Obcięli mi ręce. Fragment książki „Johnny poszedł na wojnę"

Data: 2022-05-31 08:32:41 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Pełna grozy i bólu powieść. Niezwykłe, żywe doświadczenie dla każdego, kto po nią sięgnie.

John Bonhaim jest młodym człowiekiem, który jako ochotnik zaciąga się do wojska, aby walczyć za demokrację podczas Wielkiej Wojny. Zostaje ciężko okaleczony – traci twarz, ręce, nogi i większość zmysłów. Pozostaje jednak w pełni władz umysłowych, czego na początku nie dostrzegają lekarze – utrzymując pacjenta przy życiu głównie w celach naukowych. Pomimo iż odkrywają, że Bonhaim jest świadomy swojego stanu i sytuacji, nie traktują poważnie niemych błagań o szybką śmierć i zostawiają go w świecie jego własnych myśli.

Obrazek w treści

Johnny poszedł na wojnę to wstrząsająca antywojenna historia, na podstawie której powstał kultowy film pod tym samym tytułem. Książka zebrała szereg prestiżowych nagród, w tym National Book Award, a historia Johnego Bonhaima zainspirowała między innymi zespół Metallica do napisania jednego z ich najpopularniejszych utworów – One.

„Johnny poszedł na wojnę" to oskarżenie systemu, w którym na front wysyła się rekrutów, aby, omamieni kłamstwem polityków, walczyli z czymś i po coś.

- recenzja książki „Johnny poszedł na wojnę"

Do lektury zaprasza Wydawnictwo Replika. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach mogliście przeczytać premierowy fragment książki Johnny poszedł na wojnę. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

III

Przebijał się w górę przez zimne wody zastanawiając się czy uda mu się wydostać na powierzchnię czy nie. Podobno jak ktoś tonie trzy razy to w końcu się utopi. On wynurzał się i tonął przez dni tygodnie miesiące kto to może wiedzieć? Ale nie utonął. Kiedy wydostawał się na powierzchnię za każdym razem omdlewał w rzeczywistości a kiedy znów szedł na dno omdlewał w nicość. Długie powolne omdlenia wszystkie kiedy walczył o powietrze i o życie. Walczył za mocno i o tym wiedział. Człowiek nie może walczyć bez ustanku. Jeśli tonie albo się dusi musi być rozsądny i zachować trochę siły na ostatek na koniec na walkę przedśmiertną.

Leżał spokojnie na plecach bo nie był głupi. Leżąc na plecach można dryfować. Za dzieciaka dryfował sporo. Umiał to robić. Marnował resztki sił na tę walkę a wystarczyło po prostu dryfować. Głupek. Zajmowali się nim. Zorientował się dopiero po jakimś czasie bo ich nie słyszał. Wtedy sobie przypomniał że jest głuchy. Zabawnie było tak leżeć kiedy ludzie w pokoju dotykają obserwują leczą ale są poza zasięgiem słuchu. Głowę nadal miał całą obandażowaną więc nie mógł ich też widzieć. Wiedział tylko że tam w ciemności poza zasięgiem jego uszu ludzie się nim zajmują i próbują mu pomóc. Zdejmowali część bandaży. Czuł chłód nagłego wyschnięcia potu na lewym boku. Zajmowali się jego ręką. Poczuł ukłucie ostrego małego narzędzia chwytającego coś i odrywającego kawałek skóry za każdym razem. Nie podskoczył. Leżał po prostu bo musiał oszczędzać siły. Usiłował dociec dlaczego go szczypią. Po każdym uszczypnięciu czuł lekkie ciągnięcie w ciele ręki i nieprzyjemne punktowe gorąco jak przy tarciu. Szczypanie odbywało się małymi krótkimi szarpnięciami a jego skóra za każdym razem się rozpalała. Bolało. Chciał żeby przestali. Swędziało. Chciał żeby go podrapali.

Zamarł cały sztywny i zdrętwiały jak zdechły kot. Coś było nie tak z tym pieczeniem i ciągnięciem i rozpaleniem od pocierania. Czuł co robią z jego ręką ale samej ręki nie czuł wcale. To było tak jakby odczuwał coś co się dzieje wewnątrz jego ręki. Jakby odczuwał to wszystko przez koniec ręki. Koniec ręki skojarzył mu się z nasadą dłoni. Ale nasada dłoni koniec jego ręki był wysoko wysoko wysoko gdzie jego ramię.

O Jezu Chryste odcięli mu lewą rękę.

Odcięli ją na wysokości ramienia i teraz wyraźnie to czuł.

O mój Boże dlaczego zrobili mu coś takiego?

Nie mogli tego zrobić skończone gnoje nie mogli. Musieli mieć podpis na jakimś papierze czy coś. Tego wymagało prawo. Nie można ot tak sobie uciąć człowiekowi ręki nie pytając go o pozwolenie bo ręka człowieka należy do niego i jest mu potrzebna. O Jezu muszę tą ręką pracować dlaczego mi ją odcięli? Dlaczego odcięliście mi rękę odpowiedzcie mi dlaczego ucięliście mi rękę? Dlaczego dlaczego dlaczego?

Znów poszedł pod wodę i walczył i walczył a później się wynurzył z podskakującym brzuchem i bolącym gardłem. Przez cały ten czas kiedy był pod wodą walcząc tylko jedną ręką żeby wrócić na powierzchnię prowadził ze sobą rozmowę o tym że to właściwie nie miało prawa mu się przydarzyć a jednak się przydarzyło.

Więc odcięli mi rękę. Jak teraz będę pracować? Ich to nie obchodzi. Nie obchodzi ich nic poza tym żeby było tak jak chcą. Kolejny facet z dziurą w ręce odetnijmy ją co mówicie chłopaki? Jasne odetnij mu rękę. Trzeba dużo pracy i dużo pieniędzy żeby naprawić komuś rękę. To jest wojna a wojna to piekło więc do diabła z tym. Dobra chłopaki patrzcie. Całkiem nieźle co? Leży w łóżku i nie może nic powiedzieć i ma pecha a my jesteśmy zmęczeni i to jest przecież cholerna wojna więc odetnijmy to cholerstwo i będzie z głowy.

Moja ręka. Moja ręka odcięli mi rękę. Widzisz ten kikut? To była moja ręka. No jasne miałem rękę urodziłem się z nią byłem normalny jak ty i słyszałem i miałem lewą rękę jak każdy. Ale co powiesz na to że te leniwe gnojki ją odcięli? Jak to możliwe?

I też nie słyszę. Nie słyszę. Zapisz to. Napisz na kartce. Czytać mogę. Ale nie słyszę. Zapisz to na kartce i kartkę podaj do mojej prawej ręki bo lewej nie mam.

Moja lewa ręka. Ciekawe co z nią zrobili. Jak się obetnie komuś rękę trzeba coś z nią zrobić. Nie można jej tak zostawić. Wysyła się ją do szpitali żeby tam mogli ją rozebrać na kawałki i zobaczyć jak działa ręka? Zawija się ją w starą gazetę i rzuca na stertę śmieci? Zakopuje się? Przecież to część człowieka bardzo ważna część człowieka i powinna być traktowana z szacunkiem. Wynosi się ją i zakopuje i zmawia krótką modlitwę? Powinno się bo to ludzkie ciało i umarło tak młodo i zasługuje na godne pożegnanie.

Mój pierścionek. Co zrobiliście z moim pierścionkiem? Dała mi go Kareen i chcę go z powrotem. Mogę go nosić na drugiej dłoni. Muszę go mieć bo coś znaczy to ważne. Jeżeli go ukradliście podam was do sądu jak tylko pozbędę się tych bandaży wy pieprzeni złodzieje. Jeżeli go ukradliście jesteście hienami cmentarnymi bo moja ręka której nie mam jest nieżywa a wy zabraliście z niej pierścionek więc okradliście zmarłego ni mniej ni więcej. Gdzie jest mój pierścionek pierścionek Kareen zanim znów pójdę pod wodę? Chcę pierścionek. Dostaliście rękę nie wystarczy wam gdzie jest mój pierścio-nek pierścionek Kareen nasz pierścionek proszę gdzie on jest? Dłoń na której był jest nieżywa a on nie był przeznaczony na gnijące ciało. Zawsze miał być na moim żywym palcu na mojej żywej dłoni bo oznaczał życie.

– Dała mi ją mama. To prawdziwy kamień księżycowy. Możesz go wziąć.

– Nie będzie pasował.

– Mały palece głuptasie spróbuj na mały palec.

– Aha.

– Widzisz mówiłam że będzie dobry.

– Irlandeczka.

– Och Joe tak się boję pocałuj mnie jeszcze raz.

– Nie powinniśmy byli gasić światła. Twój ojciec będzie się czepiał.

– Pocałuj mnie. Mike nic nie powie zrozumie.

– Irlandeczka Irlandeczka Irlandeczka.

– Nie jedź proszę nie jedź Joe.

– Jak jest się powołanym trzeba jechać.

– Zabiją cię.

– Może. Nie wydaje mi się.

– Wielu ludziom się nie wydaje a giną więc nie jedź Joe.

– Wielu ludzi wraca.

– Kocham cię Joe.

– Irlandeczka.

– Nie jestem Irlandeczką jestem Słowianką.

– Jesteś pół na pół ale wyglądasz na Irlandeczkę. Masz oczy i włosy jak Irlandeczka.

– Och Joe.

– Nie płacz Kareen proszę nie płacz.

Nagle pada na nich cień i oboje podnoszą wzrok.

– Przestańcie do cholery przestańcie.

Stary Mike Birkman jak on się dostał do domu tak cicho stał nad nimi w ciemności i spoglądał groźnie z góry. Oboje leżeli na sofie i patrzyli na niego. Wyglądał jak przerośnięty karzeł bo plecy miał zgarbione po dwudziestu ośmiu latach w kopalniach węgla Wyoming. Dwadzieścia osiem lat w kopalniach z czerwoną legitymacją Robotników Przemysłowych Świata i pomstujący na wszyst-kich. Stał i spoglądał na nich gniewnie a oni się nie ruszali.

– W moim domu takich rzeczy nie będzie. Wam się zdaje że to tylna kanapa jakiegoś gruchota? Siadać jak przyzwoici ludzie. Dalej. Wstawaj K’reen.

Kareen wstała. Miała zaledwie metr pięćdziesiąt pięć. Mike twierdził że to dlatego że w dzieciństwie nie miała dostatecznej ilości jedzenia ale to chyba nie była prawda bo jej matka była niska a Kareen była doskonale rozwinięta i zdrowa i piękna taka piękna. Mike miał skłonności do przesady kiedy się rozemocjonował. Kareen bez strachu spojrzała na starego Mike’a.

– Wyjeżdża rano.

– Wiem. Wiem dziewczyno. Idźcie do sypialni. Oboje. Może nigdy nie będziecie mieć kolejnej szansy. Idź K’reen.

Kareen rzuciła mu jedno długie spojrzenie a później ze spuszczoną głową jak bardzo zajęte rozmyślaniem nad czymś dziecko weszła do sypialni.

– Idź tam chłopaku. Ona się boi. Idź i ją obejmij.

Ruszył a wtedy poczuł uścisk Mike’a na ramieniu. Mike patrzył mu prosto w twarz a jego oczy było widać mimo ciemności.

– Wiesz jak się z nią obchodzić prawda? Ona nie jest dziwką. Wiesz prawda?

– Tak.

– Idź do łóżka chłopaku.

Odwrócił się i wszedł do sypialni. Po jednej stronie biurka świeciła się elektryczna świeca. W rogu pokoju za świecą stała Kareen. Zdjęta bluzka leżała na krześle obok niej. Była w halce. Kiedy wszedł stała lekko odwrócona i pochylona nad biodrem gdzie jej dłonie usiłowały rozpiąć zamek spódnicy. Podniosła wzrok i go zobaczyła i tylko patrzyła nie poruszając dłońmi ani niczym. Patrzyła na niego jakby widziała go pierwszy raz i nie wiedziała czy go polubić czy nie. Patrzyła na niego w taki sposób że miał ochotę się rozpłakać.

Podszedł do niej i objął ją ostrożnie. Przytuliła się czołem do jego piersi. Później się odwróciła i podeszła do łóżka. Odgarnęła kołdrę i położyła się w ubraniu i we wszystkim. Przez cały czas nie odrywała od niego wzroku jakby się bała że on może powiedzieć jakieś ostre słowo albo się roześmiać albo wyjść. Wykonywała pod kołdrą ciche ruchy a później jej ubrania zaczęły spadać poza krawędź łóżka. Kiedy wszystkie już leżały na podłodze przy łóżku uśmiechnęła się do niego.

Zaczął powoli zdejmować koszulę nie odrywając od niej wzroku. Rozejrzała się po pokoju i zmarszczyła brwi.

– Joe odwróć się.

– Dlaczego?

– Chcę wstać z łóżka.

– Po co?

– Zapomniałam o czymś. Odwróć się.

– Nie.

– Proszę.

– Nie. Przyniosę ci to.

– Chcę wziąć to sama. Odwróć się.

– Nie. Chcę cię zobaczyć.

– Nie możesz Joe podaj mi szlafrok.

– Dobrze. Podam.

– W szafie. Czerwony.

Podszedł do szafy i wyciągnął jej szlafrok. Był cienki malutki w kwiatowy wzór i niewystarczający żeby kogokolwiek okryć. Zaniósł go do łóżka i wyciągnął w niewielkiej odległości od niej.

– Przysuń go bliżej.

– Sięgnij.

Roześmiała się i szybki ruchem wyciągnęła rękę i wyszarpnęła mu go spod kołdry. Musiała się wychylić na tyle że zobaczył kawałeczek jej piersi. Śmiała się cicho przez cały czas kiedy siłowała się pod kołdrą żeby założyć szlafrok i ciągnąc go w dół jakby zrobiła mu świetny żart. Później odrzuciła kołdrę i wyskoczyła z łóżka i pobiegła boso do dużego pokoju. Widział podeszwy jej stóp kiedy dotknęły podłogi. Miały dwa łuki jeden na podbiciu a drugi poprzeczny unoszący się delikatnie w śródstopiu i zmniejszający się w stronę pięty. Pomyślał jakie piękne są jej stopy jakie są silne i piękne. Wróciła z misą pełną czerwonych pelargonii. Zaniosła je na stolik który stał pod oknem. Otworzyła okno i powoli się do niego odwróciła. Opierała się o stolik i jednocześnie trzymała się go dłońmi.

– Skoro naprawdę chcesz mnie zobaczyć.

– Ale jeżeli nie chcesz żebym zobaczył to nie chcę.

Podeszła do szafy i odwróciła się plecami i zsunęła szlafrok. Później obróciła się cały czas patrząc na swoje stopy i podeszła do łóżka i wsunęła się w pościel.

Zgasił światło i zdjął ubranie i położył się obok niej. Objął ją dość beztrosko jakby przez zupełny przypadek. Leżała bardzo spokojnie. Poruszył nogą. Lekki powiew powietrza wydobył się spod kołdry i poczuł jej zapach. Czyste czyste ciało i zapach mydła i pościeli. Przysunął nogę do jej nogi. Odwróciła się do niego i zarzuciła mu obie ręce na szyję i mocno przytuliła.

– Och Joe Joe nie chcę żebyś jechał.

– A myślisz że ja chcę?

– Boję się.

– Mnie?

– Nie.

– Irlandeczka.

– Miło tak jest prawda?

– Uhmmm.

– Byłeś już tak z kimś?

– Nie z kimś kogo kochałem.

– Cieszę się.

– To prawda. A ty?

– Nie powinieneś o to pytać.

– Dlaczego?

– Bo jestem damą.

– Jesteś Irlandeczką.

– Nie byłam.

– Wiem.

– Ale właściwie skąd mogłeś wiedzieć och Joe chciałabym żebyś uciekł i nie pojechał.

– Masz. Moja lewa ręka pod tobą. Jak poduszka.

– Pocałuj mnie.

– Słodka Irlandeczka.

– Kochany. Och kochany. Och. O mój kochany mój kochany mój kochany mój.

Nie spali zbyt dużo. Czasami zapadali w drzemkę i budzili się i orientowali że leżą z daleka i wracali do siebie i przytulali się mocno bardzo mocno jakby zagubili się na dobre i właśnie na nowo odnaleźli. A przez całą noc Mike kręcił się po domu i kaszlał i mamrotał.

Gdy nastał ranek stanął nad ich łóżkiem trzymając deskę do krojenia chleba z dwoma porcjami śniadania.

– Macie dzieciaki jedzcie.

Srogi stary Mike stał tak łagodny i blady i przejmujący ze zbolałymi przekrwionymi oczami. Mike zbyt wiele razy był w więzieniu żeby nie być dobrym. Stary Mike który wszystkich nienawidził. Nienawidził Wilsona i nienawidził Hughesa i nienawidził Roosevelta i nienawidził socjalistów bo oni mieli tylko wzniosłe hasła a w żyłach mleko zamiast krwi. Nienawidził trochę nawet Debsa ale nie za bardzo. Po dwudziestu ośmiu latach w kopalni węgla był świetnym nienawistnikiem.

– A teraz jestem gliną na kolei niech mnie szlag glina na kolei co za plugawy sposób zarabiania na życie. – Mike ze swoimi zgarbionymi od kopalni plecami stał z ich śniadaniem. – Macie dzieciaki. Jedzcie szybko. Nie macie za dużo czasu.

Jedli. Mike wyszedł zrzędząc i już nie wrócił do pokoju. Kiedy zjedli leżeli przez chwilę wpatrując się w sufit i trawili śniadanie.

– Burknęło ci w brzuchu.

– Nieprawda. Poza tym nieładnie o tym wspominać. Ale to tobie burknęło.

– To było słodkie ciche burknięcie. Podobało mi się.

– Okropny jesteś. Wstawaj pierwszy.

– Nie ty wstawaj pierwsza.

– Och Joe pocałuj mnie nie jedź.

– Pospieszcie się cholerne dzieciaki.

– Wstawaj.

– Ty.

– Policzę raz dwa trzy.

Wyskoczyli z łóżka. Było chłodno. Trzęśli się i śmiali z siebie i z trudem się ubrali bo ciągle chcieli przerwać i się pocałować.

– Pospieszcie się dzieciaki do diabła. Nie zdążycie na pociąg i Joego zamiast Niemców zastrzelą Amerykanie. Dopiero by było.

Tego ranka wyjeżdżały ich cztery pełne pociągi i na dworcu panował straszny tłok. Całe to miejsce dworzec wagony a nawet lokomotywy były przystrojone proporcami a dzieci i kobiety w większości trzymały flagi małe flagi którymi machały powolnie bezmyślnie. Były trzy orkiestry i zdawało się że grają wszystkie naraz i dużo oficerów pilnujących ludzi i piosenki i burmistrz wygłaszający przemowę i ludzie płaczący i gubiący się i śmiejący i pijani.

Jego matka i siostry tam były i była Kareen i Mike tam był i mruczał cholerni idioci i spoglądał groźnie na wszystkich i uważnie obserwował Kareen.

– I swoje życie jeśli to konieczne aby demokracja nie znikła z powierzchni Ziemi.

Długa droga do Tiperrary droga długa że hej

– Nie bój się Kareen. Będzie dobrze.

– Jak powiedział wielki patriota Patrick Henry

Johnny idź na wojnę idź na wojnę idź na wojnę

– Jak powiedział wielki patriota George Washington.

– Do widzenia matko do widzenia Catherine do widzenia Elizabeth. Będę przysyłał połowę mojej wypłaty a ubezpieczenie taty wystarczy do mojego powrotu.

I wrócimy dopiero jak tu się skończy, skończy tu

– Żwawo chłopcze jesteś teraz w wojsku.

Spakuj swoje kłopoty do tornistra i śmiej się śmiej się śmiej

– Jak powiedział wielki patriota Abraham Lincoln

– Gdzie mój syn gdzie mój syn? Jest nieletni nie widzicie? Dopiero co wrócił z Tuscon jakiś tydzień temu. Trzymali go w więzieniu za włóczęgostwo a ja przyjechałam taki kawał żeby go wyciągnąć. Wypuścili go pod warunkiem że wstąpi do armii. Ma dopiero szesnaście lat tyle że jest duży i silny jak na swój wiek zawsze był. Jest za młody uwierzcie mi to jeszcze dziecko. Gdzie mój mały synek?

Żegnaj mamo żegnaj tato żegnaj mule głośno rżący

– Jak powiedział wielki patriota Theodore Roosevelt

Ameryko kocham cię jesteś dla mnie jak wybranka

– Nie jedź Joe uciekaj zabiją cię ja to wiem nigdy więcej cię nie zobaczę.

Och Kareen dlaczego muszą prowadzić wojnę akurat teraz kiedy się odnaleźliśmy? Kareen mamy ważniejsze rzeczy niż wojna. My Kareen ty i ja w domu. Będę do ciebie wracał wieczorami do mojego domu twojego domu naszego domu. Będziemy mieć tłuściutkie szczęśliwe dzieciaki mądre dzieciaki. To ważniejsze niż wojna. Och Kareen Kareen patrzę na ciebie i masz dopiero dziewiętnaście lat a jesteś stara stara jak stara kobieta. Kareen patrzę na ciebie i płaczę w środku i krwawię.

Tylko modlitwa dziecka o zmierzchu kiedy zapada zmrok

– Jak powiedział wielki patriota Woodrow Wilson

Promyk nadziei wśród tych chmur lśni ciemnych

– Wszyscy wsiadać. Wszyscy wsiadać.

Tam tam tam tam tam

– Do widzenia synu. Pisz do nas. Będzie dobrze.

– Do widzenia mamo do widzenia Catherine do widzenia Elizabeth nie płaczcie.

– Ty należysz do Los Angeles. Niech Bóg ma cię w swojej opiece. Niech Bóg da nam zwycięstwo.

– Wszyscy wsiadać. Wszyscy wsiadać.

Jankesi idą jankesi idą jankesi idą

– Pomódlmy się. Ojcze nasz któryś jest w niebie

Nie mogę się modlić. Kareen nie może się modlić. Kareen Kareen to nie czas na modlitwy.

– Bądź wola twoja jako w niebie tak i na ziemi

Kareen Kareen nie chcę jechać. Chcę zostać i być z tobą i pracować i zarabiać pieniądze i mieć dzieci i cię kochać. Ale muszę jechać.

– Bo Twoje jest królestwo potęga i chwała na wieki Amen.

– Do widzenia Mike do widzenia Kareen kocham cię Kareen.

O powiedz czy widzisz

– Do widzenia mamo do widzenia Catherine do widzenia Elizabeth.

Cośmy tak dumnie sławili

– Ty w moich ramionach Kareen na zawsze.

Na czyje to pasy i błyszczące gwiazdy

Do widzenia wszyscy do widzenia. Do widzenia mój synu ojcze bracie mężu moja kochanko do widzenia. Do widzenia do widzenia moja mamo ojcze bracie siostro ukochana żono do widzenia i do widzenia.

Ponad krajem wolnych ojczyzną dzielnych ludzi

– Do widzenia Joe

– Do widzenia Kareen.

– Joe skarbie kochany Joe przytul mnie mocniej. Postaw torbę i obejmij mnie obiema rękami i przytul mnie mocno. Obejmij mnie obiema rękami. Obiema.

Ty w moich objęciach Kareen. Obiema rękami. Kareen w moich rękach. Obu. Ręce ręce ręce ręce. Mdleję na okrągło Kareen i nie kojarzę szybko. Trzymam cię w moich rękach Kareen. Jesteś w obu moich rękach. W obu moich rękach. Obu. Obu

Ja nie mam rąk Kareen.

Straciłem ręce.

Straciłem obie ręce Kareen obie.

Nie ma ich.

Kareen Kareen Kareen.

Obcięli mi ręce obie moje ręce.

O Jezu matko Boże Kareen obcięli mi je obie.

O Jezu matko Boże Kareen Kareen Kareen moje ręce.

Książkę Johnny poszedł na wojnę kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Johnny poszedł na wojnę
Dalton Trumbo4
Okładka książki - Johnny poszedł na wojnę

Pełna grozy i bólu powieść. Niezwykłe, żywe doświadczenie dla każdego, kto po nią sięgnie. John Bonhaim jest młodym człowiekiem, który jako ochotnik zaciąga...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Tylko to, co ważne
Agnieszka Stec-Kotasińska
Tylko to, co ważne
Odrodzone królestwo
Elżbieta Cherezińska
Odrodzone królestwo
Szpiedzy i sufrażystki
Krzysztof Beśka
Szpiedzy i sufrażystki
Leśniczanka
Klaudia Duszyńska
Leśniczanka
Hotel spełnionych marzeń
Justyna Drzewicka
Hotel spełnionych marzeń
Moc Amelki
Barbara Gawryluk
Moc Amelki
Pokaż wszystkie recenzje