Daj się ponieść muzyce! Fragment książki „Kilka upalnych nocy" Anny Szczypczyńskiej

Data: 2022-04-20 12:03:18 | Ten artykuł przeczytasz w 10 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Kilka upalnych nocy to nowa, rozpalająca zmysły książka Anny Szczypczyńskiej o odkrywaniu własnego „ja” oraz ukrytych pragnień!

Obrazek w treści Daj się ponieść muzyce! Fragment książki „Kilka upalnych nocy" Anny Szczypczyńskiej [jpg]

Krzysztof był jej pierwszą miłością. Miłością, dla której Natalia kilka lat wcześniej odważyła się przeciwstawić despotycznej matce i wyprowadzić z domu. Mieli kupić mieszkanie, adoptować psa, kto wie, może z czasem pojawiłyby się dzieci? Ale zamiast tego Krzysztof oznajmia, że odchodzi. Plany i marzenia Natalii pękają niczym mydlana bańka, a i tak już niskie – za sprawą specyficznego wychowania – poczucie własnej wartości zostaje dodatkowo nadszarpnięte. Kobieta musi zbudować swoje życie i przede wszystkim siebie na nowo.

Na szczęście nie jest w tym sama! Jest Franek, którego do tej pory widziała jedynie jako sąsiada od przesyłek, i jest Gaba – nowa koleżanka z pracy, a jednocześnie ucieleśnienie tego, kim Natalia zawsze chciała być: atrakcyjną kobietą, która robi to, na co ma ochotę, a nie to, co powinno się robić.

To przy nich Natalia po raz pierwszy od długiego czasu poczuje beztroską radość, nabierze chęci, by lepiej poznać siebie i swoje ciało.

Pozwól się uwieść Kilku upalnym nocom!

„Kilka upalnych nocy" Anny Szczypczyńskiej to powieść, w której elementy erotyczne nie służą wyłącznie dostarczeniu czytelnikom rozrywki. To książka, która skłania do wsłuchania się w siebie, odkrywania własnych pragnień i poszukiwania spełnienia.   

- recenzja książki „Kilka upalnych nocy"

– Współczesny świat stawia nam bardzo wysoko poprzeczkę, przez co i my samym sobie stawiamy duże wymagania. Musimy łączyć wiele różnych ról i bywamy dla siebie bardzo surowi, jeśli w jednej spośród nich nie radzimy sobie tak dobrze, jak w pozostałych. Najważniejsze to nauczyć się patrzeć na siebie w ciepły sposób, tak jak się patrzy na przyjaciółkę. By siebie samego nie tyranizować – mówiła Anna Szczypczyńska w naszym wywiadzie. Do lektury Kilku upalnych nocy zaprasza Wydawnictwo Literackie. W ubiegłym tygodniu w naszym serwisie mogliście przeczytać premierowy fragment książki Kilka upalnych nocy. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Od matki wróciłam zmarznięta i głodna. Zaparzyłam dzbanek herbaty, wkroiłam do niego imbir, cytrynę i zabrałam się do szykowania kolacji. W planach miałam coś prostego, szybkiego i — według wskazówki Miłosza — pozbawionego węglowodanów, ale nim zdążyłam otworzyć lodówkę, zadzwonił telefon. Gaba. Była ciekawa, czy przeczytałam któreś z jej opowiadań. 

— Śmiało, podziel się wrażeniami. Bez obaw, nie pytam o to, czy mam talent, tylko o to, czy coś poczułaś. 

Poczułam. Ciepło, przyjemne łaskotanie w dolnej części brzucha i nagłą potrzebę, by się dotknąć, nie koniecznie erotycznie. Raczej by samą siebie pogłaskać, przytulić. Nie mogłam jej o tym powiedzieć. Jak by to brzmiało? 

— Nieważne. O wrażeniach mi opowiesz, jak się spotkamy. Wróćmy do tańca. Masz pod ręką laptop? Wejdź na YouTube’a i znajdź: FKA Twigs Two Weeks. 

Two Weeks — uśmiechnęłam się do siebie. Celowo wybrała ten utwór? 

Porzuciłam rukolę, którą zaczęłam płukać w zlewie, i zrobiłam to, o co mnie prosiła. 

— A teraz zamknij oczy. Najlepiej przewiąż je jakąś apaszką, jak u mnie w domu, ale jeśli wolisz tego nie robić, wystarczy, że je zamkniesz. 

Byłam sama, w mieszkaniu, które dobrze znałam. Mogłam się czuć bezpiecznie, kontrolować sytuację. Odsłonić oczy, jeśli pojawi się niechciany obraz. Rozejrzałam się wokół, ale nie miałam pod ręką niczego, czym mogłabym je przewiązać. Zajrzałam do sypialni. Na nocnej szafce leżały pluszowe okulary w kształcie króliczego pyszczka, które zakładałam w weekendy, by nie dać się zbudzić wschodzącemu słońcu. 

— Zasłoniłaś oczy? 

— Zasłoniłam. — Zgodnie z tym, co powiedziałam, na oczy założyłam miękką opaskę. 

— To teraz daj się ponieść muzyce. Nikt nie patrzy. Nie można tego robić źle albo dobrze. Po prostu daj się prowadzić swojemu ciału, niech poczuje tę muzykę w sobie. I pamiętaj o oddechu: usta — usta. Nie mieszaj do tego nosa. 

— Jak to? — Poczułam się zdezorientowana.

— Oddychaj wyłącznie ustami. Rozchyl je i to nimi wciągaj powietrze, głęboko do brzucha. A potem ustami je z siebie wypuszczaj. Wentyluj się od środka. 

— Wentyluj? 

— Po prostu spróbuj. I daj znać, jak było. Have fun, dziewczynko! — Rozłączyła się. 

Zostałam sam na sam ze swoim ciałem, nieco mrocznym beatem i słodkim głosem wokalistki, która śpiewała poniekąd o tym, co czułam. Stanęłam na środku pokoju z rękami w kieszeniach i próbowałam oddychać według wskazówek Gaby. Co za brednie! Powinnam teraz kroić pomidorki koktajlowe, a sterczałam w moim małym salonie z szarym królikiem na oczach i próbowałam się gibać w rytm muzyki. Uspokoiłam oddech, rozchyliłam usta i zaczerpnęłam porcję powietrza. Spokojnie, powoli, w głąb siebie. Powtórzyłam tę czynność kilka razy. Palce stóp zaczęły wybijać rytm. Lekko, jednak wprawiłam je w ruch. Zupełnie nieświadomie. W ślad za palcami poszły nogi, a potem biodra. Niepewnie kiwałam się z jednej strony na drugą, wciąż odczuwając zażenowanie. Tylko dlaczego? Skąd ten wstyd? Przecież nikt na mnie nie patrzył, a muzyka, którą Gaba wybrała, podobała mi się. Czułam ją, miałam ochotę, by mnie przeniknęła, wdarła się do mojego organizmu, płynęła w moich żyłach. Wyjęłam ręce z kieszeni i uniosłam je, jak zwykłam robić na szkolnych dyskotekach, jedynych, na jakie matka czasem mnie puszczała. Znów poczułam się wolna, jak wtedy. Zaczęłam krążyć po pokoju, natknęłam się na niski welurowy fotel, który kupiłam mimo ostrzeżeń Krzysztofa: „niepraktyczny, trudno będzie go czyścić”, co z tego, jeśli tak bardzo mi się podobał? Ów fotel stał się moim partnerem w tańcu. Objęłam go czule i powoli spłynęłam biodrami w dół, jak robiły to na wspomnianych imprezach odważniejsze koleżanki. Zazdrościłam im tej pewności ruchów, tej świadomości własnego ciała. Wyglądały wtedy tak ponętnie! Chciałam być jak one. Chciałam być jedną z nich i teraz jedną z nich się stałam. Roztańczona i uśmiechnięta rzuciłam się na fotel, jakbym rzucała się w ramiona ukochanego, tylko że ja tego ukochanego nie potrzebowałam. Było mi dobrze samej ze sobą. Po raz pierwszy od tak dawna. Rozochocona włączyłam utwór raz jeszcze, a potem jeszcze jeden. Zrobiłam krótką przerwę na kolację — stanęło na sałacie z grillowanym halloumi — i znów założyłam na oczy króliczą maskę. Tańczyłam do utraty tchu. Po pewnym czasie zmieniłam repertuar, wybierając utwory, które YouTube zaczął mi podsuwać. Dark Side w wykonaniu Bishop Briggs doskonale wpisało się w mój stan. Kompletnie mnie poniosło. Czułam, jak budzi się we mnie życiowa energia. Energia erotyczna! We mnie! Coś podobnego! Podkręciłam głośność, do tańca dołączyłam śpiew. 

Zabawa pewnie trwałaby do rana, gdybym po raz piąty nie wyła na całe gardło: „Welcome to my dark side. It’s gonna be a long night. Oh, la, la, la, la”. 

Obudziłam sąsiada. 

Franek Wysocki mieszkał tuż nade mną. Zdaje się, że już położył się spać, bo przed moimi drzwiami pojawił się w wygodnych dresowych spodniach i wyciągniętym T­shircie. 

— Pewnie wyjdę teraz na zgreda, ale jutro mam ważne spotkanie z klientem w Krakowie. Muszę wyjechać stąd o piątej, żeby nie utknąć w korkach… 

— Przepraszam! Nie zauważyłam, że zrobiło się tak późno. Już to wyłączam. — Rzuciłam się do pokoju i zamknęłam laptop, z którego wciąż rozbrzmiewała głośna muzyka. 

— Nie chciałem wam psuć zabawy. To wyjątkowa sytuacja. 

Wam. Najwyraźniej myślał, że Krzysztof wciąż ze mną mieszka. Nie wyprowadzałam go z błędu. Zresztą co miałam na to powiedzieć? „Nie psujesz nam zabawy. Mieszkam sama. Krzysztof się wyprowadził— brzmiałabym jak szukająca przygód desperatka. Równie dobrze mogłabym zapytać, czy nie chce zostać ze mną na noc. 

— Żadna impreza. Chciałam się odstresować po pracy. 

— Oryginalny sposób. Chyba go podkradnę. — Uśmiechnął się. — A to, jak rozumiem, element kostiumu? — Wskazał na moje czoło. Nieśmiało dotknęłam miękkich króliczych uszu. Cholera! Zamiast zdjąć maskę, odruchowo przesunęłam ją na włosy. 

— Naszykowałam ją sobie do snu. Wciąż za wcześnie się budzę — palnęłam bez sensu. 

— Mam problem w drugą stronę: nie da się mnie rano wyrwać z łóżka, dlatego musiałem interweniować.

To niesamowite! Zakłóciłam jego sen, a on wciąż się uśmiechał. Gdybym znalazła się na jego miejscu, przypominałabym burzę gradową.

Nim położyłam się spać, napisałam do Gaby:

Ja: Miałaś rację, to działa!

Gaba: A nie mówiłam?

Ja: Tak się roztańczyłam, że przed chwilą sąsiad przyszedł ze skargą.

Gaba: A przystojny ten sąsiad? Trzeba było go zaprosić do wspólnej zabawy.

Roześmiałam się na głos. Cała Gaba! Znałam ją krótko, ale już kiedy wysyłałam jej wiadomość, spodziewałam się właśnie takiej odpowiedzi.

Ja: Franek? Zupełnie nie jest w moim typie. Zresztą chciałam być sama.

Bo chciałam! Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, a może w ogóle po raz pierwszy w życiu, było mi tak dobrze we własnym towarzystwie.

Gaba: Masz rację, przed tobą najlepszy czas. Nie ma nic przyjemniejszego niż nawiązywanie relacji ze sobą.

Nawet jej uwierzyłam.

Powieść Kilka upalnych nocy kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Kilka upalnych nocy
Anna Szczypczyńska 7
Okładka książki - Kilka upalnych nocy

Bez miłości do samej siebie nigdy nie osiągnie się prawdziwego szczęścia. Nowa, rozpalająca zmysły książka Anny Szczypczyńskiej o odkrywaniu własnego...

dodaj do biblioteczki
Recenzje miesiąca
Alfabet polifoniczny
Tomasz Jastrun
Alfabet polifoniczny
Cienie dawnych grzechów
Mieczysław Gorzka ; Michał Śmielak
Cienie dawnych grzechów
Morderstwo z malinką na deser
Monika B. Janowska
Morderstwo z malinką na deser
Sekrety domu Bille
Agnieszka Janiszewska
Sekrety domu Bille
Witajcie w Chudegnatach
Katarzyna Wasilkowska
Witajcie w Chudegnatach
Freudowi na ratunek
Andrew Nagorski
Freudowi na ratunek
Do roboty!
Katarzyna Radziwiłł
Do roboty!
Pokaż wszystkie recenzje