Recenzja
„Belgijski potwór”
Autor: Anna Krystaszek, Wydawnictwo: Lava
Współpraca reklamowa, barter
"Bo nawet gdy uda mi się to wszystko w jakis magiczny sposób zapomnieć, zawsze będę miała w sobie jakąs cząstkę tego potwora. Nie tylko w ciele, które nie będzie potrafiło zapomnieć tego złego dotyku, ale i w głowie. Będzie lęk, strach przed spontanicznością i ten cholerny smutek. Zawsze tam będzie."
Są historie, od których nie da się odwrócić wzroku, choć każda strona boli. „Belgijski potwór” to właśnie taka opowieść, mroczna, duszna i przerażająco prawdziwa. Autorka zabiera czytelnika do Belgii lat 90., gdzie pod fasadą zwyczajności narasta zło o niewyobrażalnej skali. Zło, które nie rodzi się nagle, lecz latami dojrzewa, karmione obojętnością, zaniedbaniami i milczeniem systemu.
Punktem wyjścia jest zaginięcie dwunastoletniej Louise. Dramat, który dla systemu okazuje się kolejną sprawą do odhaczenia, dla jej matki staje się końcem dotychczasowego świata. Alice Simon wie. Nie podejrzewa, nie domyśla się, ona czuje, że jej dziecku stało się coś strasznego. Ten matczyny instynkt, niemal biologiczny krzyk, staje się jednym z najmocniejszych i najbardziej poruszających elementów powieści. Krystaszek pokazuje cierpienie nie jako chwilowy impuls, lecz jako stan trwania: zawieszenie między nadzieją a rozpaczą, które powoli wyniszcza.
Autorka prowadzi narrację wielogłosowo, zderzając ze sobą perspektywy ofiar, ich bliskich, policjantów oraz sprawcy. Dzięki temu historia nie jest jednowymiarowa, staje się dusznym, klaustrofobicznym obrazem świata, w którym zło może funkcjonować latami, bo nikt nie chce spojrzeć mu w oczy. Szczególnie przejmujące jest ukazanie instytucjonalnej bezradności: opieszałości policji, procedur ważniejszych niż człowiek, systemu reagującego dopiero wtedy, gdy presja społeczna staje się nie do zniesienia.
Sprawca nie zostaje sportretowany w sposób sensacyjny. Nie jest to potwór rodem z horroru, lecz człowiek, chłodny, wyrachowany, pozbawiony empatii. I właśnie ten realizm przeraża najbardziej.
Autorka z dużą precyzją kreśli portret psychopaty, który traktuje dzieci jak przedmioty, narzędzia do realizacji chorych fantazji. Ten realizm przeraża najbardziej, bo uświadamia, że takie potwory nie istnieją tylko w fikcji.
Autorka nie epatuje brutalnością, a mimo to czytelnik niemal fizycznie odczuwa strach, bezsilność i upokorzenie ofiar. Każde zdanie jest wyważone, oszczędne, precyzyjne, tu nie ma miejsca na tanie chwyty ani emocjonalny szantaż.
Ogromną siłą książki jest jej społeczny wydźwięk. „Belgijski potwór” nie jest wyłącznie opowieścią o jednej zbrodni. To oskarżenie wymierzone w zbiorową obojętność i pytanie o granice odpowiedzialności: kto milczał, kto nie chciał widzieć, kto pozwolił, by koszmar trwał tak długo? Świadomość, że powieść czerpie inspirację z prawdziwych wydarzeń, potęguje jej siłę rażenia i nie pozwala odsunąć tej historii do bezpiecznej szufladki z napisem „fikcja”.
To lektura trudna, emocjonalnie wyczerpująca, momentami wręcz duszna. Ale właśnie dlatego tak ważna. „Belgijski potwór” zostawia po sobie niepokój, gniew i smutek, a jednocześnie przypomina, że o takich historiach trzeba mówić głośno, nawet jeśli bolą.
Polecam czytelnikom o mocnych nerwach, którzy szukają literatury nie tylko wciągającej, ale i znaczącej. To książka, która nie daje się zapomnieć i zmienia perspektywę.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-11-02
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 239
Dodał/a opinię:
Mirela Marcinek
Wielowarstwowa fabuła tej powieści nie pozwala czytelnikowi poruszać się przewidywalnym torem wciąż zaskakuje nagłymi zwrotami akcji i zmieniającą się...
Urokliwa okolica - jezioro, plaża, las. Wydaje się, że nic nie może zmącić tego spokoju... W malowniczej Turawie bez wieści przepada młoda Ukrainka....