Czasem trzeba upaść na samo dno, by dostrzec drogę na powierzchnię
Dno nie wygląda tak samo dla każdego. Ale wszyscy, którzy go sięgają, mierzą się z identycznym problemem: jak się od niego odbić.
Patrycja też tam była. Lata niepowodzeń, toksyczne związki, rozwód, samotność, ciągłe poczucie bycia niewystarczającą, a do tego dzieciństwo pełne lęku, które zostawiło po sobie głębokie rany. To wszystko sprowadziło ją na skraj.
Mimo to przetrwała i dziś może podzielić się swoją historią.
„Życie od nowa” to nie poradnik. To szczera, intymna opowieść, w której osoby znajdujące się w kryzysie mogą odnaleźć pocieszenie i nadzieję. Historia o drodze przez ból, terapii, odwadze, by zmierzyć się z własnymi porażkami, i o sile, która rodzi się z kruchości.
Bo nigdy nie jest za późno, by wypłynąć na powierzchnię – nawet jeśli jeszcze nie widzisz ku niej drogi.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2026-04-09
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 194
Język oryginału: polski
Czy można się podnieść, kiedy wszystko w nas mówi, że nie masz już siły? Kiedy kolejne rozczarowania układają się w ciężar nie do udźwignięcia, a własne odbicie w lustrze przestaje być kimś, kogo chcemy znać… Co wtedy? Uciekamy, zamykamy się w sobie, czy jednak gdzieś w środku tli się jeszcze ta iskra, która mów... spróbuj jeszcze raz? Właśnie w taką rzeczywistość wrzuca nas książka "Życie od nowa", jest to historia, która nie głaszcze, tylko dotyka najczulszych miejsc.
To nie jest książka, którą się czyta tylko dla przyjemności. To książka, którą się przeżywa. Patrycja Grzenia odsłania przed nami swoje życie bez filtrów, pokazując lata potknięć, toksycznych relacji. Odsłania swój rozpad małżeństwa, pokazuje samotność i to okrutne poczucie, że jest się niewystarczającym. Do tego dochodzą rany z dzieciństwa, które, jak się okazuje, nie znikają same, tylko cicho wpływają na dorosłe wybory. Widzimy kobietę stojącą na skraju…
Najbardziej uderzyło mnie to, jak autorka opisuje moment kryzysowy – ten punkt, w którym już nie da się udawać, że wszystko jest w porządku i wtedy zaczyna się jej droga. Nie spektakularna, nie szybka, ale prawdziwa. Terapia, konfrontacja z przeszłością, uczenie się siebie od nowa… krok po kroku. Czy łatwo jest spojrzeć w głąb siebie i przyznać się do własnych błędów? Czy mamy w sobie tyle odwagi, by rozliczyć się z przeszłością, zamiast ją wypierać?
Główna bohaterka – sama autorka jest postacią, której nie da się ocenić jednym zdaniem. Z jednej strony krucha, pogubiona, pełna lęku… z drugiej niesamowicie silna, choć początkowo sama tego w sobie nie widzi. I to jest w niej najpiękniejsze, ta przemiana, która nie dzieje się nagle, tylko rodzi się z bólu. Z każdej porażki, z każdej łzy, z każdego momentu zwątpienia.
Podczas czytania towarzyszyły mi bardzo różne emocje. Były chwile ciężkie, przytłaczające, takie, gdzie trzeba było na moment odłożyć książkę. Była złość, smutek, bezsilność… ale była też nadzieja. Taka cicha, nieśmiała, która pojawia się gdzieś między wierszami. Ja jako czytelnik przywiązałam się do bohaterki i wspierałam co całym sercem. Z każdą następną kartką stawała się mi bliższa. Autorka nie daje gotowych rozwiązań, nie mówi „zrób tak, a będzie dobrze”. Ona po prostu pokazuje swoją drogę. I to działa mocniej niż jakikolwiek poradnik.
Zastanawiałam się podczas czytania, ile osób żyje z podobnym ciężarem, ale nie ma odwagi o tym mówić? Ile osób tkwi w relacjach, które ich niszczą? I najważniejsze… ile osób wierzy, że dla nich jest już za późno?
Najbardziej poruszyła mnie autentyczność tej historii. Tu nie ma upiększania, nie ma udawania. Jest prawda, choć momentami bolesna, ale przez to tak bardzo potrzebna. I chyba właśnie to sprawiło, że ta książka zostanie ze mną na dłużej. Bo ona nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona zostawia w głowie pytania… i daje coś jeszcze... daje nadzieję, że nawet z najgłębszego dna można się odbić.
Z całego serca polecam tę książkę każdemu, kto choć raz poczuł, że się pogubił. To nie jest łatwa lektura, ale bardzo ważna. I może właśnie teraz ktoś jej potrzebuje bardziej, niż myśli.
,,Czasami trzeba upaść na samo dno, by dostrzec drogę na powierzchnię."
Są takie historie, których się nie czyta. Je się przeżywa całym sobą. I właśnie do takich należy książka ,,Życie od nowa" autorstwa Patrycji Grzeni. To podróż po ludzkich odmętach, która pokazuje, że nawet po największej burzy, która zrównała nasz świat do zera, można znaleźć cień nadziei, który będzie pchał nas na przód, ku lepszej przyszłości.
Autorka otworzyła nam drzwi do własnego świata, w którym ścieżki naznaczone są ostrymi kolcami. Już po przekroczeniu progu ból czuć podczas pierwszego kroku. Dzieciństwo - kojarzone zazwyczaj z miłością, zabawą i bliskością, nie zawsze takie jest - to ono buduje od podstaw człowieka. Każdy najdrobniejszy szczegół ma znaczenia. Atmosfera panująca w domu, czy relacje między rodzicami dają przykład małym oczom, które bacznie obserwują świat. A potem pojawia się szkoła, rówieśnicy, pierwsze miłości... Pojawiają się rozterki, znajomości, które nie zawsze prowadzą po dobrej ścieżce. Jest także złamane serce, płacz i wewnętrzny ból, który odbiera oddech.
Niektórzy po takich przejściach w młodości mają dość. Zwyczajnie się poddają i tkwią w marazmie, z myślą ,,niech się dzieje, co chce". Ale główna bohaterka tej historii, Patrycja, miała cele i marzenia. I wolę walki, aby je realizować. I chociaż upadła na dno, z którego ciężko było wydostać się na powierzchnię, to właśnie to stało się jej siłą i motorem napędowym do życia. Dała radę. Mimo wszelkich upadków. Mimo traum, które ciągły ją na dno, niczym tonowa cegła.
Z tej historii można wyciągnąć wiele refleksji. Pokazuje ona również, że proszenie o pomoc nie jest wstydem, ale aktem odwagi, na który nie każdego w dzisiejszych czasach stać.
,,Życie od nowa" to historia, która bardzo boli, bo jest prawdziwa. Nie jest fikcją literacką, która wzruszy, bo autor ubrał ją w ładne słowa. To opowieść o życiu, które skopało człowieka.
Ta książka napawa nadzieją na lepsze.
Bez chusteczek do niej nie podchodź.
A siadając z nią pod ciepłym kocem pamiętaj, że jest warta każdej wylanej łzy.
Przeczytane:2026-05-17,
Życie od nowa - Patrycja Grzenia
Dziękuję wydawnictwu Novae res za możliwość przeczytania tej książki.
Czytacie czasem pamiętniki (wspomnienia)?
Ja tak. To historie, które chwytają za serce i pokazują, że życie nie zawsze jest kolorowe.
Każdy ma swoje granice wytrzymałości. A co najważniejsze, to dzieciństwo kształtuje Nas na późniejsze życie. Jako dzieci zapamiętujemy to, jak rodzice zachowują w związku. Niestety dość często powielamy te schematy...
To historia o tym, aby nauczyć się przyjmować pomoc i dać sobie na wstrzymanie. Życie nikogo nie oszczędza, a tutaj było tyle smutku. Podczas czytania płakałam. Przez 30 pare lat życia, tyle emocjonalnych akcji, jak na górskiej kolejce.
Będę to powtarzać, aż do obrzydzenia! Takie gatunki literackie nie powinny być inaczej oceniane, niż na max. Niższe oceny i teksty typu ,,głupie zachowanie", to dla mnie brak szacunku dla osoby, która to wszystko przeżyła i opowiedziała.
Czy polecam?
Tak. To lektura z której możesz wynieść coś dla siebie.
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"Byłam jak gnijący od środka owoc - na zewnątrz piękny, błyszczący i pachnący, a w środku zżerany przez samego siebie - swoje robaczywe myśli."
"Ta książka jest moją opowieścią o tym, że za ciemnymi chmurami chowa się słońce. Czasami trzeba na nie trochę poczekać. W końcu się pojawi, gdy przeminą gradobicia i burze. Ja też w to kiedyś nie wierzyłam, ale zmieniłam zdanie."
"Wychowywałam się sama i w pewnym sensie przejęłam rolę rodzica wszystkich, ale najczęściej siostry."
"- Marysiu, wyprowadzamy się dzisiaj. Rozstajemy się z twoim tatą. Będziemy mieszkały razem niedaleko babci Izy.
- Mami, nie martw się, przełknij ślinę, wszystko będzie dobrze. Już nie będziesz musiała płakać i będziesz się uśmiechała - odpowiedziała Marysia i mnie przytuliła.
Jej słowa jeszcze bardziej utwierdziły mnie w tym, że robię dobrze. Miała dopiero sześć lat, a zdążyła usłyszeć dużo za dużo."
"Dla mnie schemat związku, w którym fundamentem jest szczera, spokojna rozmowa, a przede wszystkim szacunek do drugiej osoby, był abstrakcją. Z domu wyniosłam wartości uczące, że obrażanie drugiej osoby jest furtką do zwycięstwa w dialogu, w którym krzyk daje przewagę, i w którym nie ma miejsca na odpuszczanie i wybaczanie."
"Cały czas twierdziłam, że jestem niezniszczalna i że ze wszystkim poradzę sobie sama, a proszenie kogokolwiek o pomoc to oznaka słabości."
"Mój perfekcjonizm nie wziął się znikąd. Był uwarunkowany przeżyciami z dzieciństwa. Myślałam, że im bardziej, tym lepiej. Im bardziej będę się starała, tym mocniej będzie mnie ktoś lubił, kochał, szanował czy doceniał. To nie tak powinno wyglądać."