Producent filmowy podejrzany o morderstwo. "Znamienne stany świadomości"

Data: 2021-09-06 09:18:34 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Jacek, nie mogąc liczyć na przychylność policji w uzyskaniu licencji detektywa, zakłada działalność gospodarczą jako jasnowidz i w ten sposób oferuje swoje usługi. Tym razem musi odkryć zabójcę gwiazdy popularnej telenoweli, uwolnić podstarzałego „szołmena” od szantażystów oraz odnaleźć boskiego Mikele, znanego głównie z romansu z celebrytką Kasiyą.

Wszystko to mu się udaje, gdyż łączy w sobie przenikliwość Sherlocka Holmesa z łobuzerskim wdziękiem porucznika Borewicza i irytującym charakterem doktora House’a. Ta wybuchowa mieszanka powoduje, że może liczyć na sympatię wielu kobiet i szczerą nienawiść rosnącej rzeszy swych wrogów, którzy za jego sprawą trafili za kratki.

Obrazek w treści

Znamienny stany świadomości to kolejna powieść z cyklu doskonałych komedii kryminalnych, w których nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dzieje się z Jackiem Przypadkiem! Do lektury nowej książki Jacka Getnera zaprasza Wydawnictwo Lira. Ostatnio mogliście przeczytać pierwszy fragment powieści, tymczasem już teraz zapraszamy Was do lektury kolejnego fragmentu książki: 

— Czyli mówisz, że… to już koniec między wami?

— Myślę, że tak, mamo.

— I nie ma już żadnej nadziei? — Pani Felicja spojrzała na syna niemal błagalnie.

— Może i jest. — Jackowi trudno było odebrać matce choć najmniejszy cień nadziei. Ale wiedział też, że nie wolno mu dawać jej zbyt dużo. — Nie liczyłbym jednak na to. Dobrze sprawę przemyśleliśmy i rozstajemy się w przyjaźni. Zresztą myślę, że wciąż będziemy się czasem spotykać.

Zadzwoniła komórka Jacka. Przypadek zerknął na wyświetlacz, ale nie kojarzył zupełnie tego numeru. Przeprosił wzrokiem smutną matkę i odebrał.

— Jacek Przypadek, słucham… Tak, to ja, a o co chodzi? — Jacek spokojnie wysłuchiwał, co ma mu do powiedzenia jego rozmówca. — Tak, myślę, że mogę się tego podjąć… Musielibyśmy tylko porozmawiać o szczegółach. Dobrze, przybiegnę do pana, proszę podać adres, zapamiętam. — Przypadek pokiwał głową, wbijając sobie w pamięć, gdzie i kiedy się umówił, a potem rozłączył się. — No proszę, proszę…

— Coś się stało, synku?

— Dzwonił nowy klient.

— Kto tym razem?

— Pan Kokoszka, producent filmowy. Jest podejrzany o morderstwo.

Redaktor Malwina Żarska, dziennikarka „Nowego Życia”, wchodząc na salę ćwiczeń jednego z najmodniejszych fitness clubów stolicy, wprost nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy tam swoją redakcyjną koleżankę, Anię Sobanię. Z najlepiej poinformowanych źródeł wiedziała, że starania przyjaciółki o względy pana Przypadka wciąż spełzały na niczym. A takie porażki kończyły się zwykle masakrowaniem sprzętu treningowego, który to widok Malwinie sprawiał szczególną radość.

Dlatego, kiedy Żarska zobaczyła Anię chodzącą spokojnie na stepperze, uznała, że musiało się stać coś naprawdę niezwykłego. Czyżby ten Błażej Sakowicz, uważający się za Młodego Boga Seksu, był rzeczywiście tak niewiarygodnym kochankiem, że potrafił pozbawić Anię wszelkich frustracji? Ta myśl ją nieco zaniepokoiła.

A ponieważ była jej przyjaciółką, nie mogła pozwolić na to, żeby pani redaktor Sobania się nie denerwowała.

— Ty wiesz, że wszyscy cały czas mówią o tym koncercie? — zapytała ją od niechcenia.

— Widać nie mają lepszych tematów.

— A właśnie, nie zapytałam. Jak ci się podobał?

— Byłam na lepszych. 

— A ja uważam, że był niezły. No, może akustyka nie rewelacyjna, ale trudno wymagać zbyt wiele od plenerowej imprezy. Chociaż gdybyśmy siedziały w pierwszym rzędzie...

— Trzeba było dać znać panu Przypadkowi, to może by cię zaprosił. Przecież podobno tak dobrze go znasz.

— A ty nie chciałabyś siedzieć w pierwszym rzędzie?

— Nic a nic. Mnie nie interesują takie romantyczne pokazy. Zresztą, dziwię się, że ciebie interesują.

— Koncert jest już słynny, a jeszcze nikt o nim nie napisał. Pomyślałam, że muszę nadrobić ten brak. Dlatego zbieram opinie widzów. I chętnie wysłucham twojej.

— Powiedzmy, że nie poleciłabym go dobrym znajomym. Chociaż zakładam, że ty marzyłabyś o zasiadaniu w pierwszym rzędzie. — Ania zerknęła na Malwinę kpiąco.

— O co ci chodzi? — Redaktor Żarska spojrzała na koleżankę lekko zdenerwowana. W odróżnieniu od niej była osobą spokojną, opanowaną i wyprowadzenie jej z równowagi było nie lada sztuką. Ale wyglądało na to, że Sobania jest na najlepszej drodze do dokonania tego.

— Błażej mi powiedział, że kiedyś, zanim się jeszcze poznałyśmy, uganiałaś się za panem Przypadkiem. To prawda?

Twarz Malwiny stężała. Cholera, nie przewidziała, że ten przyjaciel Jacka, ten cały zwariowany Sakowicz, może coś chlapnąć Ani o ich przeszłości. Żarska nie traktowała początkowo poważnie związku koleżanki z tym lekko stukniętym mecenasem. Zresztą, sama zainteresowana deklarowała, że spotyka się z nim tylko po to, by wzbudzić zazdrość Przypadka. Ale mimo fiaska tego planu, wciąż spędzała z nim dużo czasu. Zastanawiająco dużo czasu.

A pomyśleć, że jeszcze przed chwilą, kiedy Malwina wchodziła na salę fitness clubu, wydawało się jej, że to ona jest górą w tej subtelnej grze, jaką ze sobą od dawna prowadziły. Nie minęły trzy miesiące od momentu, kiedy założyła się z koleżanką, że ta nie da rady usidlić na stałe Przypadka. Redaktor Sobania podjęła to wyzwanie i początkowo wydawało jej się, że osiągnęła sukces. Spędziła z Jackiem uroczą noc i była pewna, że wkrótce nie będzie się mogła wprost od niego opędzić.

Ale po tym jednorazowym sukcesie nastąpiło długie pasmo klęsk.

Malwina była więc już niemal pewna, że to nie Przypadek w Ani, ale Ania zakochała się w Przypadku. I po raz pierwszy wygra z koleżanką tego typu zakład, którego stawką było jak zwykle opłacenie trzymiesięcznego karnetu za zajęcia w fitness clubie.

— To jak to z tym uganianiem było? — powtórzyła manifestacyjnie swoje pytanie Ania.

— Nie uganiałam się — odpowiedziała Malwina, siląc się maksymalnie, aby jej głos był spokojny. — Po prostu byłam z nim związana…

— Ale chyba niezbyt mocno, bo dość łatwo się wywiązał z tego związku…

— Przypominam, że tobie udało się zaliczyć tylko jedną noc, a ja się z nim spotykałam prawie dwa miesiące.

— Prawie dwa miesiące? — Ania udała, że patrzy na koleżankę z niedowierzaniem. — Co za sukces! To jak z tym swoim nowym „misiem” jesteś już ponad trzy miesiące, to niedługo szykuje się ślub? A właśnie, dlaczego ja go jeszcze nie poznałam?

— Zbliża się termin płacenia za fitness — uśmiechnęła się chłodno Malwina. — Gdybyś była tak miła i zdecydowała się uznać swoją przegraną, miałabym ten kłopot z głowy.

— Nic z tego. Ja się tak szybko nie poddaję! Jeszcze go dopadnę, zobaczysz.

— Bardzo sprytnie. W ten sposób możesz w nieskończoność odsuwać wizję przegranej, łudząc siebie i mnie, że jeszcze kiedyś ci się uda.

— To nieprawda!

— Czyżby? To może ustalimy, że od dziś masz trzy miesiące. I albo ci się uda, albo uznasz swoją przegraną w zakładzie. Zgoda? — Żarska wyciągnęła dłoń.

Redaktor Sobania popatrzyła wściekła na koleżankę.

Jeszcze nigdy nie musiały do ich zakładu wprowadzać tak upokarzającego warunku. Zwykle wszystko trwało tydzień, góra dwa. Ale teraz rzeczywiście ciągnie się to irytująco długo. Dlatego nie ma wyjścia.

— Zgoda! — Sobania uścisnęła dłoń koleżanki. — Mam nowy plan. Tym razem niezawodny.

Przypadek oglądał właśnie plejadę gwiazd serialu Miłość i medycyna, których zdjęcia były porozwieszane na ścianach sekretariatu, kiedy odniósł wrażenie, że ktoś powiedział do niego: „Dzień dobry, panie Jacku”. Po chwili namysłu uznał jednak, że to niemożliwe i pewnie się przesłyszał. Przecież nie znał nikogo, kto tu pracował. A poza tym, jeśli ktoś chciał się z nim przywitać, to powinien mówić w sposób umożliwiający usłyszenie czegokolwiek.

— Dzień dobry, panie Jacku. — Tym razem poziom decybeli zawartych w głosie przekroczył granicę słyszalności, choć wciąż można go było określić co najwyżej jako bardzo, bardzo cichy szept.

Przypadek jednak odwrócił się i zobaczył osobnika o przeraźliwie smutnej twarzy. Patrząc na niego wprost, trudno było uwierzyć, że ktoś taki napisał Trzynaste krzesło, najśmieszniejszą komedię teatralną ostatnich lat. I dobrze się stało, że Jacek znalazł na to niezbite dowody, bo sąd mógłby nie dać wiary uzdolnionemu komediopisarzowi. Szczególnie, że sam słynny Franciszek Karasiński-Wołkowyjski twierdził, że to on jest autorem owej komedii, a nie nikomu nieznany pan Fredro.

Książkę Znamienne stany świadomości kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Znamienne stany świadomości
Jacek Getner0
Okładka książki - Znamienne stany świadomości

Jacek, nie mogąc liczyć na przychylność policji w uzyskaniu licencji detektywa, zakłada działalność gospodarczą jako jasnowidz i w ten sposób oferuje swoje...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo