Witamy w Auschwitz. Fragment książki „Tajemnica z Auschwitz"

Data: 2019-12-03 12:14:47 Autor: Sławomir Krempa

Za każdym numerem wytatuowanym na przedramieniu, kryje się tajemnica. Ta wyszła na jaw dopiero 75 lat po Auschwitz.

Czy można być bohaterem i tchórzem zarazem? Fatalnym mężem i jeszcze gorszym ojcem, a jednak zasłużonym patriotą? Jaka jest najwyższa cena, którą można zapłacić za Polskę?

- Wojnę zwykle oglądamy przez pryzmat opowieści mężczyzn, żołnierzy, partyzantów. Stają się bohaterami, którzy zmieniają świat, stawia się im pomniki, odznacza i poświęca hasła w encyklopediach. Tymczasem w „Tajemnicy z Auschwitz" opisuję losy kobiety, która do obozu koncentracyjnego trafiła jako zakładniczka za działającego w podziemiu męża. Na jego powstała masa opracowań, ona wymieniana jest w nich zaledwie dwukrotnie: „żonaty z…” i „zmarła w…” W miarę poszukiwań okazało się, że takich zakładniczek za męża w obozach było mnóstwo, tylko jakoś się o nich nie opowiada. Nie wiemy zbyt wiele o frontach, na których walczyły kobiety. Chciałam ocalić choć ten maleńki puzzelek historii...

- przeczytajcie wywiad z Niną Majewską-Brown

Stefania doświadczyła piekła na własnej skórze. Będąc żoną słynnego partyzanta AK, trafiła za niego do Auschwitz. Zakładniczka i ofiara „męskiej“ wojny, sama znalazła się na froncie. Jej wojna to obozowe baraki, place apelowe i kilometry drutów pod napięciem. Głód, selekcja i ciągłe zagrożenie śmiercią. Paniczny strach o dzieci, wyrzuty sumienia i ból. A jednak przetrwała. Przeszła przez piekło Auschwitz, Ravensbrück, Flossenbürg. Przeżyła „marsz śmierci“ do Zwodau. Duża w tym zasługa Jürgena – strażnika-esesmana, który jak ona zostawił w domu dwie małe córeczki. To, co ich połączyło, to jeszcze przyjaźń czy już miłość. Tego nie napisał żaden scenarzysta, tę historię napisało życie.

Pragnę by świat zrozumiał, że prawdziwymi bohaterami nie zawsze są ci, stawiani na cokołach. My kobiety, zazwyczaj ciche i skromne, wspierające mężczyzn na frontach ich życiowej walki, aktorki drugiego planu, wielokrotnie płaciłyśmy najwyższą cenę za sławę naszych ojców, mężów i synów.

- Ewa, córka Stefanii

Do lektury książki Tajemnica z Auschwitz zaprasza Wydawnictwo Bellona. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy w naszym serwisie jej premierowe fragmenty. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Czytałam opis Apokalipsy w Biblii i z przykrością muszę przyznać, że autor miał ograniczoną wyobraźnię. To, czego doświadczam teraz, jest bardziej koszmarne od najgorszych wizji, o których słuchałam na rekolekcjach w kościele. To tak, jakby piekło zmaterializowało się na ziemi. Nie rozumiem, jak ludzie mogą robić takie rzeczy innym ludziom. Przecież każdy z nich ma jakąś matkę, rodzinę, jakichś kuzynów i braci, przyjaciół. Jak mogą dopuszczać się czegoś takiego? Jak mogą nie pomyśleć, że coś podobnego mogłoby spotkać kogoś z ich bliskich, i nie powstrzymać ręki? Jak mogą być katami, czartami w ludzkiej skórze, jak mogą się nie bać boskiej sprawiedliwości? Jak? Jak? Jak?

Byłam bita w więzieniu, ale czegoś takiego się nie spodziewałam, nie potrafiłam sobie wyobrazić, i gdyby ktoś mi o tym opowiadał, nie uwierzyłabym.

Część ludzi ma ze sobą walizki i tobołki, które kurczowo ściskają w rękach. Tłum odruchowo faluje ku tyłowi, żeby być jak najdalej od wyszczerzonych kłów wielkich psów. Zastanawiam się, co im dosypują do jedzenia i jaką urządzili im tresurę, że tak zmanipulowali zwierzęce, z natury dobre umysły. Zachowują się jak wataha wygłodniałych wilków.

– Ustawić się!

I znowu bicie! Wrzaski esesmanów i strzały, nie wiem ostrzegawcze czy kogoś pozbawiły życia. Zaczynamy się popychać i na siebie wpadać. Jestem skostniała z zimna, a jednak mój umysł nie na tym się skupia. Nikt nie chce stanąć z przodu, gdzie wściekłe kundle toczą pianę z pysków. Niektórzy są tak wyczerpani, że nie potrafią ustać na nogach o własnych siłach. Bezradnie podpierają się o nieznanych sąsiadów i usiłują przetrwać pierwszą stację naszej męki. Na szczęście stoję w trzecim rzędzie, neutralnym, tak mi się przynajmniej zdaje, i pełna napięcia obserwuję, co za chwilę się wydarzy. Przyglądam się budynkom i kolczastemu drutowi, który otacza teren. Mam świadomość, że znalazłam się w pułapce, z której nie ma ucieczki.

Stojący przed nami władczy esesman ze złotymi błyskawicami na mundurze, o twarzy zniekształconej grymasem złości, wydziera się, że mamy się pospieszyć. Część z nas nie rozumie, co mówi, i dopytuje towarzyszy, o co chodzi. Ludzie potulnie, szeptem przekazują sobie zasłyszane słowa, tłumacząc je na różne języki. Słyszę polski, rosyjski, chyba czeski i jeszcze jakiś, którego nie umiem zidentyfikować.

Niemcy najwyraźniej mają doświadczenie w takich transportach, bo jeden z nich wchodzi na rampę i głośno woła:

– Po czterech. Stać prosto!

Spoglądamy przed siebie i jak na wojskowej musztrze usiłujemy wyprostować przygięte strachem kręgosłupy.

– Oddać bagaże. – Despotycznie wskazuje ręką miejsce, w którym należy złożyć torby, tobołki i walizki.

Nikt się nie porusza, zupełnie jakbyśmy nagle ogłuchli.

– Oddać torby, natychmiast! – To mówiąc, sugestywnie kładzie dłoń na kaburze i bawi się naszym lękiem. Powoli ją odpina, niby od niechcenia wyjmuje pistolet i strzela.

Nie wiem, jakim cudem, ale nie trafia nikogo, tak przynajmniej mi się wydaje, bo nie słyszę krzyku ani jęku. Dopiero później zauważam, że trochę dalej bezgłośnie upada młoda dziewczyna.

Działa to na ludzi jak najlepszy doping i wszyscy niemal się przepychają, żeby złożyć na stercie swój nędzny dobytek. Nie ruszają się tylko dwie eleganckie kobiety, ubrane w futra i kapelusze, u których stóp stoją takie same tekturowe brązowe walizki z metalowymi okuciami.

– Oddać bagaże! – Wysoki, szczupły esesman podchodzi i zbliża twarz do twarzy jednej z nich na odległość zaledwie kilku centymetrów. Krzyczy, opluwając jej policzki i oczy, jednak dziewczyna albo jest nienormalna, albo tak oszołomiona, że nie robi to na niej wrażenia.

Po chwili, uderzona pięścią w splot słoneczny, zgina się wpół i upada. Nim zorientujemy się, co się dzieje, walizki chwyta ryży żołnierz, który stoi tuż za esesmanem, i z łatwością ciska je na kupę innych bagaży. Jedna się otwiera i wypadają z niej starannie złożone jedwabne bluzki i para granatowych butów na niewielkim obcasie.

Nim odejdziemy, po bagaże podjeżdża samochód. Wystraszeni ludzie patrzą, jak ich niewielki dobytek składający się z lichych, a jednak najcenniejszych rzeczy, jakie zgromadzili w życiu, znika w czeluściach paki. Zostają odarci z resztek nadziei, że wykupią się z piekła.

Wreszcie w pochodzie ruszamy przed siebie. Krok za krokiem przybliżamy się do śmierci, do miejsca, z którego nie da się uciec. Zostawiamy za sobą na śniegu ciała tych, którym nie starczyło sił, by wyruszyć choćby w tę drogę.

To nam uzmysławia, że ci, którzy straszyli nas w wagonie, mówili prawdę, wiedzieli lepiej. Wreszcie pojawia się brama z fikuśnym łukowatym zwieńczeniem, w które wpisane są trzy słowa: ARBEIT MACHT FREI. Przez tłum przetacza się fala szeptu: Praca nas wyzwoli, praca czyni wolnym, pracuj, a nic ci się nie stanie, przeżyjemy, jak będziemy dobrze pracować.

Niemal fizycznie czuję, jak w niektórych wstępuje nadzieja. Stojąca obok mnie dziewczyna w wełnianej czerwonej sukience i modnym czarnym płaszczyku oddycha z ulgą i niemal płacze odprężona. Ja jednak jestem czujna jak szczur w potrzasku. Węszę w tych trzech słowach podstęp i zastanawiam się, jak będzie naprawdę. Nie mam wątpliwości, że zmuszą nas do ciężkiej, pewnie katorżniczej pracy, tylko jeszcze nie potrafię przewidzieć, co będzie jej towarzyszyć.

Przechodzimy przez bramę i naszym oczom ukazuje się szereg ceglanych budynków. Esesmani jakby na powrót sobie o nas przypominają i ze zdwojoną mocą tłuką, zmuszając, byśmy ustawili się w równych rzędach.

Stoimy tak długo, w oczekiwaniu nie wiadomo na co, i kostniejemy coraz bardziej. Stopy mam tak zlodowaciałe, że niemal nie czuję palców.

Wreszcie pojawia się on. Sam nowy komendant obozu Arthur Liebehenschel*, który tylko okazjonalnie zadaje sobie trud „witania” przybyłych. Jest prosty, władczy i emanuje przekonaniem, że wszystko mu wolno, że jest bezkarny, jest tu bogiem.

– Witamy w Auschwitz! Teraz to wasz dom. – Uśmiechając się ironicznie, przechadza się przed nami, uważnie przypatrując się zmęczonym, zalęknionym twarzom, jak jastrząb szukający ofiary. Odruchowo spuszczam wzrok, jakby miało mi to zapewnić niewidzialność. – Jesteście wrogami narodu niemieckiego i w zasadzie nie macie prawa żyć. Nie będzie dla was litości ani współczucia. Skończycie jako dym i popiół z krematoryjnych pieców. Ale posłuszni nie muszą się bać. Damy wam jeść i pić, będziecie mieli dach nad głową! Musicie tylko wykonywać nasze rozkazy, a nie stanie się wam krzywda! – Mówi coraz dobitniej, wykrzykując kolejne słowa. – Praca czyni wolnym! Pamiętajcie! Każde nieposłuszeństwo będzie surowo karane biciem lub śmiercią. Jeśli chcecie przetrwać, macie być posłuszni i uczciwie pracować. Jeśli nie, od razu możecie się rzucić na druty, dla niektórych to będzie przeznaczeniem i wybawieniem.

Ciarki niczym stado mrówek biegną mi po plecach. Boję się, że fizycznie nie podołam. Boję się, że nie przetrwam.

Okazuje się, że dopiero teraz Niemcy się dowiedzą, kogo właściwie tu przywlekli. Po wysłuchaniu powitalnej mowy, która w niektórych wlała irracjonalną nadzieję, a innym ją zupełnie odebrała, pokornie podchodzimy do stolików, gdzie siedzą, w obstawie czujnych esesmanów z odbezpieczonymi karabinami, ludzie w pasiastych, przypominających piżamy ubraniach. Domyślam się, że to osadzeni, bo wszyscy mają taką samą idiotyczną odzież, takie same czapki na głowach i smutek wyryty na twarzach. I to moje pierwsze wspomnienie obozowe, które będzie mi się przesuwało pod powiekami do końca moich dni.

Książkę Niny Majewskiej-Brown możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Tajemnica z Auschwitz. Prawdziwa historia
0
Okładka książki - Tajemnica z Auschwitz. Prawdziwa historia

Za każdym numerem wytatuowanym na przedramieniu, kryje się tajemnica. Ta wyszła na jaw dopiero 75 lat po Auschwitz. Czy można być bohaterem i tchórzem...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
Pokaż wszystkie recenzje