Okładka książki - Zanim przekwitną wiśnie

Zanim przekwitną wiśnie


Ocena: 5.8 (5 głosów)

Czy to możliwe, że w zaułkach pomiędzy krakowskimi kamienicami poczujemy się jak w Kraju Kwitnącej Wiśni? Ta powieść smakuje słodko-gorzko, niczym najlepsze mochi z dodatkiem owoców goya, a nad Plantami i Wawelem unoszą się echa azjatyckich historii, które rozpalają polskie serca…

 

Hanna i Majka w swoim domu na Podgórzu stworzyły świat wypełniony książkami, muzyką i dobrą herbatą. Matka i córka różnią się jak ogień i woda, ale łączą je miłość do Japonii oraz silna więź oparta na niezmiennych rytuałach i przeświadczeniu, że po życiu nie wolno się spodziewać zbyt wiele. Wszystko się zmienia, gdy podczas rutynowej wizyty u lekarza Hanna dowiaduje się, że jest poważnie chora. Przerażona kobieta trzyma w tajemnicy straszną diagnozę, pragnąc poradzić sobie z sytuacją na własnych zasadach, a nie w szpitalnej sali. Zmagając się z bólem, zaczyna dostrzegać cierpienie innych – bezdomnego mężczyzny przesiadującego na pobliskim placu oraz matki niepełnosprawnego dziecka.

 

W tym samym czasie Majka, zmylona perfekcyjną grą matki, w spokoju cieszy się nadchodzącą wiosną. Podczas jednego ze spacerów trafia do księgarni, w której znajduje nie tylko dobre lektury i wyśmienitą kawę, ale również człowieka, który jest wielbicielem wschodnich powieści. Młoda kobieta zaczyna coraz więcej czasu spędzać w niezwykłym miejscu, a czytane książki pozwalają jej lepiej zrozumieć siebie oraz relację łączącą ją z matką. Obie zdają się nie dostrzegać, że los jest jak bezlitosny wiatr, a ludzie jak płatki przekwitającego wiśniowego drzewa…

Informacje dodatkowe o Zanim przekwitną wiśnie:

Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788368689020
Liczba stron: 320
Język oryginału: polski

więcej

Kup książkę Zanim przekwitną wiśnie

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Zanim przekwitną wiśnie - opinie o książce

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗞𝗶𝗲𝗱𝘆 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗼 𝘇𝗱𝗮𝗷𝗲 𝘀𝗶ę 𝗸𝗼ń𝗰𝘇𝘆ć

 

𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑤𝑖𝑡𝑛ą 𝑤𝑖ś𝑛𝑖𝑒 to jedna z najpiękniejszych powieści, jakie przeczytałam w tym roku. To historia, która poruszyła mnie bardzo mocno, choć w sposób cichy i nienachalny. To książka, przy której trudno było mi powstrzymać łzy, a jednocześnie dała mi poczucie ukojenia i nadziei. Natalia Przeździk opowiada o chorobie, samotności i trudzie mierzenia się z własną słabością, ale też o dojrzewaniu do zmian i otwieraniu się na drugiego człowieka. W tej opowieści wszystko jest ulotne jak płatki wiśni na wietrze, a każda chwila potrafi zmienić więcej, niż mogłoby się wydawać. To smutna, a zarazem piękna książka o życiu, które nie zawsze jest sprawiedliwe, ale potrafi przynieść coś dobrego nawet wtedy, gdy wszystko zdaje się kończyć.

 

Hanna i Majka żyją w dziwnej symbiozie w domu na Podgórzu. Matka i córka funkcjonują w świecie, który same stworzyły, otoczone książkami, dobrą muzyką i aromatyczną herbatą. Hanna jest wyniosła i patrzy na wszystkich z góry. Ma swoje zasady, które uważa za słuszne, i konsekwentnie ich przestrzega, wymagając tego samego od swojej córki. Traktuje życie z pogardą, a każde niepowodzenie kwituje skrzywieniem ust. Majka natomiast ma łagodny charakter i skłonność do szukania w każdej sytuacji powodu do radości.

 Były jak ogień i woda. Łączyły je tylko dwie rzeczy: miłość do kraju kwitnącej wiśni oraz mieszkanie na krakowskim Podgórzu, które zajmowały od prawie trzydziestu lat. Gdy mąż Hanny, ojciec Majki, porzucił je dla innej kobiety, Hanna postanowiła za nim nie tęsknić i tego samego nauczyła swoją córkę.

 

Majka była posłuszną córką. Choć nie rozumiała matki, nie potrafiła jej się sprzeciwić. Nawet gdy zaliczała życiowe wpadki, nie przyznawała się do nich, bo nie miała ochoty słuchać matczynych tyrad. Hanna zaś nie chciała w ich życiu żadnego mężczyzny. Boga też nie chciała, bo w Niego nie wierzyła. Miłość i to, co głosili panowie w czarnych sukienkach, uważała za pierdoły. W takim duchu wychowywała swoją córkę, która od wiary i świątyni trzymała się z daleka.

 

Choć Kraj Kwitnącej Wiśni fascynował je obie, pozostawał jedynie w sferze marzeń. Były nim zauroczone, ale nie zamierzały tam jechać, bo Hanna twierdziła, że marzenia są dla idiotów. Brało się to zapewne stąd, że obawiała się rozczarowania. Wyjazd mógłby okazać się nieporozumieniem, a one szły przez życie ostrożnie, nie oczekując zbyt wiele i nie ulegając skrajnym emocjom. Żyły więc marzeniami o dalekim kraju, pracując w miejscach, które nie miały nic wspólnego z ich pasją. Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Hanna nawet szaro-burym strojem podkreślała swoje podejście do życia. Majka mimo wszystko bardzo kochała swoją mamę taką, jaka była, i starała się ją wspierać, jak tylko mogła, choć słów podziękowania nie mogła się po niej spodziewać.

 Majka, osaczona przez matkę, nie zna świata zewnętrznego. Przeważnie wędruje pomiędzy pracą a domem, w którym wciąż wysłuchuje zgryźliwych komentarzy matki. W niej jednak tliło się jakieś światełko. Dzięki niej na podwórku wyrosło wiśniowe drzewko z pestek kwaśnych owoców, które kiedyś nie smakowały małej dziewczynce, a teraz, ku zdziwieniu Mai, polubiła je także jej mama. W życiu dziewczyny wszystko ulega zmianie, gdy podczas spaceru przypadkowo trafia do oryginalnej księgarni, w której znajduje nie tylko dobre lektury i wyśmienitą kawę, ale także człowieka, który, podobnie jak ona, jest wielbicielem wschodnich powieści. Odtąd Majka spędza w tym miejscu sporo czasu, a czytane książki pozwalają jej zrozumieć relacje, które łączą ją z matką.

 Historia wiśniowego drzewka na podwórzu pokazuje, że nawet z czegoś niezbyt atrakcyjnego może powstać coś pięknego i wartościowego. Drzewko to jest swego rodzaju symbolem ulotności chwili, która mija niczym ludzkie życie, zanim całkowicie opadną płatki przekwitającej wiśni. Wydaje się nam, tak jak Hannie, że po nas nic nie pozostanie puste, że jesteśmy silni i damy radę, że nic nas nie złamie. A potem życie wystawia nam rachunek i nagle zdajemy sobie sprawę ze swojej bezsilności, z tego, jacy jesteśmy mali i bezradni. Nie ma bowiem większej wartości ani ważniejszych priorytetów niż nasze życie, a to, jak je przeżyjemy, zależy tylko od nas. Wbrew pozorom to my decydujemy, co po nas zostanie i jak zapiszemy się w pamięci naszych bliskich.

 Hanna, zanim dowiedziała się, że jest poważnie chora, pogardzała Janeczką i jej chorą córką Kasią oraz bezdomnym Mieciem. Dla niej ci ludzie prowadzili bezwartościowe życie. W obliczu tego, co nieuniknione, nagle stwierdziła, że to ona nie doświadczała prawdziwego życia, a ci ludzie, mimo pozornego bezsensu, przeżywali je bardziej autentycznie niż ona. Nieoczekiwanie to właśnie oni stali się dla Hanny kimś bliskim i wyjątkowym.

 Hanna myśli, że umrze z klasą, a w umieraniu nie ma ani klasy, ani romantyzmu. Nie ma własnych zasad. Nie potrafiłam polubić tej bohaterki, zwłaszcza w pierwszych rozdziałach, kiedy wydawała się wyniosła i trudna. Irytowała mnie jej zarozumiałość, buta i zadzieranie nosa. Ale życie uczy pokory, i tej pokory nauczyło także Hannę. W obliczu tego, co miało nadejść, nagle zaczęła dostrzegać innych ludzi i ich potrzeby: bezdomnego Mietka oraz mamę i jej niepełnosprawną córkę Kasię. To właśnie ci ludzie byli tuż obok, kiedy najbardziej potrzebowała pomocy, a nie córka, którą całe życie strofowała, bo w takim momencie postanowiła na swój pokręcony sposób ją chronić. Kochała Majkę i to nie ulegało wątpliwości, ale to ona podjęła decyzję za córkę, z góry zakładając, że Majka nie przejmie się jej chorobą.

 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑤𝑖𝑡𝑛ą 𝑤𝑖ś𝑛𝑖𝑒 to nieśpieszna historia o tym, jak zmieniają się priorytety, gdy człowiek staje wobec tego, czego nie da się uniknąć. Choroba i nadchodzące zmiany uczą pokory. Nagle Hanna dostrzega wszystko w innym kontekście. Przestaje przeszkadzać jej to, co wcześniej wydawało się zbędne i nieważne, nawet ludzie, których życie wcześniej wydawało się Hannie bez sensu, jak bezdomny Miecio czy matka niepełnosprawnej Kasi. Oni żyli i mieli szansę korzystać z życia, a Hanna powoli odchodziła w bólu i samotności z wyboru, bo nie chciała przyznać się do swojej słabości przed córką. Gdy śmierć zajrzała jej w oczy, doceniła wszystko to, co odkładała na „później”. Życie mamy przecież jest tylko jedno i nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie jego kres. Należy cieszyć się tym, co tu i teraz, nie odkładać na nie wiadomo kiedy, bo być może nigdy potem nie będzie już szansy, aby to zrobić.

 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑤𝑖𝑡𝑛ą 𝑤𝑖ś𝑛𝑖𝑒 to przepięknie opowiedziana historia. Wydaje się, że matka nieodwracalnie swoim brakiem akceptacji wyrządziła Majce krzywdę, jednak poprzez kultywowanie Kraju Kwitnącej Wiśni oraz japońskich potraw w ich domu nieświadomie zaszczepiła w dziewczynie niezwykłą wrażliwość. Dla Majki wszystko się zmieni, a jej codzienność już nigdy nie będzie taka jak wcześniej. Na jej drodze pojawia się wrażliwy człowiek, bo los nie znosi pustki. Teraz będzie mogła zrealizować swoje marzenia i dzielić się z kimś swoimi wrażeniami. Wszystko jest piękne, ale jeszcze piękniejsze, gdy ogląda się to we dwójkę. Nie tylko radość jest podwójna, również wspomnienia można dzielić razem.

 Choć autorka w posłowiu zarzeka się, że nie jest ekspertem od kultury Dalekiego Wschodu, to, jak sama przyznaje, łączy ją z jej twórcami podobna wrażliwość. Patrzenie na świat z uwagą, zauważanie detali oraz zachwyt nad opadającymi kwiatami wiśni. Czy autorce udało się zarazić mnie tym choć trochę? O tak, i to bardzo. Ta powieść potwierdziła, za co tak kocham prozę Natalii Przeździk: za tę jej uważność, empatię i czułość, z jaką pisze o swoich bohaterach, nawet tych niezbyt pozytywnych. Udowadnia, że nikt nie jest ani całkowicie zły, ani całkowicie dobry. Czasem okoliczności sprawiają, że jesteśmy tacy, a nie inni. Ale dla Stwórcy jesteśmy kimś najważniejszym i najpiękniejszym, i to On prowadzi nas swoimi ścieżkami, stawiając na naszej drodze właściwych ludzi, abyśmy podążali w stronę światła, a nie mroku, bo na dobre zmiany nigdy nie jest za późno.

 To książka, która poruszyła mnie jak żadna inna, wycisnęła łzy, by na końcu na mojej twarzy mógł pojawić się uśmiech. To niezwykle smutna historia, a jednocześnie pełna światła. Niosąca w sobie ból i nadzieję, jakby oba te uczucia splatały się w jedno. Czytając, czułam, że to opowieść o pokorze wobec życia i jego kruchości. Zestawienie ciężaru choroby z subtelnym pięknem kwitnących wiśni budziło we mnie pragnienie, by mieć odwagę cieszyć się każdą chwilą, jakby była ostatnia. Pani Natalio, kłaniam się nisko przed Pani talentem pisarskim i dziękuję za tę niesamowicie wzruszającą historię.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Tesik
Tesik
Przeczytane:2026-01-21, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

NIE BĄDŹ "BYLE JAKI"

"Czas kwitnących wiśni jest krótki i powoli się kończy. Jak życie (…) Kruche i ulotne, choć bywa równie piękne, jak kwiaty."
Życie to chwila, to moment, dlatego wraz z pierwszym naszym oddechem rozpoczyna się misja, aby ten czas wypełnić jak najlepiej. Sami stajemy się kierownikami naszej ziemskiej wyprawy i, cóż tu dużo mówić, czasami nie jest łatwo. Bycie swoim własnym szefem wymaga od nas wypracowania kompromisu z własnym ja praktycznie w każdej sprawie. Niestety często przenosimy osobiste lęki, rozterki i niepowodzenia na inne osoby, które chłoną nasze podejście do życia i trudno jest im odnaleźć swój własny głos w wielu sprawach. Tymi osobami najczęściej są nasi najbliżsi, a szczególnie dzieci, które bezwiednie naśladują zachowania dorosłych. I tutaj zaczyna się najtrudniejsza część naszej misji – jak żyć, aby okazała się ona obopólnym sukcesem?

"Trudno jest ogarnąć piękno, jeśli ogląda się je samemu. We dwójkę jest weselej i wspomnienia zapisują się jakby wyraźniej…"
W pewnej krakowskiej kamienicy mieszka Hanna wraz z dorosłą córką Majką, która posiada własną pracę, własny pokój i …to byłoby wszystko. Cała reszta to tylko „pożyczona” egzystencja bez przyjaciół, krewnych, bez marzeń czy osobistych sekretów. Choć czasem udaje się jej przemycić odrobinę „inności” w codzienne życie, to jednak cała reszta naznaczona jest naukami Hanny, w których jest wszystko oprócz wolności. Bo przecież nadzieja, oczekiwania czy życzenia to tylko mrzonki, które i tak się nie spełnią. Tylko raz udało się Majce po kryjomu wypluć kwaśną wiśnię, z której nieoczekiwanie wyrosło piękne drzewo, cieszące oczy podczas kwitnienia. Gdyby tak częściej próbowała skutecznie „wypluwać” nakazy matki, może przynajmniej jej życie byłoby pełniejsze, a „stan nieoczekiwania na nic” zmieniłby się w stan radości z nowych wyzwań i pomysłów. A tak, jedynym jasnym punktem egzystencji obu pań jest Japonia i współdzielona fascynacja jej kulturą, jedzeniem i literaturą.

"Czasem trudne wydarzenia mogą nas uwalniać z klatek, w których sami się zamknęliśmy."
Czy dwuosobowa rodzina to wystarczająca ilość, aby móc szczęśliwie żyć? Oczywiście, że tak. Pod jednym warunkiem – trzeba żyć razem, a nie tylko współdzielić mieszkanie; trzeba dzielić się troskami i radościami oraz wspierać nawzajem; oraz pozwalać drugiemu człowiekowi na własne wybory, nawet jeśli odbiegają od naszych wyobrażeń. W przeciwnym razie można dojść do wniosku, że właściwie to nie wiadomo, czy osoba, z którą dzielimy życie w ogóle nas kocha, czy będzie za nami tęsknić, kiedy nas zabraknie i czy jednak nie lepiej byłoby żyć samemu. Bo naukę samotności Hanna i Majka opanowały niestety do perfekcji… Majka żyje w poczuciu, że nigdy nie będzie dosyć dobra, aby zasłużyć na słowa uznania ze strony matki, a Hanna jest wręcz przekonana, że jej córka wcale jej nie kocha. I tak, żyjąc w ciągłych domysłach, w obliczu druzgocącej diagnozy, Hanna uświadamia sobie, że właściwie niewiele po sobie pozostawia. Jej misja zwana życiem okazuje się porażką.

"Jeśli się kogoś kocha, to prawda o nim nie powinna zniszczyć miłości."
Jak zatem uratować naszą misję przed totalną katastrofą? Jak bezpiecznie dotrzeć do celu i jednak pozostawić po sobie dobre wrażenie lub ciepłe wspomnienia? Hanna dosyć niechętnie zaczyna wychodzić z domu, symbolicznie przekraczając granicę swojego wyobcowania. Ci, którzy dotąd wydawali jej się niewystarczający, aby poświęcić im więcej uwagi, nagle okazują się być nawet lepsi od niej. Lepsi w rozumieniu drugiego człowieka, pełni empatii pomimo trudów życiowych, a przede wszystkim bezinteresowni i otwarci na otaczający ich świat. Bo nie da się przejść życia w samotności. Potrzebujemy innych, by w pełni żyć. Nie tylko po to, aby czuć się szczęśliwym, ale żeby uszczęśliwiać innych. To właśnie dzięki nam, ktoś także może zacząć odbierać życie w odmienny sposób. A kiedy nas zabraknie, będą mieli w sobie wsparcie, które potrafi uchronić od szaleństwa i przywrócić życie na odpowiednie tory.

„Zanim przekwitną wiśnie” ma w sobie tak wiele zachwytu nad życiem, jak i bólu związanego ze strachem przed nim. Obie bohaterki odbierają codzienność w zupełnie inny sposób, a jednak postawa jednej osoby potrafi zasłonić wszystko to, co ta druga chciałaby zobaczyć. Jest tutaj miłość serwowana w dosyć dużej dawce, ale częstotliwość jej podawania pozostawia wiele do życzenia. To pełna emocji i wzruszeń opowieść o odchodzeniu, które daje tak wiele do myślenia – na temat wyborów życiowych, postawy wobec najbliższych, odpowiedzialności za tego, kogo „się oswoiło” i jego akceptacji. Historia Hanny i Majki pokazuje, że powinniśmy zachwycać się pięknem otaczającego świata zarówno wtedy, kiedy kwitną wiśnie, jak i wtedy, kiedy możemy delektować się ich owocami. A kiedy trafi się nam jakiś cierpki i niesmaczny, trzeba po prostu go wypluć i szukać takiego, który przypadnie nam do gustu. Jest tak wiele możliwości – nie bądźmy „byle jacy” i nie uczmy innych samotności, po to, aby życie okazało się misją godną światowej chwały.

Gorąco polecam.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Zanim przekwitną wiśnie, Natalia Przeździk, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026

*Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Dobre Strony

Link do opinii
Avatar użytkownika - anetaiksiazki
anetaiksiazki
Przeczytane:2026-01-18, Ocena: 6, Przeczytałam,

​„Czytała niespiesznie, delektując się każdym słowem”.

​Zaczynam od cytatu, który najlepiej oddaje moją relację z książką „Zanim przekwitną wiśnie” Natalii Przeździk. To lektura, której poświęciłam całą swoją uważność. Nie tylko zachwyciła mnie stylem, ale i głębokim przesłaniem. W tej powieści nie ma zbędnych zdań – wszystko łączy się w spójną całość, tworząc opowieść o życiu, przemijaniu, trudnych wyborach i codziennych rytuałach, które budują nasze szczęście.

​Ta historia osiadła w moim sercu, zapuściła w nim korzenie i zakwitła. Wiem, że będę do niej wracać – do Krakowa, jakiego wcześniej nie znałam, i do japońskiej literatury, którą teraz pragnę zgłębić. Przede wszystkim jednak będę wracać do bohaterów. Hanna, Majka, Mieczysław, Kasia z mamą czy Tomek – to oni pozwolili mi spojrzeć na świat z perspektywy swoich doświadczeń.
​Przyznam szczerze: w każdym z nich odnalazłam cząstkę siebie, nawet w surowej Hannie. Nie wstydzę się tego, bo życie bywa skomplikowane i rzadko jest czarno-białe.

​Porównanie życia do kwiatów wiśni to jedna z najpiękniejszych metafor, z jakimi się spotkałam. Kwitnące drzewa, obsypane białym puchem, są urokliwe, ale niezwykle nietrwałe. Nasz byt jest podobny – bywa pełen blasku, jednak to od nas zależy, czy pozwolimy sobie na radość z każdej krótkiej chwili, pamiętając, że przemijanie jest w niego nieuchronnie wpisane.


​​Natalia Przeździk postawiła w swojej książce na relacje – momentami trudne i wymagające, innym razem piękne w swojej zwyczajności. Poznajemy Hannę, surową i uszczypliwą, oraz Majkę, będącą zupełnym przeciwieństwem swojej matki. Ich więź jest silna, oparta na miłości i wspólnych pasjach. Zupełnie inaczej wygląda relacja między uwięzioną we własnym ciele Kasią a jej mamą. Ich świat to codzienna troska i poświęcenie, które chwyta za serce. Na kartach powieści spotykamy też Mieczysława, bezdomnego, w którego nikt już nie wierzy, oraz Tomka, współwłaściciela „Księgarni pod Uciętym Księżycem” – młodego chłopaka o niezwykle dojrzałym spojrzeniu na życie. Każda z tych postaci to osobna, bolesna historia. Ciężar ich doświadczeń ukształtował ich charaktery, czyniąc ich niezwykle autentycznymi.



​Zazwyczaj łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Bohaterów tej książki nie da się jednak po prostu „ocenić” – ich trzeba zrozumieć, a ich wybory uszanować, nawet jeśli wykracza to poza obszar naszej empatii.
​Początkowo zachowanie Hanny bardzo mnie drażniło, trudno było mi zaakceptować jej sposób bycia. Majkę polubiłam od razu. Jednak z każdym rozdziałem zaczynałam rozumieć obie kobiety. Czekałam na słowa, które wreszcie powinny paść. Bo w tej historii najbardziej dotykają właśnie te słowa, które nie zostały wypowiedziane a skryte głęboko w sercach.

​Traktuję tę książkę jak list od przyjaciela, który subtelnie dba o mój spokój ducha i szepcze:
• ​Żyj tak, żeby niczego nie żałować.
• ​Ciesz się każdą chwilą i otwórz się na ludzi.
• ​Kochaj siebie i dbaj o zdrowie.
• ​Doceniaj bliskich i nie szczędź im dobrych słów.
• ​Nie bój się marzeń, spełniaj je… bo życie jest ulotne.
• 
​W powieści znalazłam zdanie, które ma w sobie dużo prawdy:


​„Nie każda książka jest dobra dla każdego. One są jak żywe stworzenia. Albo się polubicie, albo nie”.


​Ja, „Zanim przekwitną wiśnie” pokochałam. To opowieść o celebrowaniu momentów i miłości do drugiego człowieka. Zamykając ją, czułam spokój. Okazuje się, że pisanie o chorobie, żałobie i odchodzeniu wcale nie musi przygnębiać – może dawać ciepło, bo to po prostu naturalny cykl życia.
​Nie zastanawiaj się, czy to książka dla Ciebie. Po prostu ją przeczytaj. Wyrusz z Majką na spacer po Krakowie, zaopiekuj się drzewkami bonsai z Hanną i daj się porwać tym emocjom. Warto.


To jedna z tych książek, które zostają w człowieku na bardzo długo – nie na półce, ale pod skórą. Takich, które czyta się nie tylko oczami, ale przede wszystkim sercem, i które sprawiają, że po przewróceniu ostatniej strony świat wokół wydaje się jakby odrobinę jaśniejszy, a każda chwila – bardziej cenna.
Polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - _read_andzia_
_read_andzia_
Przeczytane:2026-01-15, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2026,

Wczoraj skończyłam czytać piękną książkę. Piękną wyglądem- barwione brzegi, niezwykła okładka, kody QR pobudzające bohaterów ale także fabularnie. 

 

Choć czyta się ją z bólem serca, począwszy od okropnego zachowania Hanny, która samotnie wychowuje córkę i robi to w przerażający sposób zabraniając miłości, gasząc w niej typową dla dzieci beztroskę, kończąc na śmiertelnej chorobie, to jednak niesie w sobie takie świtało nadziei i zapach kwitnących wiśni.

 

Hanna i Maja to dosłownie ogień i woda. Hanna jest bardzo zgorzkniałą osobą, myślącą zero-jedynkowo, widząc tylko czerń i biel. Uważa, że mężczyźni są największym złem tego świata i odradza córce szukania miłości. Maja przy mamie ubiera poważną, bezuczuciową maskę, natomiast w samotności jest wesoła, buja w obłokach, zachwyca się naturą i tym co ją otacza. W przeciwieństwie do matki nie poprzestaje na samej miłości do Japonii, planuje zwiedzić to państwo, uwielbia ich kuchnie i chce obchodzić ich święta, widząc wszystko na własne oczy.

 

Niestety pewnego dnia spada na Hannę diagnoza raka. Od tej pory zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na świat. Będąc świadomą braku antidotum, postanawia, mimo ogromnego bólu, pozostać w domu i nie faszerować się chemią, sztucznie wydłużającą życie. Chce odejść na własnych zasadach, nie w szpitalu. Planuje także jak najdłużej ukrywać to przed Mają. Przekonuje się także o bólu innych ludzi, o których do tej pory nie myślała - bezdomnego mężczyzny oraz matki niepełnosprawnej dziewczynki. 

 

Nieświadoma Maja coraz więcej czasu spędza poza domem, niechcący trafia do księgarni, gdzie można czytać i pić niecodzienne smaki kaw. Poznaje tam także wielbiciela wschodnich powieści. 

 

Jak odnajdzie się w nowej rzeczywistości, kiedy już pozna prawdę o mamie?

****

Jest trudna, boląca ale piękna i dająca nadzieję. 

Koniec jest jednocześnie początkiem.

Natalia zaraziła mnie zainteresowaniem Japonią, ich kulturą, daniami, literaturą. Jestem tego wszystkiego niezwykle ciekawa. 

 

Książki autorki miałam okazję czytać w przeszłości i niezmiennie jestem zachwycona, a jej pióro zdecydowanie trafia w moje gusta. Jest to kolejna książka, którą z czystym sumieniem i z całego serca Wam polecam. 

#współpraca

Link do opinii

Smutna, pełna nostalgii i japońskich klimatów powieść o przemijaniu.
Na krakowskim Podgórzu toczy się życie dwóch kobiet- matki i córki. Różne jak ogień i woda, związana ze sobą, ale nie rozumiejące się nawzajem. Do tego stopnia żyjące razem, ale i osobno, że matka zataja przed córką coś ważnego...
Bardzo trudno mi było czytać tę powieść. Odnajduję w niej część siebie - niestety, w tej starszej pani i jej upartym chowaniu swoich słabości. Dobrze, że literatura porusza i takie ciężkie tematy i daje nam pstryczka w nos - nie każda powieść musi być słodko-cukierkowa. 
Zgrzyta mi też naiwność Majki... z całą moją dobrą wolą nie umiem sobie wyobrazić, że do tego stopnia można nie zwracać na kogoś uwagę- szczególnie, jeśli mieszka się razem.

Link do opinii
Inne książki autora
Na końcu świata
Natalia Przeździk0
Okładka ksiązki - Na końcu świata

Czy macie ochotę pobyć przez chwilę na końcu świata? Chyba każdy marzy, by choć na kilka dni spędzić w jakimś niezwykłym, tajemniczym i bezludnym miejscu...

Góra świątecznych cudów
Natalia Przeździk0
Okładka ksiązki - Góra świątecznych cudów

“W bożonarodzeniowych opowieściach jest coś niezwykłego. W adwencie chciałoby się zaszyć się pod kołdrą i czytać przez cały długi zimowy wieczór…” Takie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy