Nowa powieść Ewy Hansen! „Piotr"

Data: 2025-11-06 12:52:42 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 7 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

#sprawiedliwośćdlaolgi

Przeszłość nigdy nie umiera. Zwłaszcza ta, która odbiera przyszłość i zmusza do poświęceń.

Piotr Grajewski, bohater powieści Olga Ewy Hansen, powraca, by ostatecznie zmierzyć się z demonami przeszłości. Ścigany przez widma tragedii, przyjmuje pracę, która ma być jego ostatnią szansą na odkupienie: ma zostać opiekunem złamanego przez życie Tomka. Dla jego siostry, Laury, to jedyny promyk nadziei w świecie rządzonym przez poczucie winy.

W tym samym czasie w sieci tajemniczy profil @Zrodzony.Z.Ciszy rozpoczyna grę o prawdę, a stary wróg Piotra powraca, by nie tylko zniszczyć go ponownie, ale też uczynić Laurę celem swojej mrocznej obsesji.

Czy druga szansa może narodzić się tam, gdzie króluje ból i nienawiść?

„Piotr" Ewa Hansen - grafika promująca książkę

Zapraszamy do przeczytania powieści Ewy Hansen Piotr. Koniecznie obejrzyjcie odcinek podcastu Co tam? Czytam!, w którym gościliśmy autorkę:

Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Piotr:

On

– Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej… Stałem na sali sądowej otoczony tłumem ludzi, którzy nie potrafili powstrzymać emocji i zachować ciszy. Trudno się dziwić: sprawa zyskała na rozgłosie po tym, jak media skojarzyły, kto jest oskarżonym. Słyszałem, jak najpierw delikatnie, lecz z chwilą coraz mocniej, rozlegają się szmery, jakby z oddali nadlatywał wielki rój szerszeni. Nie potrafiłem rozróżnić pojedynczych głosów czy słów, wszystkie zbiły się w jedną totalnie niezrozumiałą masę, która wwiercała się coraz silniej w mój mózg, powodując coraz większy dyskomfort.

Gdzie jesteś?

Gdzie do cholery jesteś?

Czemu cię tu nie ma?

Szum ludzkich głosów stawał się coraz bardziej natarczywy. Czułem się tak, jakby ich zadaniem było mnie stłamsić, zniewolić, zniszczyć. Świdrowały każdą komórkę mojego ciała, wdzierając się gwałtem w jego najgłębsze rejony.

Nie potrafiłem się przed tym obronić. Nie miałem na to siły, choć czułem się jak w pułapce. Napór dźwięków tłamsił mnie i uniemożliwiał jakikolwiek ruch.

– …Sąd Okręgowy w Warszawie po rozpoznaniu sprawy…

Poczułem ucisk w klatce. To dziwne uczucie, przypominające tonięcie, choć w tej chwili raczej miałem wrażenie, jakby ktoś – jakaś niewidzialna ręka – chwycił mnie za szyję, dusił i sprawdzał, ile jeszcze wytrzymam, zanim się poddam.

Gdzie jesteś?

Gdzie do cholery jesteś?

Dlaczego cię tu nie ma?

Uczucie stłamszenia było coraz silniejsze.

– …postanawia uznać oskarżonego…

Te słowa sędziego przedarły się przez wszystkie inne bodźce i nagle wszystko ustało. Otworzyłem oczy, które nawet nie wiem kiedy zamknąłem i rozejrzałem się po sali, mając wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy mi z piersi. Adrenalina buzowała mi w żyłach, a ja jedyne czego chciałem, to aby ona tu była przy mnie. Jak kiedyś.

W końcu zaraz moje życie zmieni się na zawsze, choć już działo się tak milion pierdolonych razy. Czy wytrzymam kolejny?

W mojej głowie narastała panika – rozpaczliwie rozglądałem się po twarzach, próbując znaleźć tę jedną jedyną, która będzie mi przychylna.

Gdzie jesteś?

Gdzie do cholery jesteś?

BŁAGAM CIĘ, BĄDŹ.

CHWYĆ MNIE ZA RĘKĘ!

Tłum zbił się w jedną bezkształtną masę i przestałem cokolwiek widzieć Już za chwilę.

Za momencik.

Wóz albo przewóz…

– …winnym zarzucanych mu czynów i wymierza karę w wysokości piętnastu lat pozbawienia wolności…

Wokół mnie wybuchł ogłuszający ryk, a ja poczułem pustkę.

To koniec.

To już naprawdę koniec.

Ona

Zagryzłam zęby, żeby nie krzyknąć z bezsilności. Szarpiąc bezwładne ciało, czułam pot spływający mi po plecach. Miałam wszystkiego serdecznie dość – najchętniej uciekłabym w Bieszczady i miała w nosie to, co się z innymi stanie. Niestety, nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło. Nie po tym, co się stało. Co ja zrobiłam… Dlatego zacisnęłam zęby i zmobilizowałam cały swój organizm do jeszcze jednej próby. Cichy jęk i trzask w moim kręgosłupie były dowodem na to, że tym razem się udało. Z trudem podniosłam osiemdziesięciokilogramowe cielsko na wózek, modląc się, aby nie wypadł mi dysk. Nie wiem, co by się wtedy stało, kto by nas wtedy uratował. Prawdopodobnie minęłyby długie godziny, zanim matka by się zorientowała, że coś się stało. I pewnie zauważyłaby to tylko dlatego, że spóźniłabym się ze zrobieniem obiadu.

– P… p… pomóż… mi…! – stęknęłam, próbując zapanować nad bezwładnością podnoszonego ciała.

Zero odpowiedzi.

Po kolejnych kilku minutach nadludzkich wysiłków udało mi się w końcu ustabilizować ciało w wózku i przypiąć je pasami. Otarłam pot z czoła i wzięłam głęboki wdech, ignorując ból rozchodzący się po wszystkich moich mięśniach. Nie mogłam sobie teraz pozwolić na słabość. To czas na podanie lekarstw, nie na użalanie się.

Wyprostowałam się i spojrzałam na przypiętego człowieka, który od pół godziny nie odezwał się do mnie ani jednym słowem, choć zazwyczaj dziób mu się nie zamykał, najczęściej wysyłając w moją stronę tonę bluzgów i żali. Jego pusty wzrok i zaciśnięte wargi mówiły mi jednak więcej niż gdyby krzyczał i zdzierał gardło. Z całych sił staraliśmy się ignorować mokrą plamę moczu na podłodze i na jego spodniach, choć jej zapach wwiercał się w nozdrza, wywołując dziwną mieszankę złości, bezsilności i dezorientacji.

Chciałam coś powiedzieć. Bardzo chciałam. Szukałam w głowie słów. Przecież powinnam go jakoś pocieszyć, coś zrobić. Sama jednak czułam narastającą panikę na myśl, że przyszło to, czym od dawna straszyli nas lekarze, gdy nie chciał podejmować kolejnych fizjoterapii: postępujący paraliż, jeszcze bardziej odbierający mu samodzielność.

– Tomek… – W końcu zebrałam się na odwagę, jednak jego reakcja była błyskawiczna. Wściekle odwrócił się w moim kierunku i nie patrząc mi w oczy, rzucił tylko:

– Wyjdź.

Zrozumiałam, że audiencja skończona.

Nie walczyłam z tym, tylko powoli się wycofałam, zostawiając, jak zawsze, uchylone drzwi. Kiedy jednak byłam pewna, że już nie może mnie dojrzeć z pokoju, osunęłam się po ścianie i wbiłam zęby w zaciśniętą pięść, próbując ze wszystkich sił stłumić krzyk rozpaczy. Bezgłośnie walczyłam sama ze sobą, aby się nie rozpaść. Nie mogłam sobie pozwolić na ten luksus. Od teraz będzie mnie jeszcze bardziej potrzebował, choć miałam wrażenie, że to nas oboje zabije przez jego nienawiść.

To twoja kara – przypomniałam sobie i wzięłam się w garść. Wstałam, otrzepałam dżinsy i ruszyłam do swojego pokoju.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Piotr. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Piotr
Ewa Hansen 0
Okładka książki - Piotr

#sprawiedliwośćdlaolgiPrzeszłość nigdy nie umiera. Zwłaszcza ta, która odbiera przyszłość i zmusza do poświęceń. Piotr Grajewski, bohater powieści „Olga”...