wszystkie istoty choćby przypominające Bezimiennego. Uwierzył, że ród kobiet Berehnet obronił ich przed ostateczną apokalipsą i póki jego dziedziczki żyją i nadal rodzą córki, to wszystkie istoty w Imperium Cnót są bezpieczne. Natomiast Wschód uznał potęgę smoków, ale nie tych pochodzących z ognia, lecz istot powstałych dzięki wodom. Lud oddał im swoją wiarę i szacunek. W zamian smoki chronią swoich wyznawców, a nawet pozwalają nielicznym wybrańcom dosiadać swoich grzbietów. Jednak jak długo będzie trwać pokój? Czy Bezimienny na pewno odszedł? Czy jego armia nadal śpi w podziemnych korytarzach? Która wiara jest tą prawdziwą?


To jest książka, na którą czekałam z tak wielkim z niecierpliwieniem, że myślałam, że nigdy nie będę miała okazji jej przeczytać. O samej autorce słyszałam same pozytywne opinie, choć osobiście nie miałam jeszcze przyjemności poznać jej twórczości. Teraz to się zmieniło i rozpoczęłam z olbrzymim przytupem tę właśnie znajomość, ponieważ zaczęłam od pierwszego tomu niesamowicie magnetyzującego "Zakonu Drzewa Pomarańczy". Jestem świeżo po przeczytaniu tej powieści i przyznam szczerze, że to była naprawdę niesamowita przygoda. 


Przede wszystkim pomysł. Bądźmy uczciwi – wydaje się dość schematyczny, gdyż w fantastyce smoki są wyjątkowo częstym motywem, jeśli w ogóle nie najczęstszym. Ich potęga, niesamowity wygląd i legendy z nimi związane, które do dzisiaj bawią dzieci w wielu zakątkach świata, urzekają prawie każdego pasjonata magii. Lecz "Zakon Drzewa Pomarańczy" tylko pozornie jest sztampową opowieścią. Autorka wykorzystała dobrze znany i szanowany motyw, by stworzyć coś nowego i niekonwencjonalnego. Jestem pod wielkim szacunkiem, bo w fantastyce naprawdę trudno wymyślić coś nowego, coś czego jeszcze nie było. A Samanthcie Shannon bez wątpienia udała się ta sztuka. 


Książkę czyta się przyjemnie i zabójczo szybko. Sama byłam w szoku, że jestem w stanie tak szybko przeczytać takie tomisko. Jednak to świadczy tylko o kunszcie języka pisarki. Język, którego autorka używa, ma w sobie coś innego, co przemówiło do mnie i pozwoliło spojrzeć na tę historię w sposób nieoczywisty. Ale żeby nie było za dobrze, a tradycja czepiania się pozostało, dodam, że jednak chciałabym, żeby ten język był trochę bardziej skomplikowany. Dodałoby to odpowiedniego klimatu całej książce. To tylko taki mały mankament.


Naprawdę opowieść czytało mi się w zawrotnym tempie – wciągnęłam się całkowicie w ten świat, zapominając o tym rzeczywistym. Liczyło się to, co dzieje się na Wschodzi i Zachodzie, a nie jakaś ulica za oknem mojego domu. Przy tak rozbudowanych powieściach trudno utrzymać logikę i ogólną spójność. "Zakon Drzewa Pomarańczy" nie ma z tym najmniejszego problemu. Cała historia jest wyjątkowo gładka i wszystkie wydarzenia mają punkt wspólny, który jako czytelnicy niekoniecznie znamy, ale wyczuwamy istnienie odpowiednich powiązań. W pewnym momencie stajemy się mieszkańcami tego uniwersum, więc doskonale je znamy, wiemy, czego po nim oczekiwać, ale tajemnice pozostają tajemnicami póki ktoś ich nie odkryje. Tym kimś mamy być my, dlatego razem z bohaterami nie możemy się poddać. Musimy walczyć do ostatniej kropli krwi. 


Jeśli miałabym wskazać jakąś wadę, to na pewno byliby to pobieżnie wykreowani bohaterowie. Na nich niestety bardzo się zawiodłam, co obniżyło moją ocenę całej powieści. Czegoś w nich brakowało. Często mieli swoją własną przeszłość, którą mogliśmy poznać, ale nie dało się powiązać tego z postacią, którą widzimy teraz. Nie dawało to zrozumienia, żadnego uzasadnienia. Po prostu było sobie historią jak każda inna historia. W dodatku większość bohaterów budziła we mnie antypatię lub pozostawałam całkowicie obojętna wobec nich. Jedynie cudownie wykreowany Niclays podbił moje serce. Okazał się prawdziwym człowiekiem z krwi i kości, który ma wiele wad, wiele niepożądanych przyzwyczajeń i często popełnia błędy, ale przy tym w ostateczny rozrachunku pozostaje dobrą osobą i to wbrew pozorom pełną nadziei. Ubóstwiałam go i to te wydarzenia, w których on brał udział, przykuwały najbardziej moją uwagę. Potrafiłam połączyć jego burzliwą przeszłość z monotonną teraźniejszością. Rozumiałam jego poczynania i byłam w stanie mu współczuć. Urzekł mnie jako osoba, ale również jego losy wywołały we mnie wiele emocji. Polubiłam również Lotha. Był bardzo wyidealizowany, wprost niemiłosiernie, co często potrafiło mnie irytować, ale jakby nie patrzeć był też kochanym mężczyzną, który starał się być przyzwoity i wierny swoim zasadom. Dlatego jestem skora wybaczyć mu tę doskonałość. Natomiast Ead jest dla mnie koszmarem tej książki. Wydaje mi się, że ta postać ma być kluczowa, a tymczasem prawie każdym swoim postępowaniem sprawia, że mam ochotę porządnie ją wytarmosić. Miała być tak samo jak Loth idealna, tymczasem popełniała błąd za błędem, myśląc że to dobra droga do wygranej. Nic z tych rzeczy. Była tylko jakąś dziwną maszyną...


Niesamowicie się cieszę, że miałam okazję przeczytać pierwszy tom "Zakonu Drzewa Pomarańczy". Miałam wobec tej powieści olbrzymie wymagania i w większości zostały spełnione, więc nic innego tylko sięgać po kolejną część. Jest to opowieść fantasy, która urzeka swoją barwnością, odwagą oraz dobrem, które zostało zachwiane, ale nadal walczy. Idealna pozycja dla fanów fantastyki.

Link do opinii

Samantha Shannon kolejny raz zabiera nas we wspaniałą podróż do nowego świata. Jestem pełna podziwu dla jej wyobraźni, bo zbudowanie takiej rozległej i skomplikowanej fabuły jest nie lada wyczynem. Nie sposób obojętnie przejść obok tej pozycji i nie mówię tu o aspekcie wizualnym, chociaż wydanie jest piękne. Jednak przy tym dzielonym na części napotkamy trudność. Przynajmniej ja po pierwszym tomie, miałam wrażenie, że to dopiero wstęp, wprowadzenie. Ciężko jest się wgryźć w lekturę, bo mnogość postaci niczego nam nie ułatwia. Jednak po przeczytaniu mogę stwierdzić, że warto chwilę się przemęczyć. Bohaterowie są świetnie wykreowani i różnorodni, a styl bardzo dobry. A wobec kontynuacji mam jeszcze większe oczekiwania.

Książkę wymieniłam za punkty na portalu Czytam Pierwszy.

Link do opinii

Czekałam na tę książkę od kiedy dowiedziałam się, że będzie w sprzedaży i mam trochę mieszane uczucia. Znam już styl autorki z Bladej Śniącej, gdzie mnie urzekła. Zakon Drzewa Pomarańczy nie jest łatwą książką, bardzo dużo postaci, historia opowiadana z kilku perspektyw oraz zazębiające się watki i retrospekcja zdarzeń – mało wprawny czytelnik może się pogubić.
Samantha Shannon nie podaje nam nic na tacy. Zaczyna snuć swoją historię i nie wyjaśnia wszystkiego od początku. Nie sili się na długie wstępy i opisy. Tak naprawdę, zależności między bohaterami oraz wyjaśnienie niektórych sytuacji przychodzi z czasem – czytanie wymaga skupienia.
Podoba mi się kreacja bohaterów, gdzie nic nie jest oczywiste. Pojawiają się tu kobiety, które są waleczne jak mężczyźni, a także mężczyźni z gołębim sercem. Sztampowe jednak jest postawienie w opozycji dobra i zła.
Fascynuje mnie obraz smoków, tych złych jako siedlisko okrucieństwa – nawet nazwy mają mało przyjemne i tych, które żyją z ludźmi w zgodzie, pielęgnowane przez nich niczym bóstwa.
Czasami brakowało mi w tej historii nadziei – okrutny los nie szczędzi bohaterów. Lubię dobre zakończenia, chciałabym by niektóre postacie miały więcej szczęścia. Intrygowała mnie tajemnica, wiemy, że główna bohaterka Ead jest wysłanniczką Zakonu i ma służyć królowej Sabran IX, jednak nie od samego początku znamy cały kontekst. Wraz z kolejnymi przygodami poznajemy całokształt. Sam Zakon ciągle pozostaje tajemnicą.
Myślę, że to przyzwoicie napisana książka, ale nie na pierwsze spotkanie z fantastyką.
Mam nadzieję, że druga część rozwieje moje wątpliwości. Egzemplarz odebrałam za punkty z portalu www.czytampierwszy.pl

Link do opinii
Avatar użytkownika - lemonadestreet
lemonadestreet
Przeczytane:2019-09-30, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

Zakon Drzewa Pomarańczy to powieść fantasy, która wyszła spod pióra uwielbianej przez czytelników Samanthy Shannon. Świat przedstawiony w książce to fantastyczna kraina, podzielona ze względu na wierzenia, pełna mitycznych stworzeń - smoków i ich hybryd z innymi zwierzętami. To właśnie te kreatury są głównym wątkiem powieści, a wzbudzający strach Bezimienny i jego smocza armia spędza sen z powiek bogobojnemu Zachodowi. Legendy o jego powtórnym przybyciu od setek lat powtarzane są między poddanymi królowiectwa. Natomiast na Wschodzie smoki są traktowane jako bogowie i tylko najpilniejsi uczniowe akademii mogą dostąpić zaszczytu dosiadania tych stworzeń. 

 

Ciekawe wierzenia, w których możemy odkryć podobieństwa do znanych nam religii. Co jest bardzo interesujące - wydarzenia sprzed lat, legedny, będace fundamentem danej wiary są intepretowane w zależności od miejsca wyznania - przez to mamy różne religie i konfilikty z nimi związane. Podobnie jest ze smokami - na Wschodzie są boskimi stworzeniami, żyjącymi wśród ludzi, zrodzonymi z gwiazd. Zachód uważa je za wrogów, uśpionych przed wiekami po zaciekłej walce, siejących spustoszenie i śmierć. Tłem wydarzeń jest prawdziwa przyjaźń i miłość, jak również ta zakazana i ta z rozsądku. Obserwujemy rodzące się uczucia między bohaterami i  to, w jaki sposób wpływają na bieg wydarzeń.

 

www.czytampierwszy.pl

Link do opinii
Inne książki autora
Zakon Drzewa Pomarańczy. Część 2
Smantha Shannon0
Okładka ksiązki - Zakon Drzewa Pomarańczy. Część 2

Rozdarty świat. Królowiectwo bez dziedziczki. W trzewiach ziemi pradawny wróg budzi się z tysiącletniego snu. Dom Berethnet włada Inys od stuleci...

Recenzje miesiąca
27 śmierci Toby'ego Obeda
Gierak-Onoszko Joanna
27 śmierci Toby'ego Obeda
Służąca
Weronika Wierzchowska;
Służąca
Następnym razem
Karolina Winiarska
Następnym razem
Wojenna korona
Elżbieta Cherezińska
Wojenna korona
Zakaz narzekania
Salvo Noè
Zakaz narzekania
Stramer
Mikołaj Łoziński
Stramer
Hashimoto
Beata Abramczyk
Hashimoto
Sklep z babciami
Dominika Gałka
Sklep z babciami
Biedronka i inni mieszkańcy łąki
Reichenstetter Friederun
Biedronka i inni mieszkańcy łąki
Pokaż wszystkie recenzje