Joanny d'Arc życie po życiu. Fragment książki „Kobiety wojowniczki"

Data: 2020-02-11 14:01:48 Autor: Sławomir Krempa

Joanna d’Arc, podobnie jak wiele innych ważkich postaci w dziejach świata, doczekała się „życia po życiu”, i to nie tylko jako bohaterka licznych powieści, sztuk teatralnych, a potem także filmów. Pisali o niej, niekoniecznie przedstawiając ją w korzystnym świetle, Szekspir, Wolter, Schiller, wspomniany już Shaw, a nawet Mark Twain. W rolę Dziewicy Orleańskiej wcielała się nie tylko Milla Jovovich, ale także Ingrid Bergman czy Leelee Sobieski. „Życie po życiu" Joanny d'Arc przybliża czytelnikom Iwona Kienzler w książce Kobiety wojowniczki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Bellona. Przeczytajcie:

Obrazek w treści

Racjonalistów i naukowców zaintrygowała natura objawień, nawiedzających Joannę d'Arc niemal od dzieciństwa. Pod koniec XIX stulecia nad sprawą Joanny d’Arc pochylił się poeta i powieściopisarz Anatol France, który po przestudiowaniu wszystkich dostępnych mu akt z procesu Dziewicy Orleańskiej napisał poświęconą jej powieść Życie Joanny d’Arc. Przedstawił ją tam jako osobę niezrównoważoną psychicznie, cierpiącą na halucynacje czy wręcz histeryczkę. Uznał też, że jej niezwykła misja, polegająca na udzieleniu pomocy Karolowi VII, nie była wynikiem objawień, ale manipulacji wiernych Walezjuszowi księży, nauczających ją religii i wygłaszających kazania w kościele, do którego uczęszczała wraz z rodzicami. To właśnie oni, zdaniem francuskiego pisarza, mieli opowiadać jej o konieczności walki ze znienawidzonymi przez nich Anglikami, jak również o nieszczęśliwym Karolu, którego Bóg za sprawą modlitw prostych ludzi przywróci wreszcie na tron. Ale przecież owi kaznodzieje nie sączyli tych nauk wyłącznie do ucha Joanny; słuchali ich też inni wieśniacy, podobnie jak mieszczanie w miastach wiernych Karolowi. Dlaczego tylko ona zdobyła się na tak odważny czyn i stanęła przed obliczem władcy, oferując mu swoją pomoc? I skąd wiedziała, jak posługiwać się mieczem? Jednak sam France także uległ czarowi Dziewicy Orleanu, przyznając: „Jej szał był mądrzejszym niż jej mądrość, gdyż to był szał męczeństwa, bez którego ludzie nic nigdy nie zbudowali wielkiego na świecie. Miasta, państwa, republiki spoczywają na poświęceniu. Przeto nie bez przyczyny, nie bez słuszności przekształcona przez wyobrażenie entuzjastyczne stała się symbolem uzbrojonej Ojczyzny”. Współcześni badacze, zwłaszcza zajmujący się medycyną, przede wszystkim neurolodzy i neuropsycholodzy, uważają, że Joanna cierpiała prawdopodobnie na padaczkę skroniową, na co wskazują jej zeznania, w trakcie których przyznała, że słyszała głosy, a często także widziała mocne, jasne światło, co zdarza się często w trakcie napadów padaczkowych. Najnowsze badania wykluczyły wcześniejszą hipotezę o dręczącej ją schizofrenii, gdyż głosy, które miała słyszeć, dochodziły z zewnątrz, zawsze z prawej strony, podczas gdy w schizofrenii halucynacje słuchowe zwykle opisywane są jako głosy wewnętrzne. Ponadto Joanna nie cierpiała na charakterystyczne dla schizofreników zaburzenia myślenia pomiędzy epizodami objawień czy napadów. Niewykluczone też, że trapiąca Dziewicę Orleańską padaczka była wynikiem gruźliczaka mózgu, jednej z pozapłucnych postaci gruźlicy.

Istnieje też teoria, zgodnie z którą Joanna nie zginęła na stosie, że zamiast niej spalono jakąś inną kobietę, zapewne ladacznicę albo wręcz kukłę. Jak się okazuje, pewien anonimowy francuski kronikarz odnotował, że jeszcze w sierpniu 1440 roku niektórzy ludzie twierdzili, iż Dziewica Orleańska nie spłonęła, natomiast w znajdującym się obecnie w posiadaniu szacownego British Museum manuskryptu kroniki normańskiej z 1439 roku można znaleźć zapis: „Ostatecznie spalili ją [tzn. Joannę] publicznie lub inną kobietę taką jak ona, w odniesieniu do czego ludzie mieli i wciąż mają odmienne opinie”.

O tym, że bohaterka naszej opowieści żyła po roku 1431, w którym, jak twierdzi oficjalna historiografia, dokonano jej egzekucji, świadczą także inne dokumenty z epoki. I tak w księgach rachunkowych z 1436 roku, wciąż przechowywanych w archiwach Orleanu, znaleziono zapis, że 20 sierpnia tego roku w Orleanie pojawił się rodzony brat rzekomo zmarłej Joanny, który otrzymał z kasy miejskiej fundusze na sfinansowanie podróży jego siostry, Joanny Dziewicy. Z kolei w 1683 roku pewien antykwarysta znalazł w kronice miasta Metz notatkę. Wynikało z niej, że 20 maja 1436 roku do miasta zjechała młoda kobieta, w której dwaj rodzeni bracia Joanny d’Arc rozpoznali swoją rzekomo nieżyjącą siostrę. Mało tego, także rycerze i możni, walczący niegdyś u boku Dziewicy Orleańskiej, potwierdzili jej tożsamość! Nie jest to wszelako jedyna informacja dotycząca wizyt owej tajemniczej dziewczyny w Metzu, bowiem w innej kronice tego miasta, nieco starszej, można znaleźć informację o kobiecie podającej się za Joannę, która okazała się jednak oszustką. Mimo to udało się jej nabrać wiele osób, w tym również tych, którzy znali osobiście Dziewicę.

Według niektórych Joanna przeżyła, a potem była znana jako Claude Armoises. Co więcej, wyszła nawet za mąż za niejakiego Roberta des Armoises (stąd też jej nazwisko) i powiła mu dwóch synów. Zwolennicy tej hipotezy powołują się na fakt, że Joanna nigdy nie ślubowała dziewictwa; co więcej, twierdziła wręcz, że pozostanie dziewicą tak długo, jak każe jej Pan. W dokumentach z epoki pani des Armoises nazywana jest często Dziewicą z Francji, musiała być zatem uważana za cudem ocalałą Joannę. To właśnie ona miała być tą kobietą, która pojawiła się w 1436 roku w Metzu, gdzie rozpoznali ją nie tylko rodzeni bracia Joanny, ale także arystokrata Nicole Louve, który wraz z Joanną był świadkiem koronacji Karola VII w Reims. Nie brakowało jednak i takich, którzy od początku uważali ją za mistyfikatorkę. Co więcej, kobieta ta spotkała się nawet z królem, a ten uznał ją za oszustkę, dziwnym jednak trafem nie spotkała jej za to żadna kara – dziewczyna po rozmowie z monarchą odjechała wolna.

Ci, którzy nie rozpoznali w niej bohaterskiej dziewczyny prowadzącej niegdyś wojska na Orlean, zwracali uwagę, że zachowanie Claude drastycznie różniło się od tego, jak zachowywała się Dziewica Orleańska. Tak przynajmniej wynika z relacji przytoczonej przez Johannesa Nidera, przeora dominikanów w Bazylei, inkwizytora specjalizującego się w kwestii czarów i wszelakich czarownic, pomiędzy 1435 a 1437 rokiem w jego dziele Formicarius. Przeor wspomina tam, że rzekoma Joanna przybyła do Kolonii, a swoimi obyczajami wręcz zbulwersowała mieszkańców miasta: „Była pewna młoda niewiasta, która od czasu do czasu przejmowała zachowanie właściwe mężczyznom, która biegała wkoło uzbrojona, z dziko rozwianą odzieżą, jak to czynią żołnierze na żołdzie szlachcica. Dawała się również zauważać w tańcu z mężczyznami. I zwykła pić i hulać (…). Dwóch kandydatów walczyło wówczas, ku ubolewaniu mieszkańców, o biskupstwo Trewiru. Ta młoda niewiasta przechwalała się, że może jednego z nich intronizować, jak dziewica Joanna uczyniła to z Karolem, królem Franków, któremu pomogła umocnić się w jego królestwie. Co więcej: czyż ona sama przy tym nie twierdziła, że jest ową Joanną z tamtego czasu, której Bóg pozwolił zmartwychwstać?”13 . A ponieważ owa tajemnicza niewiasta dawała dość oryginalne popisy, czyniąc nawet sztuki magiczne, zainteresował się nią Wielki Inkwizytor Heinrich Kalteisen, który przebywał wówczas w Kolonii. Claude nie stanęła jednak przed obliczem inkwizycji, wyjechała bowiem do Arlon, gdzie znalazła schronienie w siedzibie księżnej Luksemburga. Wkrótce potem poślubiła starszego od niej o dwadzieścia lat Roberta des Armoises, wdowca z dwojgiem dzieci. Para zamieszkała w zamku Jauliny, leżącym niedaleko miejsca, w którym urodziła się i wychowała Joanna – Domrémy. Po śmierci pani des Armoises spoczęła w kościele w Pulligny, a na jej grobie umieszczono tabliczkę o następującej treści:

„Tu spoczywa Czcigodna Pani Dame Jeanne du Lys, La Pucelle de France Dame de Tichemont Która była małżonką naszego Czcigodnego Rycerza i Pana tego miejsca która odeszła w 4-tym dniu miesiąca maja 1449 roku Jej dusza w Bogu spoczywa Amen"

Co ciekawe, owa tabliczka została zdemontowana w 1909 roku w związku z procesem beatyfikacyjnym Joanny d’Arc, co zdaniem zwolenników tezy, że żona Roberta des Armoises była właśnie Dziewicą Orleańską, stanowiło dowód na prawdziwość tego twierdzenia. Tym bardziej że rozpoznali ją dwaj rodzeni bracia rzekomo spalonej na stosie dziewczyny. Tak się złożyło, że na ścianie jednej z komnat zamku, w którym mieszkała Joanna z mężem, zachował się portret pani des Armoises. Doktor Ursula Wittwer-Backofen z uniwersyteckiego szpitala we Freiburgu podjęła się próby porównania owego wizerunku z pochodzącą z XV stulecia domniemaną rzeźbą twarzy Joanny d’Arc, znajdującą się obecnie w muzeum w Orleanie.

Uczona nałożyła komputerowo na siebie oba wizerunki, porównując proporcje twarzy oraz kształt głowy, i doszła do wniosku, że kobieta uwieczniona przez rzeźbiarza jako Dziewica Orleańska oraz pani na zamku w Pulligny mogły być jedną i tą samą osobą. Oczywiście, nawet takie badanie ostatecznie nie przesądza sprawy.

Istnieje jednak inne, racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji: oto Joanna faktycznie spłonęła na stosie, ale des Armoises wcale nie była oszustką i wbrew pozorom nie jest to niemożliwe. Wiemy, iż zarówno Joanna, jak i Claude były dość nietypowymi niewiastami, obie bowiem walczyły z bronią w ręku, biorąc udział w potyczkach na polu walki. Być może druga z wymienionych doznała w związku z tym jakiegoś ciężkiego urazu, po którym straciła przytomność, a potem pamięć. Przytomność odzyskała, ale nie pamiętała, kim jest. Kiedy ktoś zwrócił uwagę, że jest podobna do Joanny d’Arc, a może nawet wziął ją za Dziewicę Orleańską, kobieta uwierzyła, że rzeczywiście nią jest. Kiedy więc przedstawiała się jako la Pucelle de France, nie kłamała; mówiła tylko to, w co wierzyła. Zapewne dlatego król, który nie rozpoznał w niej swojej wybawicielki, nie uznał jej za oszustkę i pozwolił odejść. A bracia zmarłej Joanny mogli ją utrzymywać w błędzie dla swoich własnych, nie do końca szlachetnych celów; wszak z jej „zmartwychwstania” odnosili niemałe korzyści materialne. Każdy, kto ich spotykał, czuł się w obowiązku czymś ich obdarować.

W 2001 roku sensacyjną informację ogłosił światu ukraiński antropolog Siergiej Gorbenko, badający szkielety spoczywające w bazylice Notre Dame de Clery w pobliżu Orleanu. Dokonując oględzin szczątków Ludwika XI Walezjusza, znalazł on kobiecą szczękę, a w innym grobie pasującą do niej czaszkę. Z kolei w następnej krypcie, kryjącej szczątki towarzysza broni Joanny, Jeana de Dunoisa, znalazł kobiecy szkielet, jego zdaniem należący do właścicielki szczęki i czaszki. Antropolog uznał, że owe kości należały do kobiety zmarłej po pięćdziesiątce, o doskonale wykształconych mięśniach, co według niego świadczyło, że za życia nosiła zbroję. Jego zdaniem są to doczesne szczątki samej Joanny d’Arc. Ale to nie koniec rewelacji ukraińskiego uczonego. Według Grobenki Dziewica Orleańska w rzeczywistości była Margeritą d’Champdiver, nieślubną córką Karola VI i jego metresy Odetty d’Champdiver. Jakby tego było mało, antropolog twierdzi też, że Margerita była zarazem Joanną d’Arc i panią des Armoises!

Jeśli tak było rzeczywiście, to kto spoczywa w kościele w Pulligny, skoro nieślubną córkę monarchy pochowano w bazylice Notre Dame de Clery?

Tekst ten pochodzi z książki Iwony Kienzler Kobiety wojowniczki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Bellona. Publikację kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Kobiety wojowniczki
Iwona Kienzler0
Okładka książki - Kobiety wojowniczki

Prowadzenie wojen, zwycięstwa i porażki w bitwach i potyczkach to domena przede wszystkim mężczyzn. Ale czy na pewno udział kobiet w wojnach ograniczał...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo