Nowa odsłona bestsellerowej serii „Pielęgniarki". „Gwiazdka w Lovely Lane" Nadine Dorries

Data: 2020-03-31 11:58:33 Autor: Piotr Piekarski

Wydawnictwo Prószyński i S-ka zaprasza do lektury powieści Nadine Dorries Gwiazdka w Lovely Lane. To czwarty tom bestsellerowej serii o wspaniałych, pełnych poświęcenia pielęgniarkach.

Obrazek w treści

Wielka Brytania, lata 50. XX wieku.

Na oddział dziecięcy trafia zagłodzony niemal na śmierć półroczny chłopczyk, a dzielny personel szpitala walczy o jego życie. To będzie prawdziwy czas próby dla Aniołów ze szpitala St Angelus.

Wspaniała i oddana swoim pacjentom siostra oddziałowa samotnie znosi trudy śmiertelnej choroby…

Okrutna, apodyktyczna matka pragnie za wszelką cenę uniemożliwić córce karierę pielęgniarską i zatrzymać ją przy sobie…

Zbliżają się święta. Pammy i Beth marzą o wygraniu konkursu na najpiękniejsze szpitalne dekoracje bożonarodzeniowe, ale splot tragicznych okoliczności może im pokrzyżować szyki.

W niełatwych i biednych latach pięćdziesiątych tylko poczucie humoru i siła wspólnoty mogą uratować Anioły w tym niezwykle trudnym, ale magicznym przedświątecznym czasie. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać premierowe fragmenty powieści:

Rozdział 1

Było już dobrze po północy. Maura Doherty siedziała w kuchni na ławie i przytulała swoją śpiącą młodszą córkę Angelę. W okno kuchenne uderzał porywisty wiatr, niosący deszcz ze śniegiem. Wiał od Mersey i smagał domy, które i tak już z trudem się trzymały.

Mąż Maury, Tommy, umieścił na kuchni kolejne dwa garnki i czajnik z wodą, żeby pomieszczenie cały czas wypełniała para.
– Proszę, kochanie – powiedział, ostrożnie stawiając u jej stóp emaliowaną miskę niemal po brzegi wypełnioną wrzącą wodą. Miał już na sobie tylko podkoszulek i spodnie na szelkach, ale czapki jeszcze nie zdążył zdjąć. Z ust zwisał mu wilgotny papieros własnej roboty, które ledwo się tlił.

– Wleję jeszcze pół łyżeczki vicks, tak jak mówiłaś.

Maura odwróciła głowę, żeby zerknąć na tłustą plamę, która rozpłynęła się po powierzchni wody w naczyniu. Zanim spojrzała, poczuła drapiący w gardło zapach mentolu.

– Wydaje mi się, że to nic nie daje, wiesz? – powiedziała z zatroskaną miną. – Wcale nie oddycha lżej. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej.

Tommy kucnął przy nich i przytulił policzek do ciała Angeli. Podobnie jak wiele innych rodzin z okolic portu, on i Maura z niepokojem myśleli o zimie. Aż za dobrze wiedzieli, jak ciężko się jej doświadcza w szeregowcach nad brzegiem Mersey.

Oboje usłyszeli, jak otwierają się drzwi prowadzące ze schodów do kuchni. W kałuży bursztynowego światła rzucanego przez gołą żarówkę stała teraz, z kciukiem w ustach, ich starsza córka Kitty. Miała na sobie flanelową nocną koszulę. Wolną ręką trzymała starego misia.

– Angela jest chora? – zapytała, wyjmując kciuk i przy okazji wyciągając z buzi pasemko śliny.

Maura skinęła głową. Spojrzała na zarumienioną twarz Angeli, która drzemała na jej kolanach, a jej oddech był ciężki i chrapliwy.

– Chodź, królowo. – Tommy podszedł do niej i wziął ją na ręce. – Angela źle się czuje. Twoja mama z nią tu zostanie, ale ty powinnaś iść spać, żebyś jutro rano mogła pomóc. Pracuję na wczesną zmianę. Cotapaxi i Norry mają zacumować o świcie. – Tommy, podobnie jak wszyscy okoliczni mieszkańcy, pracował w dokach przy rozładunku statków. – Wracaj do łóżka, ja też zaraz przyjdę się położyć.

Kitty ze zmęczenia oczy same się zamykały. Posłusznie skinęła głową.

– Ja zawsze pomagam mamusi, tato.

– Wiem, że pomagasz, kochanie. No chodź, daj mamie buziaka i maszerujemy na górę.

Kitty owinęła mu nogi wokół pasa, a ręce wokół szyi. Tommy zaniósł ją do Maury. Nachylił się na tyle, żeby Maura mogła wyciągnąć szyję i pocałować ją w policzek. Warkoczyki Kitty otarły się o twarz Angeli, a wtedy dziewczynka otworzyła oczy i spojrzała na siostrę. Nie dała jednak rady się uśmiechnąć. Próbowała się podnieść, ale w piersiach coś jej głośno zacharczało i chwilę później znów spała.

Tommy wniósł Kitty po schodach.

– Mauro, wrócę rano, jak będę miał przerwę. I powiem Kathleen, kiedy wstąpię po Jerry’ego w drodze do pracy. Jeśli rano nie będzie lepiej, zabierzemy ją do lekarza.

Maura skinęła głową. Brakowało jej sił, żeby się kłócić, a poza tym Tommy miał rację. Opieka medyczna była teraz za darmo, więc pieniędzmi już się nie musieli przejmować.

– Tak, zabierzemy – wyszeptała, gdy drzwi się zamknęły i dobiegły ją ciężkie kroki męża, niosącego córkę po nieokrytych dywanem, ale porządnie wyszorowanych drewnianych schodach. Westchnęła, wciągając do płuc powietrze gęste od pary. Podciągnęła Angelę nieco wyżej i położyła się na ławce. Zamknęła oczy.

Tommy zniósł jej z łóżka kilka poduszek, przyniósł też kilka starych szarych koców wojskowych, którymi dokładnie je obłożył. Maura nie mogła jednak zasnąć. Przez całą noc aż do świtu wsłuchiwała się w kolejne podmuchy wiatru, który uderzał deszczem i śniegiem w jej okno, i w kolejne oddechy córki. 

Aileen bała się, że spóźni się do pracy. Nie lubiła się spóźniać, a dziś akurat szczególnie zależało jej na punktualności. Miała stawić się rano w gabinecie przełożonej pielęgniarek, ale celu spotkania nikt jej nie zdradził. Aileen myślała o nim z niepokojem. Jej rodzona matka robiła, co mogła, aby skomplikować jej życie. Raz po raz zmuszała ją, żeby brała wolne. Twierdziła, że jej stan zdrowia wymaga, by córka otoczyła ją w domu osobistą opieką pielęgniarską. Aileen tak się tym martwiła, że sama prawie się rozchorowała. Teraz miały do pomocy Ginę, ale matka i tak często pokazywała, na co ją stać. Wszystko wskazywało na to, że dziś również tak będzie. Przymilanie się i narzekanie, jak zwykle.

Aileen podeszła do łóżka i wyłożyła matce ubrania. Czuła narastający ucisk w żołądku. Doskonale pamiętała, że już nie raz próbowała matkę udobruchać i że to zawsze wymagało od niej wielkiego wysiłku emocjonalnego, a jej wymówki wypadały mizernie i mało przekonująco.

– Przecież nie mogę wziąć wolnego, mamo. Jestem teraz etatową pielęgniarką, a oddziałowa, siostra Tapps, jest bardzo wymagająca. Usprawiedliwienie przyjmie jedynie od kogoś, kto przyjdzie do pracy na wpół żywy i sam będzie kwalifikował się do przyjęcia na oddział.

Pani Paige przeszła wylew i po powrocie ze szpitala umiejętnie rozgrywała poczucie winy Aileen, która źle się czuła z myślą, że sama cieszy się doskonałym zdrowiem, podczas gdy jej matka niedomaga. Wykorzystywała dobrotliwą naturę córki i jej gotowość do pomocy, tym bardziej że przez pierwszych kilka miesięcy Aileen jej na to przyzwalała. Jak jednak się okazało, popełniła błąd.

Aileen aż za dobrze wiedziała, że gdyby nie siostra Tapps, musiałaby pożegnać się z zawodem. Pewnego dnia, blisko rok temu, po kolejnym poranku pod znakiem usprawiedliwień, siostra Tapps zaprosiła Aileen do saloniku przy swoim oddziale i niemal bezgłośnie zamknęła za sobą drzwi.”

