Szczęśliwe zakończenia zdarzają się tylko tam, gdzie nas nie ma. „Tu nie ma nic" Krystiana Janika

Data: 2022-01-17 09:39:10 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… A może jednak niedawno? Może wczoraj, dziś, może jutro? Tuż za rogiem, w twoim bloku, u sąsiada za płotem. Wciąż rozgrywa się ta sama historia. On kocha, ale pije i bije. Ona kocha i wybacza. Bo co jej pozostało? Rodzina musi trzymać się razem – dla dzieci chociażby. O miłości nikt nie mówi, bo po co? Życie kręci się wokół telewizora, meczów polskiej reprezentacji, papierosów i żołądkowej gorzkiej. Czy istnieje cień szansy, że ten odwieczny krąg zostanie w końcu przerwany? On przestanie pić, ona od niego odejdzie. Co się wtedy stanie z tym światem, który zdawał się nie do ruszenia?

Ci, którym uda się wyrwać, będą wspominać swój pobyt w Odchylicach jak przez mgłę. I wciąż będą tu wracać. Bo takie miejsca działają jak magnes – wiecznie uśpione miasteczka, w których nie ma nic.

Obrazek w treści

O ile Reymonta nazywa się piewcą wsi polskiej, o tyle Janik zasługuje na miano piewcy Polski B. Zakochacie się w tej powieści, choć jak w przypadku każdej prawdziwej miłości – czasami będzie bolało.  

Kazimierz Kyrcz Jr

Do lektury powieści Krystiana Janika Tu nie ma nic zaprasza Wydawnictwo Lira. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki: 

Dominik też mnie prał. Napatrzył się od maleńkości na to, co ze mną Wiesiek wyprawiał, i mu się spodobało. Co miałam zrobić? Przecież chłopak jest mój. Ja go urodziłam, wypiastowałam, a podnoszenia na mnie ręki nauczył się od Wieśka. Nikomu na swój los się nie skarżyłam. Matka wiele dla dziecka zniesie.

Dominik jest przynajmniej swój, a nie jak ten ciul, Waldek Piekarz, to znaczy sąsiad nasz. Raz, jak z moim popili, jak Polska z Portugalią na tych europejskich mistrzostwach grała i przegrała, to wyszła z niego świnia. Ja się go grzecznie zapytałam, czy kaszanki by jeszcze nie zjadł, bo mu przecież bardzo smakowała, a on do mnie z gębą wyskoczył.

— Odchujaj się — warknął.

Nogi mi podcięło, bo on na trzeźwo to przecież zupełnie inny człowiek — elegancki, szarmancki i zawsze jakieś dobre słowo powie. Raz to mi nawet wyznał, że jak się w niedzielę do kościoła ubiorę, to jest na czym oko zawiesić. Wieśkowi ciągle powtarzał, że musi być o żonę diablo zazdrosny. A po gorzale do mnie tak się zwracał jak do ulicznicy, lafiryndy jakiejś najgorszej, takiej, co obcym chłopom na kolanach siada. Oczy mi łzami zaszły z tego upokorzenia okrutnego. Odwróciłam się od chama i wtedy usłyszałam kolejną obelgę.

— Pizda głupia.

Tego było już za wiele. Nie będzie mi szmaciarz ubliżał w domu moim, co go Wiesiek własnymi rękami, na mojej ojcowiźnie, wznosił. Odwróciłam się i spojrzałam w te jego pijackie ślipia. Splunęłam mu pod nogi i powiedziałam, co o nim myślę.

— Z pana, panie Waldku, to nie jest żaden pan, tylko cham, największy w całej wiosce — naskoczyłam na sąsiada.

Bóg mi świadkiem, chłopinę zamurowało. Łeb do tyłu odwalił, a mordę rozdziawił, jakby muchy łapał. Ale nie trwało to zbyt długo, bo się w jednej chwili ciul otrząsnął. Normalnie, jakby mu ktoś zimną wodą w mordę chlusnął. Popatrzył na mnie gniewnie, wstał z krzesła, a chwilę później złapał mnie za ramiona i zaczął szarpać.

— A co ja twoja baba jestem, żebyś mną tak pomiatał? Szmaciarzu ty, gnoju, chamie, knurze przaśny, wieprzu obesrany! — nie przestawałam mu ubliżać.

Jak mu tak wygarniałam, to zdałam sobie sprawę, że chłop nie ma za grosz honoru, bo zamiast mnie przeprosić, chrumkał radośnie jak ta świnia w bajorku. W końcu przestał się uśmiechać, minę dobrą zrobił do tej gry złej, czy jak to się tam mówi. Pomyślałam, że doszło do niego, jak głupio postąpił, ale nie miałam racji, bo sąsiad puścił mnie i prawą ręką w gębę strzelił, aż mi w środku coś chrupnęło. Zęby chyba, ale teraz to już nie pamiętam.

Ja wiele w życiu zniosłam i naprawdę wiele potrafię zrozumieć, bo jak mnie Wiesiek pierze, to też rozumiem — on w końcu mój chłop, a ja jego baba, jemu poślubiona. Jak mi Dominik czasem po pysku da, to też nic nie mówię, bo on też swój. Ale ten Piekarz to przecież obcy człowiek, więc ręki na mnie podnosić nie powinien. A podniósł i w ogóle się nie bał, że go Wiesiek za to z chałupy wypierdoli.

Książkę Tu nie ma nic kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Tu nie ma nic
Krystian Janik 1
Okładka książki - Tu nie ma nic

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… A może jednak niedawno? Może wczoraj, dziś, może jutro? Tuż za rogiem, w twoim bloku, u sąsiada za płotem...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo