Drżenie duszy wróciło. Fragment książki „Piwnica"

Data: 2022-11-21 13:32:20 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

W budynku spółdzielni mieszkaniowej na 3 Maja straszy. Dlaczego duch daje znać o swojej obecności po prawie czterdziestu latach spokoju? Dlaczego pojawia się tylko wtedy, gdy dyżur ma ochroniarz Rafał?

Rafał i Aneta angażują się w prywatne śledztwo, które prowadzi do lat czterdziestych ubiegłego wieku. Wtedy w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła młoda kobieta. Bohaterowie podejrzewają, że jej ciało zostało zamurowane w piwnicy spółdzielni.

Zagadka z przeszłości przeplata się z problemami współczesnych bohaterów, rodzinne tajemnice mieszają z wielką historią.

Obrazek w treści

Magdalena Zimniak tworzy powieść psychologiczną na tle wydarzeń historycznych.

Tajemnica, elementy kryminału i horroru sprawiają, że powieści Piwnica nie sposób odłożyć, dopóki nie pozna się zakończenia.

Do lektury zaprasza Skarpa Warszawska. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach mogliście przeczytać premierowy fragment książki Piwnica. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Kolumna wolno posuwała się naprzód. Ludzie szli w milczeniu. Słychać było tylko niezdrowy kaszel. Irena podsunęła chustkę na twarz. Lepiej się nie zarazić. Odrzucała myśl, że już mogła zostać czymś zarażona. Próbowała skoncentrować się na miarowym kroku. Jeśli ktoś zbyt się opóźniał, któryś z eskortujących dźgał go karabinem, mówiąc znudzonym głosem: „Schneller!”. Nie chciała, żeby jej dotykali. Bała się mocnego walnięcia. Dlaczego nie kazała Władkowi przysiąc? Bo bała się, że może stać się krzywoprzysięzcą? Bała się, że… Nie chciała kończyć, ale to słowo i tak przychodziło. Zginie.

Wydawało jej się, że minęły wieki, zanim dotarli do Zachodniego. Zatrzymali się na torach. Wymieniły z siostrą spojrzenia. W oczach Zosi dostrzegła napięcie. Co teraz będzie? Czy Kenig dotrzyma obietnicy? Czy to była tylko gra? Pójdą gdzieś z innymi i tam umrą. Zosia, którą miała chronić, i ona sama, wypchnięta z Warszawy przez męża. Z dala od niego. I dziecko. Boże, nie. Proszę. Nie. Ludzie już rozmawiali, zastanawiali się, dokąd idą i co z nimi będzie. Czas mijał. Minuty, może godziny. Irena czuła się coraz gorzej. Wyciągnęła kawałek skórki chleba, modląc się, aby powstrzymał mdłości. Głos, który rozległ się przez megafon, brzmiał jak z innego świata.

– Uwaga, uwaga! Irena Barcicka i Zofia Ronik mają zgłosić się do najbliższego żołnierza eskorty! Mają mieć przygotowane dokumenty tożsamości.

Drżącymi palcami wyciągała z kieszeni kenkartę, a Zosia wysupływała swoją z worka, podczas gdy komunikat był powtarzany po niemiecku. Młody blondyn, wyglądający jak marzenie o wyższej rasie, poprowadził je do małego pomieszczenia. Na ich widok Kenig wstał i dał chłopakowi znak, żeby zostawił ich samych. Irena dostrzegła na twarzy wychodzącego obleśny uśmieszek. Dopiero gdy drzwi się zamknęły, spojrzała na Keniga. Pamiętała go. Przed wojną prowadził księgarnię. Był kilkanaście lat starszy, ale zdarzało jej się z nim flirtować, gdy wybierała nowe książki. Było dla niej szokiem, gdy stał się aktywny politycznie i działał na rzecz Trzeciej Rzeszy. Być może spowodował to incydent, o którym mówił wczoraj Władek, ale wtedy pełna oburzenia przestała kupować w księgarni zdrajcy. Gdy wybuchła wojna, Kenig szybko awansował, a w Irenie wieści o jego karierze budziły pogardę.

Teraz zdjął czapkę oficera SS i się ukłonił.

– Dzień dobry – odezwał się po polsku. – Miło panie znowu widzieć, chociaż wolałbym, żebyśmy spotkali się w weselszych okolicznościach.

Milczała, ale Zosia odpowiedziała na pozdrowienie. Irena zastanawiała się, ile siostra wie na temat przystojnego oficera, który teraz miał być ich wybawcą.

– Nie mamy wiele czasu – ciągnął Kenig. – Proszę, pójdźcie panie za mną.