– Proszę usiąść, siostro Paige – powiedziała niezwykle łagodnym tonem.

Ta łagodność wzmogła niepokój Aileen. Cisnęło jej się na usta, że takim tonem oddziałowa rozmawia z rodzicami zmarłych dzieci. Ich też tu przyprowadza, za nimi też zamyka drzwi. Potem jeszcze prosi Brannę o przyniesienie herbaty i siada z gośćmi przy kominku, w pogotowiu trzymając czystą chusteczkę.

Aileen była przekonana, że siostra Tapps za chwilę wyśle ją do przełożonej pielęgniarek, a ta ją zwolni. Na lakierowanym oparciu fotela nie dostrzegła jednak chusteczki. Nie było też szklanki z wodą, która miała studzić skołatane nerwy.

Aileen wyjrzała przez szybę w drewnianych drzwiach, pomalowanych na kremowo przez wzgląd na dzieci i dla zapewnienia swobodniejszej atmosfery na oddziale (na wszystkich innych oddziałach St Angelus te szyby miały ciemny, kawowy kolor). Branna czyściła właśnie wazony rozstawione na lakierowanym stole w centralnej części oddziału, przy okazji zmieniając w nich wodę, raczej nie została więc poproszona o zaparzenie herbaty. Pielęgniarki wyciągały szafki spod ścian, żeby je wyczyścić.

Aileen postanowiła odezwać się pierwsza.

– Przepraszam, siostro Tapps, to ma związek z moją matką. Źle się czuła i nie podobało jej się, że wychodzę. Ja zawsze staram się zjawić na czas. Pani przecież wie, że kocham moją pracę. Tylko tak mi z nią ostatnio ciężko i…

Opadając na fotel, Aileen nie zdawała sobie sprawy, że lada moment jednak będzie potrzebować jednej z tych chusteczek, które siostra Tapps trzyma pod ręką, na wypadek gdyby miała komuś do przekazania złe wieści.

– Ależ, drogie dziecko!”

Siostra Tapps poderwała się z miejsca i przeszła na drugą stronę pokoju.

Aileen nagle spostrzegła, że Tappsy – bo tak ją nazywały pielęgniarki – wygląda na wychudzoną. Szybko jednak stwierdziła, że w sumie nic w tym dziwnego. Oddziałowa zapewne zbliżała się już do siedemdziesiątki, włosy jej posiwiały i zrzedły już dobrych kilka lat temu. Mimo upływu lat w jej mowie nadal pobrzmiewał miękki irlandzki akcent. Wyjechała z Galway przed pięćdziesięciu laty i długo tam nie wracała, dociekliwym tłumacząc, że podróż jest za długa, a ona nie chce porzucać swojego szpitala i obowiązków.

– Mnie pani nie musi przepraszać. Pielęgniarki z oddziału szóstego już mi tłumaczyły, że pani życie bywa teraz nader trudne.

Siostra Tapps starała się wypowiadać możliwie oględnie. Matka Aileen zyskała sobie sławę jednego z najbardziej uciążliwych pacjentów St Angelus.

Podała podwładnej chusteczkę. Aileen przyjęła ją bez zażenowania, po czym wydmuchała nos. Siostra Tapps usiadła wygodnie w fotelu, który został z rozmysłem ustawiony w taki sposób, aby w razie potrzeby można było z łatwością dosięgnąć ręki zrozpaczonej matki małego pacjenta.

– Przepraszam, to impertynencja z mojej strony. Siostra przełożona często odbierała ostatnio telefony z informacją, że pani matka niedomaga – dopowiedziała z uśmiechem siostra Tapps, która starała się, jak tylko mogła, uspokoić Aileen.

Aileen doskonale wiedziała, że gdyby chodziło o jakąkolwiek inną pielęgniarkę z St Angelus, siostra Tapps miałaby sporo przykrych słów do powiedzenia. Na wspomnienie tych telefonów – z których ostatni miał miejsce tego ranka – serce zabiło jej mocniej z niepokoju. Ogarnęło ją poczucie, że rozczarowuje wszystkich wokół. Gdy matka wygrywała, co zdarzało jej się zbyt często, i trzeba było zadzwonić do przełożonej pielęgniarek, Aileen zawsze biegła do budki telefonicznej na skrzyżowaniu z Green Lane z ciężkim sercem.

Przełożona pielęgniarek zawsze przyjmowała jej zgłoszenia z życzliwą stanowczością.

– Bardzo mi przykro, że pani matka źle się czuje, siostro Paige. Proszę jej powiedzieć, że w każdej chwili możemy umówić wizytę domową jej konsultanta, pana Stephensa. Czekamy też niecierpliwie na pani przybycie w późniejszych godzinach. – Siostra przełożona subtelnie dawała Aileen do zrozumienia, że nie wierzy w nader częste napady choroby pani Paige.

– Dziękuję, siostro. Bardzo dziękuję.

Aileen napłynęły do oczu łzy frustracji, gardło się zacisnęło, a serce waliło tak mocno i głośno, że gdy zamykała za sobą drzwi budki telefonicznej, nie słyszała nawet własnych myśli. Gdy po chwili czuła na twarzy zimny wiatr, łykała powietrze i wystawiała palące policzki na jego podmuchy. Nie znosiła budki telefonicznej. W środku zawsze unosiła się ta sama woń – stęchłego dymu papierosowego, brudnych szyb i zimnego metalu. Często nachodziła ją refleksja, że to doskonale komponuje się z poczuciem bylejakości, które narastało w niej pod wpływem wszystkich tych wymuszonych kłamstw i wymówek.

– Proszę posłuchać – ciągnęła siostra Tapps. – Wraz z przełożoną pielęgniarek chciałybyśmy dać pani do zrozumienia, że zdajemy sobie sprawę z pani trudnej sytuacji. Przecież sprawuje pani całodobową opiekę nad matką, a jednocześnie stara się być najlepszą siostrą etatową w mojej historii na tym oddziale – dodała oddziałowa z uśmiechem.

Aileen pociągnęła nosem. To akurat była prawda. Aileen zaiste starała się zapracować na miano najlepszej pielęgniarki etatowej w historii St Angelus. Za rok lub dwa siostra Carter, oddziałowa z oddziału trzeciego, ulubionego oddziału Aileen, wybierała się na emeryturę. Aileen niczego w życiu nie pragnęła tak bardzo, jak objąć po niej to stanowisko. Modliła się w duchu, żeby przełożona pielęgniarek przymknęła oko na jej okazjonalne spóźnienia i wzięła pod uwagę kandydaturę Aileen.

– Chcemy pani pomóc uporać się z tym wszystkim, żeby mogła pani wykonywać swoją ukochaną pracę i przestać się wiecznie martwić. Zauważyłam, że ostatnio sprawia pani wrażenie podenerwowanej. To oczywiste, że jest pani ciężko. Więc obmyśliłyśmy pewien plan. – Tappsy klasnęła w dłonie, wstała i otworzyła drzwi, aby wezwać salową w osobie Branny.

Aileen pomyślała sobie, że nadeszła pora na jej herbatkę okraszoną wyrazami współczucia, ale była w błędzie.

– Branno, czy spisała pani wszystkie informacje dla swojej córki, jak prosiłam? – zapytała oddziałowa.

– Tak, siostro. – Branna McGinty sięgnęła do kieszeni długiego fartucha po jakiś świstek. Udawała, że nie widzi łez w oczach Aileen. Podając jej notatki, cały czas wpatrywała się w kartkę. – Tu jest mój adres i imię mojej córki: Gina. Oddziałowa zna ją od małego. Teraz Gina ma piętnaście lat i szuka pracy jako salowa.

Branna wręczyła karteczkę Aileen, która odruchowo wyciągnęła po nią rękę, ale zaraz spojrzała pytająco na siostrę Tapps. Okazało się, że przełożona pielęgniarek, Tappsy i Branna znalazły sposób na to, by jej pomóc. Ona wcześniej sama się nad tym zastanawiała, ale nie miała odwagi poważnie tego rozważać, a cóż dopiero powiedzieć matce. Teraz jednak przełożone same jej to zasugerowały, przedstawiły jako realną możliwość – i nagle wydało jej się zupełnie oczywiste. Odpowiedź na jej problemy istniała i miała na imię Gina.

Od czasu tamtej rozmowy z siostrą Tappsy minął blisko rok. Tego ranka, gdy matka uporczywie pluła jadem, Aileen po raz kolejny, jak to czyniła wcześniej wielokrotnie, mogła odetchnąć z ulgą. Teraz to Gina, której Aileen płaciła z własnej kieszeni, opiekowała się matką w czasie jej nieobecności. Gina była jej wybawieniem, dzięki niej Aileen była w stanie funkcjonować. Matka cały czas jej nie odpuszczała, ale odkąd Gina z nią zostawała, Aileen miała spokojniejsze sumienie. Zeszłego lata udało się jej nawet dołączyć do chóru St Angelus. Bardzo lubiła te spotkania. Wieczorem wybierała się na próbę koncertu kolęd do kościoła St Chad’s.

W pewnym momencie dobiegł ją głos matki.

– Nie możesz tak po prostu wyjść do pracy, gdy twoja matka cierpi! – nawoływała. – A jeśli przydarzy mi się coś złego? Jeśli dostanę kolejnego wylewu? Mam tu zostać sama, bez córki u boku?

Aileen już tyle razy to słyszała, że nie musiała specjalnie się zastanawiać nad odpowiedzią. Udzielała jej automatycznie.

– Teraz Gina się tobą opiekuje, mamo – zapewniła. – Po to ją zatrudniłam. Zgodziłaś się, że to dobry pomysł. Nie będziesz sama, bo mamy Ginę, a ona przecież doskonale sobie radzi, czyż nie?

– Ja wcale się nie zgodziłam, a nawet jeśli, to cóż z tego? A ty wiesz, że twojej siostrze Josie się to nie podoba?

Aileen i to już nie raz słyszała.

– Niech zatem Josie przychodzi częściej. Tymczasem wpada raz w tygodniu, zresztą na lunch przygotowany przez Ginę. Może ona by się tobą zajęła?

Aileen miała ochotę ugryźć się w język. Matce znów udało się skłonić ją do wypowiedzenia słów, które sobie potem wyrzucała jeszcze przez wiele godzin i przez które psuła sobie nastrój.

– Przekażę Josie, że tak powiedziałaś! – wybuchnęła matka. – Ta dziewczyna ciężko pracuje, musi przecież zajmować się mężem i dziećmi. Zupełnie nie rozumiem, jak ty możesz wygadywać takie rzeczy!

– Przepraszam, mamo, nie powinnam tego mówić. To wszystko przez to, że czeka mnie trudny dzień na oddziale, a do tego jeszcze spotkanie z przełożoną pielęgniarek. W każdym razie jest Gina, więc nie będziesz sama.

– Naprawdę, Aileen, tylko tyle dla ciebie znaczę? Zostawiasz mnie pod opieką tego chuchra, które ledwo odróżnia jeden koniec termometru od drugiego? Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym czuć się bezpiecznie pod twoją nieobecność. Czy ty naprawdę tego nie rozumiesz, kochanie?

Aileen z niepokojem uniosła wzrok. Matka mówiła do niej „kochanie” tylko wtedy, gdy coś było na rzeczy.

– Czasami czuję się dokładnie tak jak tuż przed wylewem. Kręci mi się w głowie i ustać na nogach nie mogę. A przecież sama wiesz, że mnie tamten wylew omal nie zabił. Nie chciałabyś, żebym była w domu sama z tą dziewczyną w takiej chwili! Sama wiesz, jak było źle poprzednio. Wyobraź sobie, co by pomyślał twój ojciec, gdyby cię teraz widział.

Aileen wbiła wzrok w matkę i miała ochotę odpowiedzieć: „Byłby ze mnie bardzo dumny”. Matka zobaczyła tę myśl w jej spojrzeniu i aż się wzdrygnęła.

Książkę Gwiazdka z Lovely Lane kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Gwiazdka w Lovely Lane
Nadine Dorries0
Okładka książki - Gwiazdka w Lovely Lane

Czwarty tom bestsellerowej serii o wspaniałych, pełnych poświęcenia pielęgniarkach. Wielka Brytania, lata 50. XX wieku. Na oddział dziecięcy trafia zagłodzony...

dodaj do biblioteczki