Czy to możliwe, że w zaułkach pomiędzy krakowskimi kamienicami poczujemy się jak w Kraju Kwitnącej Wiśni? Ta powieść smakuje słodko-gorzko, niczym najlepsze mochi z dodatkiem owoców goya, a nad Plantami i Wawelem unoszą się echa azjatyckich historii, które rozpalają polskie serca…
Hanna i Majka w swoim domu na Podgórzu stworzyły świat wypełniony książkami, muzyką i dobrą herbatą. Matka i córka różnią się jak ogień i woda, ale łączą je miłość do Japonii oraz silna więź oparta na niezmiennych rytuałach i przeświadczeniu, że po życiu nie wolno się spodziewać zbyt wiele. Wszystko się zmienia, gdy podczas rutynowej wizyty u lekarza Hanna dowiaduje się, że jest poważnie chora. Przerażona kobieta trzyma w tajemnicy straszną diagnozę, pragnąc poradzić sobie z sytuacją na własnych zasadach, a nie w szpitalnej sali. Zmagając się z bólem, zaczyna dostrzegać cierpienie innych – bezdomnego mężczyzny przesiadującego na pobliskim placu oraz matki niepełnosprawnego dziecka.
W tym samym czasie Majka, zmylona perfekcyjną grą matki, w spokoju cieszy się nadchodzącą wiosną. Podczas jednego ze spacerów trafia do księgarni, w której znajduje nie tylko dobre lektury i wyśmienitą kawę, ale również człowieka, który jest wielbicielem wschodnich powieści. Młoda kobieta zaczyna coraz więcej czasu spędzać w niezwykłym miejscu, a czytane książki pozwalają jej lepiej zrozumieć siebie oraz relację łączącą ją z matką. Obie zdają się nie dostrzegać, że los jest jak bezlitosny wiatr, a ludzie jak płatki przekwitającego wiśniowego drzewa…
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 320
Język oryginału: polski
„Czytała niespiesznie, delektując się każdym słowem”.
Zaczynam od cytatu, który najlepiej oddaje moją relację z książką „Zanim przekwitną wiśnie” Natalii Przeździk. To lektura, której poświęciłam całą swoją uważność. Nie tylko zachwyciła mnie stylem, ale i głębokim przesłaniem. W tej powieści nie ma zbędnych zdań – wszystko łączy się w spójną całość, tworząc opowieść o życiu, przemijaniu, trudnych wyborach i codziennych rytuałach, które budują nasze szczęście.
Ta historia osiadła w moim sercu, zapuściła w nim korzenie i zakwitła. Wiem, że będę do niej wracać – do Krakowa, jakiego wcześniej nie znałam, i do japońskiej literatury, którą teraz pragnę zgłębić. Przede wszystkim jednak będę wracać do bohaterów. Hanna, Majka, Mieczysław, Kasia z mamą czy Tomek – to oni pozwolili mi spojrzeć na świat z perspektywy swoich doświadczeń.
Przyznam szczerze: w każdym z nich odnalazłam cząstkę siebie, nawet w surowej Hannie. Nie wstydzę się tego, bo życie bywa skomplikowane i rzadko jest czarno-białe.
Porównanie życia do kwiatów wiśni to jedna z najpiękniejszych metafor, z jakimi się spotkałam. Kwitnące drzewa, obsypane białym puchem, są urokliwe, ale niezwykle nietrwałe. Nasz byt jest podobny – bywa pełen blasku, jednak to od nas zależy, czy pozwolimy sobie na radość z każdej krótkiej chwili, pamiętając, że przemijanie jest w niego nieuchronnie wpisane.
Natalia Przeździk postawiła w swojej książce na relacje – momentami trudne i wymagające, innym razem piękne w swojej zwyczajności. Poznajemy Hannę, surową i uszczypliwą, oraz Majkę, będącą zupełnym przeciwieństwem swojej matki. Ich więź jest silna, oparta na miłości i wspólnych pasjach. Zupełnie inaczej wygląda relacja między uwięzioną we własnym ciele Kasią a jej mamą. Ich świat to codzienna troska i poświęcenie, które chwyta za serce. Na kartach powieści spotykamy też Mieczysława, bezdomnego, w którego nikt już nie wierzy, oraz Tomka, współwłaściciela „Księgarni pod Uciętym Księżycem” – młodego chłopaka o niezwykle dojrzałym spojrzeniu na życie. Każda z tych postaci to osobna, bolesna historia. Ciężar ich doświadczeń ukształtował ich charaktery, czyniąc ich niezwykle autentycznymi.
Zazwyczaj łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Bohaterów tej książki nie da się jednak po prostu „ocenić” – ich trzeba zrozumieć, a ich wybory uszanować, nawet jeśli wykracza to poza obszar naszej empatii.
Początkowo zachowanie Hanny bardzo mnie drażniło, trudno było mi zaakceptować jej sposób bycia. Majkę polubiłam od razu. Jednak z każdym rozdziałem zaczynałam rozumieć obie kobiety. Czekałam na słowa, które wreszcie powinny paść. Bo w tej historii najbardziej dotykają właśnie te słowa, które nie zostały wypowiedziane a skryte głęboko w sercach.
Traktuję tę książkę jak list od przyjaciela, który subtelnie dba o mój spokój ducha i szepcze:
• Żyj tak, żeby niczego nie żałować.
• Ciesz się każdą chwilą i otwórz się na ludzi.
• Kochaj siebie i dbaj o zdrowie.
• Doceniaj bliskich i nie szczędź im dobrych słów.
• Nie bój się marzeń, spełniaj je… bo życie jest ulotne.
•
W powieści znalazłam zdanie, które ma w sobie dużo prawdy:
„Nie każda książka jest dobra dla każdego. One są jak żywe stworzenia. Albo się polubicie, albo nie”.
Ja, „Zanim przekwitną wiśnie” pokochałam. To opowieść o celebrowaniu momentów i miłości do drugiego człowieka. Zamykając ją, czułam spokój. Okazuje się, że pisanie o chorobie, żałobie i odchodzeniu wcale nie musi przygnębiać – może dawać ciepło, bo to po prostu naturalny cykl życia.
Nie zastanawiaj się, czy to książka dla Ciebie. Po prostu ją przeczytaj. Wyrusz z Majką na spacer po Krakowie, zaopiekuj się drzewkami bonsai z Hanną i daj się porwać tym emocjom. Warto.
To jedna z tych książek, które zostają w człowieku na bardzo długo – nie na półce, ale pod skórą. Takich, które czyta się nie tylko oczami, ale przede wszystkim sercem, i które sprawiają, że po przewróceniu ostatniej strony świat wokół wydaje się jakby odrobinę jaśniejszy, a każda chwila – bardziej cenna.
Polecam!
Wczoraj skończyłam czytać piękną książkę. Piękną wyglądem- barwione brzegi, niezwykła okładka, kody QR pobudzające bohaterów ale także fabularnie.
Choć czyta się ją z bólem serca, począwszy od okropnego zachowania Hanny, która samotnie wychowuje córkę i robi to w przerażający sposób zabraniając miłości, gasząc w niej typową dla dzieci beztroskę, kończąc na śmiertelnej chorobie, to jednak niesie w sobie takie świtało nadziei i zapach kwitnących wiśni.
Hanna i Maja to dosłownie ogień i woda. Hanna jest bardzo zgorzkniałą osobą, myślącą zero-jedynkowo, widząc tylko czerń i biel. Uważa, że mężczyźni są największym złem tego świata i odradza córce szukania miłości. Maja przy mamie ubiera poważną, bezuczuciową maskę, natomiast w samotności jest wesoła, buja w obłokach, zachwyca się naturą i tym co ją otacza. W przeciwieństwie do matki nie poprzestaje na samej miłości do Japonii, planuje zwiedzić to państwo, uwielbia ich kuchnie i chce obchodzić ich święta, widząc wszystko na własne oczy.
Niestety pewnego dnia spada na Hannę diagnoza raka. Od tej pory zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na świat. Będąc świadomą braku antidotum, postanawia, mimo ogromnego bólu, pozostać w domu i nie faszerować się chemią, sztucznie wydłużającą życie. Chce odejść na własnych zasadach, nie w szpitalu. Planuje także jak najdłużej ukrywać to przed Mają. Przekonuje się także o bólu innych ludzi, o których do tej pory nie myślała - bezdomnego mężczyzny oraz matki niepełnosprawnej dziewczynki.
Nieświadoma Maja coraz więcej czasu spędza poza domem, niechcący trafia do księgarni, gdzie można czytać i pić niecodzienne smaki kaw. Poznaje tam także wielbiciela wschodnich powieści.
Jak odnajdzie się w nowej rzeczywistości, kiedy już pozna prawdę o mamie?
****
Jest trudna, boląca ale piękna i dająca nadzieję.
Koniec jest jednocześnie początkiem.
Natalia zaraziła mnie zainteresowaniem Japonią, ich kulturą, daniami, literaturą. Jestem tego wszystkiego niezwykle ciekawa.
Książki autorki miałam okazję czytać w przeszłości i niezmiennie jestem zachwycona, a jej pióro zdecydowanie trafia w moje gusta. Jest to kolejna książka, którą z czystym sumieniem i z całego serca Wam polecam.
#współpraca
Bohaterowie „Niebieskiego domu” zapraszają na kolejne niezapomniane wakacje! Tym razem przyszedł czas na wyprawę nad polskie morze. Do naszej...
Marzenia są po to, by je spełniać! Ośmioletnia Hania marzy o kilku rzeczach - chciałaby w końcu przestać chorować, rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia...
Przeczytane:2026-01-21, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
NIE BĄDŹ "BYLE JAKI"
"Czas kwitnących wiśni jest krótki i powoli się kończy. Jak życie (…) Kruche i ulotne, choć bywa równie piękne, jak kwiaty."
Życie to chwila, to moment, dlatego wraz z pierwszym naszym oddechem rozpoczyna się misja, aby ten czas wypełnić jak najlepiej. Sami stajemy się kierownikami naszej ziemskiej wyprawy i, cóż tu dużo mówić, czasami nie jest łatwo. Bycie swoim własnym szefem wymaga od nas wypracowania kompromisu z własnym ja praktycznie w każdej sprawie. Niestety często przenosimy osobiste lęki, rozterki i niepowodzenia na inne osoby, które chłoną nasze podejście do życia i trudno jest im odnaleźć swój własny głos w wielu sprawach. Tymi osobami najczęściej są nasi najbliżsi, a szczególnie dzieci, które bezwiednie naśladują zachowania dorosłych. I tutaj zaczyna się najtrudniejsza część naszej misji – jak żyć, aby okazała się ona obopólnym sukcesem?
"Trudno jest ogarnąć piękno, jeśli ogląda się je samemu. We dwójkę jest weselej i wspomnienia zapisują się jakby wyraźniej…"
W pewnej krakowskiej kamienicy mieszka Hanna wraz z dorosłą córką Majką, która posiada własną pracę, własny pokój i …to byłoby wszystko. Cała reszta to tylko „pożyczona” egzystencja bez przyjaciół, krewnych, bez marzeń czy osobistych sekretów. Choć czasem udaje się jej przemycić odrobinę „inności” w codzienne życie, to jednak cała reszta naznaczona jest naukami Hanny, w których jest wszystko oprócz wolności. Bo przecież nadzieja, oczekiwania czy życzenia to tylko mrzonki, które i tak się nie spełnią. Tylko raz udało się Majce po kryjomu wypluć kwaśną wiśnię, z której nieoczekiwanie wyrosło piękne drzewo, cieszące oczy podczas kwitnienia. Gdyby tak częściej próbowała skutecznie „wypluwać” nakazy matki, może przynajmniej jej życie byłoby pełniejsze, a „stan nieoczekiwania na nic” zmieniłby się w stan radości z nowych wyzwań i pomysłów. A tak, jedynym jasnym punktem egzystencji obu pań jest Japonia i współdzielona fascynacja jej kulturą, jedzeniem i literaturą.
"Czasem trudne wydarzenia mogą nas uwalniać z klatek, w których sami się zamknęliśmy."
Czy dwuosobowa rodzina to wystarczająca ilość, aby móc szczęśliwie żyć? Oczywiście, że tak. Pod jednym warunkiem – trzeba żyć razem, a nie tylko współdzielić mieszkanie; trzeba dzielić się troskami i radościami oraz wspierać nawzajem; oraz pozwalać drugiemu człowiekowi na własne wybory, nawet jeśli odbiegają od naszych wyobrażeń. W przeciwnym razie można dojść do wniosku, że właściwie to nie wiadomo, czy osoba, z którą dzielimy życie w ogóle nas kocha, czy będzie za nami tęsknić, kiedy nas zabraknie i czy jednak nie lepiej byłoby żyć samemu. Bo naukę samotności Hanna i Majka opanowały niestety do perfekcji… Majka żyje w poczuciu, że nigdy nie będzie dosyć dobra, aby zasłużyć na słowa uznania ze strony matki, a Hanna jest wręcz przekonana, że jej córka wcale jej nie kocha. I tak, żyjąc w ciągłych domysłach, w obliczu druzgocącej diagnozy, Hanna uświadamia sobie, że właściwie niewiele po sobie pozostawia. Jej misja zwana życiem okazuje się porażką.
"Jeśli się kogoś kocha, to prawda o nim nie powinna zniszczyć miłości."
Jak zatem uratować naszą misję przed totalną katastrofą? Jak bezpiecznie dotrzeć do celu i jednak pozostawić po sobie dobre wrażenie lub ciepłe wspomnienia? Hanna dosyć niechętnie zaczyna wychodzić z domu, symbolicznie przekraczając granicę swojego wyobcowania. Ci, którzy dotąd wydawali jej się niewystarczający, aby poświęcić im więcej uwagi, nagle okazują się być nawet lepsi od niej. Lepsi w rozumieniu drugiego człowieka, pełni empatii pomimo trudów życiowych, a przede wszystkim bezinteresowni i otwarci na otaczający ich świat. Bo nie da się przejść życia w samotności. Potrzebujemy innych, by w pełni żyć. Nie tylko po to, aby czuć się szczęśliwym, ale żeby uszczęśliwiać innych. To właśnie dzięki nam, ktoś także może zacząć odbierać życie w odmienny sposób. A kiedy nas zabraknie, będą mieli w sobie wsparcie, które potrafi uchronić od szaleństwa i przywrócić życie na odpowiednie tory.
„Zanim przekwitną wiśnie” ma w sobie tak wiele zachwytu nad życiem, jak i bólu związanego ze strachem przed nim. Obie bohaterki odbierają codzienność w zupełnie inny sposób, a jednak postawa jednej osoby potrafi zasłonić wszystko to, co ta druga chciałaby zobaczyć. Jest tutaj miłość serwowana w dosyć dużej dawce, ale częstotliwość jej podawania pozostawia wiele do życzenia. To pełna emocji i wzruszeń opowieść o odchodzeniu, które daje tak wiele do myślenia – na temat wyborów życiowych, postawy wobec najbliższych, odpowiedzialności za tego, kogo „się oswoiło” i jego akceptacji. Historia Hanny i Majki pokazuje, że powinniśmy zachwycać się pięknem otaczającego świata zarówno wtedy, kiedy kwitną wiśnie, jak i wtedy, kiedy możemy delektować się ich owocami. A kiedy trafi się nam jakiś cierpki i niesmaczny, trzeba po prostu go wypluć i szukać takiego, który przypadnie nam do gustu. Jest tak wiele możliwości – nie bądźmy „byle jacy” i nie uczmy innych samotności, po to, aby życie okazało się misją godną światowej chwały.
Gorąco polecam.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Zanim przekwitną wiśnie, Natalia Przeździk, Wydawnictwo Dobre Strony, 2026
*Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Dobre Strony