Zosia wzięła ją za rękę i podążyły za byłym właścicielem księgarni. Poprowadził je korytarzem do innego wyjścia. Na zewnątrz nie było tłumu warszawiaków. Stał tylko czarny, elegancki samochód. Irena nigdy w życiu nie jechała samochodem. Kenig otworzył drzwi.

– Proszę, niech panie wejdą.

Niemiecki oficer jak z reklamy. Przystojny i szarmancki. Ciemnowłosy, ale tacy też się zdarzali. Tylko one, niepachnące najpiękniej, brudne i wychudzone Polki, nie pasowałyby do niemieckiej propagandowej taśmy filmowej.

– Przepraszam – powiedziała Irena.

Odeszła na bok i zwymiotowała. Zosia podążyła za nią i odgarnęła jej włosy ze spoconego czoła.

– Jak się czujesz?

Irena spróbowała się uśmiechnąć.

– Biorąc pod uwagę okoliczności, nie najgorzej. – Wyprostowała się. – Masz jeszcze trochę wody?

Odebrała butelkę z rąk siostry. Najpierw przepłukała usta, chociaż wydawało się to strasznym marnotrawstwem, potem wzięła łyk, starając się panować nad pragnieniem.

– Drogie panie – usłyszała głos Keniga. – Przygotowałem dla pań mały prowiant. Woda, chleb i kawałek kiełbasy. Mam wszystko w samochodzie. Da pani radę jechać, pani Ireno?

Skinęła głową. Pierwsza przejażdżka samochodem. Kiedyś marzyła, że usiądzie w takim aucie obok Władka i będą mknęli przez miasto. Teraz z miasta zostały ruiny, a Władek… Przycisnęła ręce do ust, żeby powstrzymać kolejną falę mdłości.

Nie wiedziała, ile czasu minęło, gdy się zatrzymali.

– To już niedaleko. Musicie przejść kawałek przez las. Ma pani mapę, panno Zosiu?

– Tak.

– Nie chcę wjeżdżać do wsi. Przepraszam.

Irena zrozumiała. Żadnych świadków. Teraz myślano, że Kenig wziął sobie dwie polskie kochanki. Hańbienie rasy, niezgodne z prawem, jednak robili to wszyscy. Nikt nie miał się dowiedzieć, że puścił samopas dwie warszawianki.

– Dziękujemy – powiedziała przez ściśnięte gardło.

– Dziękujemy – powtórzyła Zosia. Kenig wbił wzrok w oczy Ireny.

– Pani teściowa mnie uratowała. Nie mógłbym postąpić inaczej.

Honorowy Niemiec spłacił dług.

– Chodźmy, Zosiu.

Irena wzięła siostrę za rękę i weszły w las, nie odwracając się. Po kilkunastu minutach usiadła, ukrywając twarz w kolanach. Zosia studiowała mapę

– Staszek wszystko mi wytłumaczył. To już naprawdę niedaleko. Zjedz trochę.

Ułamała spory kawałek kiełbasy i podała siostrze.

– Jezu, jak ona pachnie. – Irena zatopiła zęby i zmusiła się do dokładnego pogryzienia. – Ty też zjedz.

Zosia ugryzła sporo mniejszy kawałek.

– Tak – powiedziała z zachwytem.

Zjadły też chleb. Był świeży. Po posiłku po raz pierwszy od długiego czasu Irena nie czuła ssania w żołądku. To żałosne, że chleb i kiełbasa mogą uspokoić drżenie duszy. Żałosne są takie myśli. Ona sama jest żałosna.

– Napij się.

Woda też smakowała dobrze. Drżenie duszy, czy jak to nazwać, wróciło.

Książkę Piwnica kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Piwnica
Magdalena Zimniak2
Okładka książki - Piwnica

W budynku spółdzielni mieszkaniowej na 3 Maja straszy. Dlaczego duch daje znać o swojej obecności po prawie czterdziestu latach spokoju? Dlaczego pojawia...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Córki tęczy
Hanna Cygler
Córki tęczy
Irena Jarocka o sobie
Mariola Pryzwan ;
Irena Jarocka o sobie
Jowanka i Gang spod Gilotyny
Katarzyna Wasilkowska
Jowanka i Gang spod Gilotyny
Alina. Wnuczka wariatki
Danuta Noszczyńska
Alina. Wnuczka wariatki
Dolina przebudzenia
Anna Olszewska
Dolina przebudzenia
Świąteczna narzeczona
Paulina Kozłowska
Świąteczna narzeczona
Wyśnione szczęście
Kristin Hannah
Wyśnione szczęście
Pokaż wszystkie recenzje