Odkryj tajemnicę... „Dziewczyna z czerwonym warkoczem" Krystyny Bartłomiejczyk

Data: 2020-10-16 11:49:46 Autor: Piotr Piekarski

Kiedy farmaceutka Janka Sokół otwiera stary kufer, należący niegdyś do jej prababki Marcjanny – nie wie jeszcze, że zapoczątkuje tym serię niezwykłych zdarzeń. Nagle, tej twardo stąpającej po ziemi dziewczynie, przyjdzie zmierzyć się z niewyjaśnionymi zjawiskami, z nowo poznanymi ludźmi, ale przede wszystkim z samą sobą. To, co jeszcze wczoraj było pewne, dziś dla Janki już takie nie jest… Niełatwo jest dociec prawdy, gdy rodzina ukrywa sekrety. Trudno też ocenić, kto naprawdę kocha, a kto tylko wykorzystuje dla własnych celów.

Obrazek w treści

Już w poniedziałek, 19 października 2020 do księgarń trafi Dziewczyna z czerwonym warkoczem – nowa książka Krystyny Bartłomiejczyk. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Prozami. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment powieści: 

Prolog

Dziewczyna stała odrętwiała. Płakała. To był płacz bez szlochu, bezgłośny. Po prostu łzy płynęły jej po policzkach i skapywały na podłogę. Z całej siły pragnęła stąd uciec, zniknąć bez śladu, trwała jednak bez ruchu, patrząc na bezładnie kotłującą się bryłę rąk i nóg, niszczącą wszystko, co znalazło się na jej drodze. W powietrzu fruwały nienawistne obelgi, wściekłe przekleństwa i bolesne jęki. Mężczyźni toczący zaciętą walkę byli jak chaos i kataklizm, nad którymi nie da się zapanować. Byli nie do okiełznania.

To nie mogło skończyć się dobrze.

Dziewczyna przesunęła rękawem po mokrym policzku, a potem rozluźniła kołnierzyk bluzki. W altanie było przeraźliwie gorąco, zupełnie jak w rozżarzonym piecu. Oddychała z coraz większym wysiłkiem. Uduszę się – pomyślała. Z trudem odwróciła głowę od walczących i się rozejrzała. Przez chwilę nie rozumiała, na co patrzy. Jakieś czerwone języki lizały kamienne ściany, sunęły po suficie, pozostawiając za sobą czarny wypalony ślad…

Dobry Boże! Płomienie… Pożar!

Krzyknęła ostrzegawczo, a kiedy nie zareagowali, podbiegła, żeby ich rozdzielić, okazało się jednak to ponad jej siły i możliwości. To była straceńcza walka. Na śmierć i życie.

Zakręciło się jej w głowie tak mocno, aż się zatoczyła. Żar stawał się nie do zniesienia, dym szczypał w oczy i zatykał płuca, a każdy oddech ranił gardło, jakby łykała kolce. Przeraziła się, że jeszcze chwila, a zginie tu razem z nimi. Zgięła ramię w łokciu, by zakryć nim usta i nos, i wybiegła na zewnątrz. Odetchnęła głęboko, łapczywie chwytając powietrze, kaszląc i krztusząc się, gdy jej płuca wypełnił tlen.

Na dziedzińcu panował straszliwy zamęt i zgiełk. Z okien dworu leciały rzeczy wyrzucane przez zdesperowaną służbę, próbującą ocalić, co się da. Płomienie jeszcze nie dotarły do budynku, ale była to tylko kwestia czasu. Ogień szybko się rozprzestrzeniał.

Dostrzegła grupę mężczyzn i kobiet z wiadrami z wodą.

– Tam… ratujcie – szepnęła z wysiłkiem, pokazując płonącą altanę.

– Nic się nie da zrobić! – krzyknął jakiś człowiek biegnący przez dziedziniec z kołowrotkiem pod pachą. Drugą ręką ciągnął opierającego się dzieciaka.

– Przeklęta dziewka!

Dziewczyna poczuła mocne pchnięcie i poleciała do przodu kilka kroków.

Odwróciła się. Stała za nią dumnie wyprostowana wysoka, chuda kobieta, której ciało przypominało wydłużoną klepsydrę. Miała na sobie sukienkę z czarnego jedwabiu. Jej ciemne oczy płonęły nienawiścią i okrucieństwem. Podczas gdy wszystko wokół zdawało się wirować w szaleńczym tempie, ona stała bez ruchu. Przez chwilę mierzyły się wzrokiem i dziewczyna miała wrażenie, że kobieta zagląda do jej wnętrza, widzi jej przerażenie, ból i poczucie winy. Próbowała coś powiedzieć, ale z jej ust wydobył się jakiś skowyt.

Zanosząc się płaczem, uciekła i popędziła w kierunku bramy. W ostatniej chwili uskoczyła przed wozem strażackim, który wjeżdżał na teren posiadłości. Przystanęła i odwróciła głowę. Patrzyła, jak konstrukcja ustępuje pod naporem płomieni i altana zawala się w kłębach dymu i rozżarzonego gruzu. Osunęła się na kolana, obejmując głowę rękami.

Miała oczy czerwone od płaczu, gdy wchodziła do domu. Jak automat przeszła krótkim ciemnym korytarzem i popchnęła drzwi.

Pokój był mały i skąpo umeblowany – żelazne łóżko, stolik na pałąkowatych nóżkach, drewniana ława pod oknem. W kącie stał kufer, w drugim – jednodrzwiowa szafa. Na haczyku na drzwiach wisiała skromna sukienka ślubna.

Wąskie okno wpuszczało do środka snop przyćmionego światła i nagle pokój wydał jej się duszny i klaustrofobiczny. Uklękła na ławie, otworzyła okno i wyjrzała na zewnątrz. Słońce chyliło się ku zachodowi, naznaczając niebo pasmami czerwieni i przypalonej pomarańczy – kolorami dogasającego dnia.

Kolorami łuny.

Zakryła usta dłonią, żeby zdławić rozpaczliwy krzyk. Nie wiedziała, jak ma teraz żyć, skoro obaj odeszli. Na zawsze. Ten, którego kochała ponad życie, i ten, przy którym miała nadzieję odzyskać choć trochę równowagę wewnętrzną. Mieli znaleźć nowy bezpieczny dom, z dala od tych wszystkich wścibskich, złych oraz mściwych spojrzeń. Miały się skończyć plotki o niej i groźby rzucane pod jej adresem. Miały. Niepotrzebnie tam poszła i teraz jej przyszłość może być gorsza od przeszłości.

Poczuła ból ściskający serce i przenikający duszę. I rozżalenie. I tęsknotę. I nienawiść.

Jej spojrzenie odruchowo powędrowało w bok. W kierunku buteleczki z ciemnego szkła, stojącej na stoliku. Jeśli życie jest źródłem ciągłego bólu i cierpienia, śmierć może być ukojeniem, bo przyniesie kres męczarniom. Wystarczy kilka kroków…

Drgnęła, gdy za jej plecami rozległo się cichutkie kwilenie. Zebrała siły i stanęła na niepewnych nogach. Sprężyny cicho zaskrzypiały, gdy usiadła na łóżku, pochylając się nad śpiącym niespokojnie dzieckiem. W jej zielonych oczach pojawił się zły błysk i zaraz zniknął.

Próbowała je pokochać. Bóg jej świadkiem, że próbowała. Ale nie potrafiła przebić się przez grubą skorupę obojętności. Jakby coś się w niej zacięło. Jak można pokochać kogoś, kto jest nierozerwalną częścią historii, którą pragnie się wydrzeć z pamięci?

Dziewczyna postawiła stopy na gołej podłodze i podeszła do lustra, przyglądając się sobie jak komuś obcemu. Twarz miała bladą, wymizerowaną. Zielone oczy, w których niegdyś tak ochoczo migotały figlarne iskierki, teraz płonęły gorączką. Warkocz ciążył na ramieniu.

Nieszczęsna dziewczyna z czerwonym warkoczem. A mimo to wciąż było w niej coś uwodzicielskiego i kuszącego.

Nie miała pojęcia, co sprawiło, że sięgnęła po nożyce. Wstrzymując oddech, przytrzymała warkocz i po chwili gruby i ciężki splot zawisł bezwładnie w jej dłoni. Niesforne włosy rozsypały się wokół skurczonej nagle, poszarzałej twarzy. Ścisnęła warkocz sznurkiem w miejscu, gdzie został odcięty, i włożyła do kufra. Był już przeszłością.

Potem z szufladki w stoliku wyjęła szkolny zeszyt. Przerzuciła kartki zapisane drobnym, starannym pismem, aż dotarła do czystej strony. Trąc skórę pod zapięciem bransolety zdobiącej szczupły przegub, dłuższą chwilę zastanawiała się, jak ująć w słowa rozpaczliwe myśli. Wreszcie przycisnęła dłoń do papieru i zaczęła pisać.

Dłużej tak nie mogę…

Za oknem coś trzasnęło, jakby sucha gałąź, zaraz potem uszy dziewczyny ułowiły dziwny odgłos, przypominający zdławiony jęk. Zerwała się z dudniącym sercem, a jej ręce mimowolnie opadły wzdłuż boków. Rozpięta bransoleta zsunęła się z przegubu, z brzękiem odbiła się kilka razy od podłogi i potoczyła pod masywną szafę.

Usłyszała soczyste przekleństwo i zwróciła głowę ku oknu. Z cichym, złowrogim szelestem zbliżał się do niej mężczyzna. Wszystko w nim było dzikie – powierzchowność, oczy, postawa czarnej pantery w gotowości do ataku. Taka dzikość nie daje się łatwo ujarzmić. Dziewczyna to wiedziała.

Cofała się krok za krokiem, przykładając rękę do serca, które biło coraz szybciej. W ustach pojawił się kwaśny smak strachu…

Był ciepły letni wieczór tysiąc dziewięćset trzydziestego siódmego roku.

Książkę Dziewczyna z czerwonym warkoczem kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dziewczyna z czerwonym warkoczem
Krystyna Bartłomiejczyk 0
Okładka książki - Dziewczyna z czerwonym warkoczem

Kiedy farmaceutka Janka Sokół otwiera stary kufer, należący niegdyś do jej prababki Marcjanny – nie wie jeszcze, że zapoczątkuje tym serię...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo