„Atramentowa krew” to już druga część „Atramentowego Świata”, która nie tylko rozwija pomysły znane z „Atramentowego serca”, ale też pogłębia emocje i stawia bohaterów w nowych, dużo trudniejszych sytuacjach. To powieść pełna napięcia, magii i pytań o odpowiedzialność za słowa, które raz wypowiedziane lub zapisane mogą zmieniać życie. Akcja powieści przenosi nas do Atramentowego Świata, krainy zrodzonej z wyobraźni autora, ale żyjącej własnym życiem. To piękne miejsce, pełne niezwykłych krajobrazów i baśniowych stworzeń, a jednocześnie mroczne i niebezpieczne, pełne intryg, walk i śmierci. Cornelia Funke pokazuje, że magia liter to nie tylko marzenie czytelnika o wejściu do książki, ale też ciężar, który może przynieść cierpienie. Ta dwoistość, jednoczesna fascynacja i groza, sprawia, że lektura trzyma w napięciu i mocno działa na wyobraźnię.
Tym razem to Smolipaluch staje się postacią szczególnie poruszającą, a jego historia nabiera nowych barw. Jego tęsknota za utraconym światem i determinacja, by do niego wrócić, pokazują go w zupełnie innym świetle, nie jako figlarza i sprytnego połykacza ognia, ale bohatera rozdartego wewnętrznie, zranionego i pełnego emocji. To sprawia, że w tym tomie można związać się z nim jeszcze mocniej i spojrzeć na niego jak na postać budzącą zarówno sympatię, jak i współczucie. Meggie natomiast dojrzewa na naszych oczach. Jej ciekawość i chęć poznania Atramentowego Świata popychają ją do decyzji, których konsekwencje bywają poważne. Autorka świetnie oddaje jej przejście między dzieciństwem a młodością. Naiwność splata się w niej z odwagą, a marzenia z pierwszymi próbami dorosłego myślenia. Obok niej pojawiają się Farid, z całym swoim oddaniem i młodzieńczą emocjonalnością, oraz Fenoglio, pisarz, który trafia do świata własnej opowieści i musi zmierzyć się z tym, że dzieło wymyka mu się spod kontroli. Ten wątek, autor uwięziony w fabule, którą nie potrafi już sterować, jest jednym z najciekawszych elementów powieści i wywołuje refleksję o sile literatury.
Funke prowadzi nas przez kolejne strony z ogromnym rozmachem, ale też dbałością o szczegóły. Opisy przyrody, atmosfery i sytuacji są niezwykle sugestywne. Styl autorki jest plastyczny, pełen metafor, a jednocześnie bardzo płynny, dzięki czemu historia wciąga bez reszty. Nawet mroczne sceny, pełne grozy i śmierci, zachowują w sobie coś z baśniowego klimatu, tak charakterystycznego dla tej serii. Powieść porusza wiele ważnych tematów. Mówi o tęsknocie, potrzebie przynależności, o odwadze i odpowiedzialności za własne decyzje. To także opowieść o samej sile słów, o tym, że literatura ma moc przenoszenia nas w inne światy, ale też niesie ze sobą ryzyko, bo opowieści żyją własnym życiem i nie można cofnąć raz zapisanej historii. Lektura tego tomu to prawdziwa podróż pełna emocji, od wzruszenia, przez zachwyt, aż po napięcie i grozę. To książka, która zostawia czytającego z pytaniami i niedosytem i sprawia, że z niecierpliwością wyczekuje się kolejnego tomu.
„Atramentowa krew” to rozwinięcie, które pokazuje, jak bogaty, wielowarstwowy i żywy potrafi być Atramentowy Świat. To opowieść, która wciąga tak mocno, że trudno się z niej wydostać, a kiedy książka dobiega końca, pozostaje uczucie, jakby naprawdę zostawiło się kawałek siebie wśród słów utkanych atramentem. Bardzo lubię tę serię i bardzo ją Wam polecam 💙
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2025-08-13
Kategoria: Dla dzieci
Kategoria wiekowa: 9-12 lat
ISBN:
Liczba stron: 656
Tytuł oryginału: Tintenblut
Dodał/a opinię:
maitiri_books
Szprota i jej trzy koleżanki, zwane też Dzikimi Kurami, spędzają wspólnie wspaniały tydzień nad morzem. Tymczasem Pigmeje wciąż usiłują wykręcić dziewczynom...
Lilli ma bzika na punkcie magii. Jej przyjaciółka Rosanna powoli traci cierpliwość. Zbliża się Noc Walpurgii - święto czarownic. Lilli namawia Rosannę...