Mnie się nie odmawia! Fragment książki „Prawda przychodzi nieproszona. Osiedle Pogodne"

Data: 2020-01-29 10:16:44 Autor: Sławomir Krempa

Magdalena starannie ukrywa swoją przeszłość przed światem. Sama nie wie już, co jest prawdą, a co kłamstwem. Nie radzi sobie z nasilającymi się zaburzeniami lękowymi i naciskami męża, aby zdecydowali się na dziecko. Magdalena musi wreszcie skonfrontować się z samą sobą i historią swojej rodziny. Co tak naprawdę wydarzyło się w jej rodzinnym domu? Kto był prawdziwą ofiarą tragedii, która na zawsze odmieniła życie kobiety? 

Obrazek w treści

Prawda przychodzi nieproszona Magdaleny Majcher to książka wiarygodna, dotykająca ważnego społecznie tematu. Są tu pewne zwroty akcji, które mogą zaskoczyć, jednak fabuła pozostaje w granicach prawdopodobieństwa. Dzięki temu powieść autentycznie porusza, nie pozostawia czytelnika obojętnym. Warto po nią sięgnąć.

Przeczytajcie naszą redakcyjną recenzję książki Prawda przychodzi nieproszona oraz wywiad z Magdaleną Majcher. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam pierwsze rozdziały powieści. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Rozdział 3

Magdalena pociągnęła solidny łyk kawy. Była na nogach od świtu i nie zapowiadało się na to, żeby ten dzień miał się szybko skończyć. Targi branżowe, od kilku lat organizowane w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, były doskonałą okazją do nawiązania nowych kontaktów handlowych, z której prezesostwo ochoczo korzystało. Jak na złość jedna z tłumaczek leżała w łóżku z trzydziestodziewięciostopniową gorączką, więc musiały radzić sobie we dwie. Angelika była o kilka lat młodsza od Magdaleny i miała spore aspiracje, żeby zostać numerem jeden w firmie. Nie lubiła Magdaleny i nigdy nie ukrywała tej niechęci. Magdalenie nie zależało na sympatii ludzi, uważała jednak, że powinno się zachować choć poprawne stosunki ze współpracownikami, dlatego nie odpowiadała na zaczepki Angeliki, choć Bóg jej świadkiem, że ostatkiem sił powstrzymywała się przed wbiciem szpili młodszej koleżance.

Z niewielkiej odległości przypatrywała się współpracownicy, która właśnie próbowała flirtować z prezesem. Uśmiechała się do niego zalotnie, nawijając kosmyk włosów na palec, a kiedy szef opowiadał jej dowcipy, parskała sztucznym śmiechem, choć poza nią nie było w firmie osoby, którą bawiłyby żarty prezesa. Magdalena obserwowała tę scenę z zażenowaniem. Angelika nie była jedną z tych kobiet, które muszą robić karierę przez łóżko, bo nie mają do zaoferowania nic poza ładną twarzą i zgrabnym tyłkiem. Magdalena nie rozumiała więc, dlaczego koleżanka woli zgrywać słodką idiotkę, niż po prostu być sobą.

– Widzę, że Angelika tak łatwo nie odpuszcza. – Usłyszała za sobą męski głos.

Odwróciła się i zobaczyła Piotra, dyrektora działu handlowego. Piotr był jedyną osobą w firmie, o której Magdalena mogła powiedzieć, że wzbudza jej sympatię. Zawsze rzeczowy, kompetentny, sympatyczny i komunikatywny. Nie dało się go nie lubić.

– Cóż, wygląda na to, że po prostu ma taki sposób bycia. – Magdalena wzruszyła ramionami. – Kawy?

– Chyba czytasz mi w myślach – roześmiał się Piotr. – Ale dzięki, obsłużę się. Nie chcę ci przeszkadzać. 

– Nie przeszkadzasz. Następne spotkanie mam za dwadzieścia minut. A może… – Rozejrzała się wokół. – Co powiesz na przerwę na papierosa?

Piotr skinął głową.

– Zrobię sobie kawę i możemy iść.

Po kilku minutach stali już przy głównym wejściu do centrum kongresowego, trzymając w dłoniach papierowe kubki z gorącymi napojami. Magdalenie dłuższą chwilę zajęło namierzenie w torebce paczki mentolowych L&M-ów. Czasem wydawało jej się, że jej torba jest jak czarna dziura – można wrzucić do niej wszystko, ale znalezienie tego, czego się akurat szuka, jest niemożliwe. Postawiła kubek na ziemi i włożyła papierosa do ust. Podsunęła paczkę Piotrowi.

– Dzięki, mam swoje. Nie rozumiem, jak można palić mentolowe! – Pokręcił ze śmiechem głową. Przecież to smakuje jak pasta do zębów.

– Nie to nie. – Magdalena odpaliła papierosa, wrzuciła zapalniczkę do torebki i podniosła kubek z kawą.

Upiła łyk i zaciągnęła się slimem. Dokładnie w tej kolejności. Nigdy odwrotnie.

– Wracając do Angeliki… – Piotr odpalił papierosa. – Nie irytuje cię to, że flirtuje z prezesem? Wiesz, jako jego kochanka będzie mogła liczyć na specjalne względy, a ty długo pracowałaś na swoją pozycję.

Magdalena wypuściła dym z płuc i zachichotała.

– Prawdę mówiąc, ta sytuacja mnie po prostu bawi. Poza tym… – zawahała się – myślisz, że prezes jest na tyle głupi, że wpadnie w jej sidła?

– Sam nie wiem, jak bym się zachował, gdyby młoda, atrakcyjna dziewczyna zaczęła mnie adorować.

– No wiesz! – Magdalena udała oburzenie. Myślałam, że akurat ty jesteś inny!

Piotr wyciągnął przed siebie ręce w obronnym geście.

– Jestem tylko mężczyzną! Przypuszczam, że nie dałbym się podejść, ale…

– I tego się trzymajmy, bo inaczej będę musiała przestać cię lubić – roześmiała się Magdalena.

Przez dłuższą chwilę palili w ciszy. Magdalena nie rozumiała, dlaczego ludzie za wszelką cenę próbują przegadać milczenie. Czasem jest potrzebne.

– Zostajesz na imprezie? – zapytał Piotr. Magdalena wywróciła oczami. Zgasiła papierosa i wyrzuciła papierowy kubek po kawie.

– Nie mam innego wyjścia, chociaż uwierz, że gdybym mogła, od razu po spotkaniach wróciłabym do domu. Ale prezes jeszcze gotów się na mnie obrazić, a wtedy na najważniejsze spotkania zacznie zabierać Angelikę!

– No tak, musisz być ostrożna, zwłaszcza teraz! – Piotr mrugnął okiem.

Magdalena ceniła znajomość z nim właśnie za tę swobodę i naturalność. Mogli pożartować, pośmiać się, poobgadywać współpracowników i wszystko zostawało między nimi. Z kobietami było trudniej. Magdalena już wielokrotnie przekonywała się, że nie można w pełni ufać koleżankom z pracy. Kobiety knują i spiskują, uśmiechając się przy tym do siebie słodko. Mężczyźni są mniej skomplikowani. Może dlatego podświadomie szukała męskiego towarzystwa? Jej relacje nigdy jednak nie wykraczały poza pewne granice.

– A ty idziesz na imprezę? – Magdalena odbiła piłeczkę.

– Jasne! – Piotr, który zdecydowanie był typem imprezowicza, spojrzał na nią urażony. – Chociaż moja żona nie będzie z tego specjalnie zadowolona…

– Pogniewa się przez dwa, trzy dni i jej przejdzie.

– Jak zawsze – skwitował mężczyzna. Magdalena miała okazję poznać żonę kolegi i prawdę mówiąc, nie dziwiła się, że ta jest o niego zazdrosna. Pochodzili jakby z dwóch różnych światów. Piotr brylował w towarzystwie, podczas gdy Kinga pozostawała wycofana. On przykuwał spojrzenia, ona była taka… nijaka. Wydawało się, że ma niskie poczucie własnej wartości. Pewnie stąd te awantury o jego wyjścia. Ale Magdalena znała już Piotra na tyle, że wiedziała, iż Kinga nie ma się czego obawiać. Wbrew temu, co czasem sugerował, poza swoją żoną nie widział świata.

– Wracajmy, bo zaraz zaczynam spotkanie powiedziała Magdalena.

Piotr wyrzucił niedopałek do wysokiej popielniczki i gestem zachęcił ją, by poszła przodem.

Kiedy tylko wrócili na salę, znalazł się przy nich prezes w towarzystwie dwóch mężczyzn. Szef natychmiast przystąpił do prezentacji.

– Magdalena Pudełko, nasza najlepsza tłumaczka – przedstawił ją, a jej się zrobiło jakoś tak cieplej na sercu.

Angelika kręciła się z pobliżu z widocznie niezadowoloną miną.

* * *

Magdalena ukradkiem spojrzała na zegarek. Zastanawiała się, kiedy będzie mogła się ulotnić, aby nikogo nie urazić. W przeciwieństwie do Piotra, który wznosił już bodajże jedenasty toast, źle się czuła na tych firmowych spędach. Zbieranina przypadkowych ludzi, których połączyła praca w jednej instytucji. Podejrzewała, że gdyby nie wspólny pracodawca, połowa tych osób nawet nie próbowałaby udawać, że darzy się nawzajem sympatią. Magdalena daleka była od życia biurowymi romansami, plotkowania o współpracownikach i szefostwie. Bo po co? Oddzielała życie prywatne od zawodowego. Skupiała się wyłącznie na tym, aby dobrze wykonywać swoje zadania. Praca miała jasno określony cel – zarobkowy. Magdalena uważała więc te wszystkie imprezy integracyjne za zwyczajnie zbędne. Szefostwo miało jednak na ten temat inne zdanie, bo raczyło swoich pracowników podobnym przyjęciami przy każdej możliwej okazji. Targi, święta, imieniny prezesa, podpisanie ważnego kontraktu. I tak w kółko.

Siedziała sama, popijając sok. Wszyscy byli już podpici i zaczynali bredzić. Magdalena nie potrafiła powstrzymać się przed głośnym westchnięciem. Ona sama rzadko piła alkohol. Ot, czasem dwie, trzy lampki wina wieczorem, z Michałem. Nigdy się jednak nie upijała, bo zbyt boleśnie przekonała się, jak to jest utracić kontrolę nad własnym życiem. Obawiała się też tego, że pod wpływem  alkoholu mogłaby chlapnąć za dużo o sobie. Nie po to strzegła jak oka w głowie swojej prywatności, żeby teraz pozwolić sobie na nieroztropne zachowanie.

W całym gwarze dłuższą chwilę zajęło jej zrozumienie, że dźwięk, który słyszy, wydobywa się z jej torebki. Znalazła telefon, kiedy ten przestał już dzwonić. Sprawdziła listę połączeń przychodzących i wyszła na korytarz, aby oddzwonić.

– Cześć, kochanie. Dzwoniłeś – powiedziała, kiedy w słuchawce rozległ się głos jej męża.

– Cześć. Chciałem zapytać, o której wrócisz. Nie wiem, czy czekać, czy kłaść się spać. Stęskniłem się za tobą.

Całe szczęście po tamtej pamiętnej burzliwej wymianie zdań w małżeństwie zapanował spokój. Magdalena wiedziała, że powrót do drażliwych tematów jest tylko kwestią czasu, ale cieszyła się, że teraz jest między nimi dobrze.

– Myślę, że wyjdę stąd maksymalnie za pół godziny. O tej porze nie będzie korków, powinnam dojechać do Bielska w ciągu pięćdziesięciu minut.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł, żebyś jechała po nocy – zawahał się Michał. – Może powinnaś zostać do jutra w hotelu, tak jak pozostali?

– Oni zostają, żeby odespać kaca. Wrócę, tak jak się umawialiśmy. Do zobaczenia w domu!

– W takim razie czekam, do zobaczenia. Magdalena wygładziła sukienkę na udach. Wrzuciła telefon do torebki, zmusiła się do szerokiego uśmiechu i wróciła na salę, gdzie zabawa trwała w najlepsze. Ktoś naprędce próbował zorganizować sprzęt grający, aby móc urządzić karaoke. Magdalena wiedziała, że to najlepszy sygnał do wyjścia. Skoro byli już tak pijani, że zamierzali prezentować współpracownikom swoje wątpliwe talenty wokalne, nikt nawet nie zorientuje się, że jej nie ma.

– Pani Magdalenko!

A jednak.

W jej stronę właśnie sunął prezes, chwiejąc się na nogach. W wyciągniętej w górę prawej ręce trzymał opróżnioną do połowy butelkę wódki. Magdalena z niedowierzaniem pokręciła głową. Poważni, ponoć inteligentni ludzie na poziomie tracą głowy z powodu kilku kieliszków alkoholu. I po co to komu? Kompletnie tego nie rozumiała. Czy warto za chwilę upojenia płacić cenę w postaci publicznego ośmieszenia się i kaca?

– Pani Magdalenko, pani musi się ze mną napić, no niechże pani się ze mną napije… – Prezes pochylił się nad nią, a z jego ust buchnął nieprzyjemny zapach.

– Nie mogę, muszę dzisiaj wracać. – Uśmiechnęła się przepraszająco.

– Ale jak to tak? Pani zawsze wychodzi pierwsza! Myśli pani, że ja tego nie widzę? Pani Magdalenko, ja wszystko widzę, wszystko!

– Po prostu nie lubię alkoholu – wytłumaczyła się. – Jestem abstynentką, proszę zrozumieć.

Za prezesem zmaterializowała się zaciekawiona całą sceną Angelika. No tak. Gdzie szef, tam i ona.

– Mnie się nie odmawia! – huknął prezes, a Magdalena nie wiedziała już, czy mężczyzna żartuje, czy mówi poważnie.

Obraz rozmywał jej się przed oczami. Miała wrażenie, że wszyscy na nią napierają, a ręka prezesa ciągnąca ją za łokieć tylko potęgowała to odczucie. Zamrugała, ale to nie pomogło. Obraz był coraz mniej realny, a ona doskonale wiedziała, co to oznacza. Nie była się w stanie skoncentrować na oddychaniu. Była zbyt przerażona perspektywą skompromitowania się przed współpracownikami, aby mogła w jakiś sposób zapobiec nieuchronnemu.

– Przepraszam, naprawdę już muszę iść… – Zaczęła się cofać, ale prezes nie zamierzał puścić jej ręki.

– Co się dzieje? – zapytał Piotr, który nagle pojawił się tuż obok Angeliki.

Magdalena posłała mu rozpaczliwe spojrzenie, ale nie rozumiał. I wcale nie dlatego, że w jego żyłach krążyła krew zmieszana z alkoholem. Po prostu nie miał o niczym pojęcia, jak oni wszyscy.

Ból rozszedł się po jej klatce piersiowej. Zaczęła oddychać coraz szybciej, walcząc z dusznościami i uczuciem braku tchu. Miała świadomość irracjonalności całej tej sceny – zaraz umrze na oczach współpracowników. W najbliższym otoczeniu nie było ani jednej osoby, która mogłaby ją wesprzeć. Wszyscy byli zalani w trupa. Ta myśl tylko spotęgowała jej strach. Lęk był silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Cała się trzęsła. Wiedziała, że umiera i nie może liczyć na żadną pomoc.

Złapała się za serce i upadła. Dostrzegała pełne przerażenia twarze kolegów i koleżanek, ale jej mózg ich nie rejestrował. To już nie było ważne. Istotna była tylko rozpacz, w której otchłani się zanurzała. Tak bardzo się bała! Chciała kurczowo złapać się życia, ale nie miała sił. Coraz trudniej było jej zaczerpnąć oddech. Wybałuszyła oczy, ostatkiem sił próbując przekazać niemą prośbę o ratunek.

– Zadzwońcie pod sto dwanaście! Kurwa, szybciej! – krzyknął ktoś.

Książkę Prawda przychodzi nieproszona. Osiedle Pogodne kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

 

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Prawda przychodzi nieproszona. Osiedle Pogodne
Magdalena Majcher1
Okładka książki - Prawda przychodzi nieproszona. Osiedle Pogodne

Zajrzyj za zamknięte drzwi luksusowych domów! Osiedle Pogodne – poznaj jego tajemnice. Magdalena starannie ukrywa swoją przeszłość przed...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo