Pawełek był wyjątkowym dzieckiem. Fragment książki „Adela. Krok w przeszłość"

Data: 2020-06-05 12:28:11 Autor: Piotr Piekarski

Adela nie miała łatwego życia. Już gdy była dwunastoletnią dziewczynką, zginęli jej rodzice, a i później los nie szczędził jej ciosów oraz niespodzianek. Jej historię poznajemy za sprawą książki Adela. Krok w przeszłość. Autorka powieści, Aneta Krasińska, snuje opowieść o marzeniach, rodzinnych sekretach oraz zmienności losu.

Obrazek w treści

– Bezbronność i bezradność dziecka jest wyjątkowo bolesna i rzutuje na dalszą jego przyszłość. Osoba dorosła jest w stanie szybciej odnaleźć się w momencie osamotnienia

- wywiad z Anetą Krasińską, autorką powieści

Do lektury książki zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. W naszej redakcyjnej recenzji powieści Anety Krasińskiej zaznaczaliśmy, że Adela. Krok w przeszłość to poruszająca historia kobiety, która wciąż zmaga się z życiem, nie mogąc znaleźć spokoju. 

W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam premierowy fragment książki Adela. Krok w przeszłość. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Pawełek był wyjątkowym dzieckiem. Nawet nie wyobrażała sobie, że macierzyństwo może jej przysporzyć tyle radości. Jednocześnie miała poczucie, że matką została zbyt późno. Wiele czytała o dojrzałym macierzyństwie, ale kiedyś przeczytała też o tym, że istnieje małe prawdopodobieństwo, iż dożyje chwili, gdy na świecie pojawią się jej wnuki. Poza tym dojrzałość wcale nie strzeże przed popełnianiem błędów wychowawczych. Owszem, są inne niż u nastoletnich matek, ale nie można ich wykluczyć.

– Pokroję ciasto. – Wstała i wyszła z salonu. Kuchnię połączyli z jadalnią. Musieli wprowadzić pewne zmiany w układzie mieszkania i odpowiednio za nie zapłacić, ale efekt był zadowalający. Każdy, kto dłużej tu przebywał, szybko zapominał, że znajduje się w bloku. Adela kochała tę przestrzeń. Zawsze marzyła o domu z niewielkim ogródkiem, ale to było jeszcze przed nimi. Może na starość…? Dźwięk dzwonka obwieścił przybycie oczekiwanego gościa. Adela otworzyła drzwi i uśmiechem powitała młodą dziewczynę w poszarpanych dżinsach i grubej pikowanej kurtce z kapturem.

– Dzień dobry – odezwała się studentka. – Jestem Joanna. To ze mną jest pani umówiona na rozmowę – wyjaśniła, energicznie potrząsając dłonią gospodyni. – Zapraszam do salonu. Joanna bez słowa zdjęła wysokie glany i podała kobiecie puchową kurtkę, spod której wyłonił się jasnoróżowy rozwleczony sweterek. Adela coraz lepiej rozumiała, dlaczego Joanna zgodziła się przyjść dzisiaj na rozmowę. Widocznie bardzo potrzebowała tej pracy. W rozmowie telefonicznej wspominała, że poprzedni pracodawcy właśnie wyjechali na pół roku do Holandii, a ona nie może bezczynnie czekać na ich powrót.

– Mam referencje i numer telefonu państwa Bednarków – oświadczyła, wchodząc do salonu. – To jest mój mąż Albert Wiśniewski – wyjaśniła Adela, biorąc od dziewczyny kartkę. Albert przywitał się i zaproponował Joannie herbatę. Kiedy wyszedł do kuchni, Adela zaprosiła ją do salonu i usiadły na kanapie. Przez chwilę wnikliwie czytała treść referencji i co rusz z uznaniem kiwała głową. Joanna w tym czasie zdążyła pobieżnie obejrzeć salon. W oknach nie było firanek. Zamiast nich wisiały grube tłoczone rolety w kolorze szarym. W podobnej tonacji utrzymano kanapę. Białe lakierowane meble niemal odcinały się od ciemnej podłogi. Tylko fotel z wysokim zagłówkiem był pstrokaty. Jej wzrok przyciągnął nowoczesny, zawieszony tuż nad telewizorem obraz, na którym namalowano różnobarwne plamy. Na pozór przypominał dziecięcy bohomaz, ale nowoczesny i bardzo oryginalny wystrój wnętrza kazał jej sądzić, że autorem jest jakaś wschodząca gwiazda malarstwa. Może zdołałaby dostrzec nazwisko umieszczone w rogu obrazu, ale światło w salonie było zbyt przyciemnione.

– Nie wiedziałam, że ma pani aż tak długi staż pracy z dziećmi – zaczęła Adela, odkładając kartkę na szklany stolik.

– Pilnowałam dzieci sąsiadów już wtedy, gdy chodziłam do liceum – tłumaczyła, uśmiechając się.

– Lubiłam to zajęcie i miałam kieszonkowe na drobne wydatki. Jasne, niedbale postrzępione włosy opadły Joannie na czoło, częściowo zakrywając szare oczy. Ciągle musiała je przeczesywać dłonią, ale te uparcie wracały na swoje miejsce. – Rozumiem, że ma pani doświadczenie w opiece nad niemowlętami? – spytał Albert, wchodząc do salonu z filiżanką herbaty malinowej, którą ustawił przed Joanną.

– Oczywiście. Jasiem opiekowałam się od trzeciego miesiąca życia, bo pani Bednarek musiała szybko wrócić do pracy.

– Pawełek ma siedem miesięcy. – Adela uśmiechnęła się, spoglądając w stronę wózka. – I jest bardzo grzecznym dzieckiem. Czy może nam pani powiedzieć… – Proszę mi mówić po imieniu – przerwała Albertowi.

– Dobrze, skoro tak sobie życzysz – zgodził się. – W takim razie powiedz nam, jak wygląda twój dzień opieki nad dzieckiem.

– Nie da się ułożyć jednakowego schematu, bo każdy dzień przynosi coś nowego. Staram się bawić z dzieckiem, zgodnie z metodą Montessori podążać śladem jego zainteresowań i je rozwijać.

– Wspominałaś, że studiujesz pedagogikę – wtrąciła Adela z zadowoleniem.

– To wprawdzie pedagogika specjalna, ale lubię tę dziedzinę. Naprawdę dużo się uczę i już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie zacznę pracować z dziećmi niepełnosprawnymi.

– W przypadku Pawełka praktyki nie zdobędziesz, ale to zawsze nowe doświadczenie – oznajmił Albert.

– Na którym jesteś roku? – spytała Ada.

– Na drugim.

– Wybrałaś już temat pracy licencjackiej?

– Wciąż się nad nim zastanawiam.

– Czy opieka nad Pawełkiem nie będzie ci przeszkadzać w nauce? – zapytał.

– Pani Adela powiedziała, że mogę przychodzić po południu. Wtedy już nie mam zajęć na uczelni.

– Czy zdołasz być około czternastej trzy razy w tygodniu?

– Nie będzie z tym najmniejszego problemu. Czyli jesteśmy wstępnie umówieni – oświadczył Albert.

– Pozostaje kwestia finansowa. Jakie są twoje oczekiwania?

– Piętnaście za godzinę?

– W takim razie sprawę uważam za załatwioną – powiedział Albert i ochoczo potrząsnął dłonią młodej dziewczyny.

– Czy teraz mogę zobaczyć państwa synka?

– Zapraszam. – Adela podniosła się z kanapy i podeszła do wózka. Dziecko leżało, zabawnie mrużąc oczy. Wciąż przebierało paluszkami, ale nie wydawało żadnych dźwięków.

– Jaki piękny – zachwyciła się Joanna. – Cześć, maluchu. Dziecko nie zwróciło na nią uwagi, zainteresowane własnymi dłońmi. – Jak się masz? Pewnie jesteś zmęczony po całym dniu świątecznych wrażeń – dociekała, a uśmiech nie znikał z jej twarzy. Spróbowała dotknąć dłoni dziecka, ale nie spotkało się to z jego reakcją. Chłopiec wciąż wpatrywał się w przestrzeń gdzieś za nią. – Obiecuję ci, że wkrótce zaczniemy niezłą zabawę. Już to widzę, jak będziemy razem raczkować po podłodze. I wiesz co? Urządzimy wyścig. A jestem w tym naprawdę niezła – opowiadała mocno przejęta.

Tymczasem dziecko podrygiwało we własnym rytmie. Jego jasne włosy, nieco wytarte na czubku głowy, z przodu sięgały oczu. Widocznie dlatego Adela zaczesała je na bok. Ciemne oczy odbijały się od jasnej cery i sprawiały wrażenie nieobecnych. Joanna przez cały czas śledziła ruchy dziecka i była coraz bardziej przekonana, że coś tu nie gra. Przypomniała sobie jeden z niedawnych wykładów. To niemożliwe, żeby miała rację. Wiele czytała o różnych przypadkach, ale dotychczas nie spotkała takiego dziecka. Wykładowca na zajęciach powiedział wprawdzie, że w ostatnich latach coraz częściej diagnozuje się te schorzenia u dzieci, ale wciąż nie są powszechne. A może przesadza? W końcu jest dopiero na drugim roku studiów. Może jej umysł jest zbyt przeciążony i dlatego wszędzie widzi tylko problemy? Na pewno musi odpocząć. Tych kilka dni powinna poświęcić na wypoczynek, żeby nie zrazić do siebie nowych pracodawców. Wystarczy, że poprzedni wzięli nogi za pas, gdy zaczęła zbyt głęboko wchodzić w ich rodzinne relacje. Zagryzła wargi i odwróciła się w stronę stojącej tuż za nią Adeli.

– Rzeczywiście, Pawełek jest cudownym chłopcem – powiedziała.

– Czyli od stycznia będziesz się nim opiekować? – upewniła się Adela.

– Z ogromną przyjemnością.

– Twoja herbata. – Albert wskazał na kolorową filiżankę, nad którą wciąż unosiła się para. – Spróbujesz ciasta od mojej mamy?

– Chętnie – odparła i nieco ciszej dodała: – Dawno takiego nie jadłam. Adela nałożyła na talerzyk kawałek ciasta i podała go dziewczynie. Ta powoli przeżuwała kęs za kęsem, jedynie potakując gospodarzom i wciąż wpatrując się w dziecko. Myślami była zupełnie gdzieś indziej. A wzbierający w niej niepokój niemal ją obezwładniał.

Książkę Adela. Krok w przeszłość kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Adela. Krok w przeszłość
Aneta Krasińska0
Okładka książki - Adela. Krok w przeszłość

Niespodziewanie, w pewną sylwestrową noc, mała Adela traci wszystko, co kocha. Pozbawiona rodzinnego domu, stara się przetrwać w nieprzyjaznym...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Małgorzata Czerwińska-Buczek
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Zaczekaj na mnie
Monika Michalik;
Zaczekaj na mnie
Topielice
Sylvia Wilczyńska
Topielice
Siódma ofiara
Aleksandra Marinina;
Siódma ofiara
Katastrofalny błąd
Iwona Wilmowska;
Katastrofalny błąd
Cyklon
Przemysław Semczuk
Cyklon
N.P.
Banana Yoshimoto
N.P.
Pokaż wszystkie recenzje