DNA dziecka przenika przez łożysko do krwi matki. Tym samym zostaje w ciele kobiety na zawsze. Stąd macierzyński instynkt. Dlatego matka czuje, gdy dziecku grozi coś złego.
Czuje, kiedy coś jest nie tak. Alice Simon właśnie tak mówiła, gdy pojawiła się pierwszy raz na posterunku. Trzy miesiące temu czuła, że jej córce coś się stało. A teraz wciąż pytała samą siebie:
– Jak ona się z tego podniesie? Jak ona ma teraz żyć normalnie? Powtarzała to w kółko jak jakąś mantrę.
Oparta na prawdziwych wydarzeniach powieść, która przenosi czytelnika w sam środek dramatu rodziny walczącej o odzyskanie dziecka.
Poznaj historię Louise – dwunastoletniej dziewczynki, która znika bez śladu, oraz jej matki, która – wbrew wszystkiemu – nie przestaje czuć, że jej córce dzieje się krzywda. W tej opowieści przeplatają się perspektywy ofiar, rodzin, policjantów i sprawców, tworząc wielowymiarowy obraz piekła, które może czaić się tuż obok. To książka o sile nadziei, determinacji rodziców i odwadze tych, którzy nie godzą się na milczenie.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-11-02
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 239
Recenzja
„Belgijski potwór”
Autor: Anna Krystaszek, Wydawnictwo: Lava
Współpraca reklamowa, barter
"Bo nawet gdy uda mi się to wszystko w jakis magiczny sposób zapomnieć, zawsze będę miała w sobie jakąs cząstkę tego potwora. Nie tylko w ciele, które nie będzie potrafiło zapomnieć tego złego dotyku, ale i w głowie. Będzie lęk, strach przed spontanicznością i ten cholerny smutek. Zawsze tam będzie."
Są historie, od których nie da się odwrócić wzroku, choć każda strona boli. „Belgijski potwór” to właśnie taka opowieść, mroczna, duszna i przerażająco prawdziwa. Autorka zabiera czytelnika do Belgii lat 90., gdzie pod fasadą zwyczajności narasta zło o niewyobrażalnej skali. Zło, które nie rodzi się nagle, lecz latami dojrzewa, karmione obojętnością, zaniedbaniami i milczeniem systemu.
Punktem wyjścia jest zaginięcie dwunastoletniej Louise. Dramat, który dla systemu okazuje się kolejną sprawą do odhaczenia, dla jej matki staje się końcem dotychczasowego świata. Alice Simon wie. Nie podejrzewa, nie domyśla się, ona czuje, że jej dziecku stało się coś strasznego. Ten matczyny instynkt, niemal biologiczny krzyk, staje się jednym z najmocniejszych i najbardziej poruszających elementów powieści. Krystaszek pokazuje cierpienie nie jako chwilowy impuls, lecz jako stan trwania: zawieszenie między nadzieją a rozpaczą, które powoli wyniszcza.
Autorka prowadzi narrację wielogłosowo, zderzając ze sobą perspektywy ofiar, ich bliskich, policjantów oraz sprawcy. Dzięki temu historia nie jest jednowymiarowa, staje się dusznym, klaustrofobicznym obrazem świata, w którym zło może funkcjonować latami, bo nikt nie chce spojrzeć mu w oczy. Szczególnie przejmujące jest ukazanie instytucjonalnej bezradności: opieszałości policji, procedur ważniejszych niż człowiek, systemu reagującego dopiero wtedy, gdy presja społeczna staje się nie do zniesienia.
Sprawca nie zostaje sportretowany w sposób sensacyjny. Nie jest to potwór rodem z horroru, lecz człowiek, chłodny, wyrachowany, pozbawiony empatii. I właśnie ten realizm przeraża najbardziej.
Autorka z dużą precyzją kreśli portret psychopaty, który traktuje dzieci jak przedmioty, narzędzia do realizacji chorych fantazji. Ten realizm przeraża najbardziej, bo uświadamia, że takie potwory nie istnieją tylko w fikcji.
Autorka nie epatuje brutalnością, a mimo to czytelnik niemal fizycznie odczuwa strach, bezsilność i upokorzenie ofiar. Każde zdanie jest wyważone, oszczędne, precyzyjne, tu nie ma miejsca na tanie chwyty ani emocjonalny szantaż.
Ogromną siłą książki jest jej społeczny wydźwięk. „Belgijski potwór” nie jest wyłącznie opowieścią o jednej zbrodni. To oskarżenie wymierzone w zbiorową obojętność i pytanie o granice odpowiedzialności: kto milczał, kto nie chciał widzieć, kto pozwolił, by koszmar trwał tak długo? Świadomość, że powieść czerpie inspirację z prawdziwych wydarzeń, potęguje jej siłę rażenia i nie pozwala odsunąć tej historii do bezpiecznej szufladki z napisem „fikcja”.
To lektura trudna, emocjonalnie wyczerpująca, momentami wręcz duszna. Ale właśnie dlatego tak ważna. „Belgijski potwór” zostawia po sobie niepokój, gniew i smutek, a jednocześnie przypomina, że o takich historiach trzeba mówić głośno, nawet jeśli bolą.
Polecam czytelnikom o mocnych nerwach, którzy szukają literatury nie tylko wciągającej, ale i znaczącej. To książka, która nie daje się zapomnieć i zmienia perspektywę.
Właśnie doczytałam książkę Anny Krystaszek o potworze z Belgii – i jestem w absolutnym szoku! 🤯 To nie jest zwykła opowieść o zbrodni, to głęboka, poruszająca analiza zła, które dzieje się na naszych oczach.
Autorka nie skupia się tylko na sensacji. Z niesamowitą precyzją i wrażliwością pokazuje:
🔎Tło społeczne i systemowe zaniedbania, które pozwoliły Leonowi Dewulf na działanie.
💔Historie ofiar i ich rodzin – to one są w centrum tej opowieści, a nie oprawca.
😡Kompromitację belgijskiej policji i wymiaru sprawiedliwości – aż chciałoby się krzyczeć ze złości!
To mroczna, chłodna i szalenie angażująca opowieść. Czyta się ją jednym tchem, a jednocześnie trudno przejść obojętnie wobec historii ofiar – autorka oddaje im głos i godność, nie popadając w tani sensacyjny ton.
To lektura wymagająca emocjonalnie, momentami przytłaczająca, ale OBOWIĄZKOWA. Czyta się ją jak mroczny thriller, niestety, to wszystko wydarzyło się naprawdę 📖⬛
Czy polecam? TAK, ale z otwartym sercem i dużą rezerwą sił. To jedna z tych książek, które zmieniają sposób patrzenia na świat.
🔥 Mocne strony:
• atmosfera rodem z najmroczniejszych śledztw
• narracja, która wciąga od pierwszej strony
Moja ocena: 8/10🌟
Czytaliście? Jakie są Wasze wrażenia? 👀
BRUNETTE BOOKS
„Dlaczego mnie nie zabiłeś?” pyta Louise po latach swego oprawcę. Śmierć dla bitych do utraty przytomności, brutalnie gwałconych, głodzonych i manipulowanych dziewczynek była upragnionym rozwiązaniem.
12-letnia Louise zostaje porwana w drodze do domu. Policja ignoruje zgłoszenie jej zaginięcia. Jeden z policjantów podejmuje prywatne śledztwo, dołącza do niego dziennikarz. Rodzice nigdy nie odpuszczają. Czy uda się im odnaleźć dziecko i czy wygrają z szajką pedofilską?
To najmocniejsza i najlepsza książka jaką czytałam w ostatnich latach. Przeniknęła mnie zimnem, rozpaczą, gniewem i niedowierzaniem. Wypaliła znak, który na zawsze pozostanie mrocznym zapisem w mojej duszy. Wzbudziła emocje, z którymi nie potrafię sobie jeszcze poradzić.
Powieść oparta jest na faktach. Pomimo, że minęło wiele lat od tych zdarzeń sprawa cały czas żyje w belgijskim społeczeństwie.
Brak jest słów aby określić kim jest Leon Dewulf. Potwór, zwyrodnialec, bestia to zbyt delikatne słowa. Kim są ludzie, którzy korzystali z jego usług? Jak nazwać te osoby? To one za nim stały, to one go sponsorowały, to one go chroniły.
Pomimo przerażająco ciężkiego tematu tej powieści czyta się jak diabelnie dobrze. Pani Krystaszek uczyniła nas bliskim świadkami przeżyć, emocji i tragedii, które dotknęły jej bohaterów. Posadziła nas w odległości oddechu od Dewulfa i jego wspólników każąc obserwować ich zwyrodnienie, radość z popełnianych zbrodni, całkowitą bezkarność i niesamowitą inteligencję.
Książka parzy w dłonie, paraliżuje, odbiera oddech a jednocześnie nie pozwoli się odłożyć. Chwyta za gardło z pierwszym akapitem i trzyma w napięciu do ostatniej kropki. Na pewno na długo pozostanie w mojej głowie. Polecam Wam ją Wasze uwadze.
Dramat sprzed lat powraca i przynosi kolejne ofiary... Paulina została znaleziona w lesie i uparcie twierdzi, że zginął tam człowiek. Policja nie znajduje...
Wielowarstwowa fabuła tej powieści nie pozwala czytelnikowi poruszać się przewidywalnym torem wciąż zaskakuje nagłymi zwrotami akcji i zmieniającą się...
Przeczytane:2025-12-23, Ocena: 5, Przeczytałem,
🌵🌵🌵🌵Recenzja 🌵🌵🌵🌵
Anna Krystaszek " Belgijski potwór "
@anna_krystaszek
Wydawnictwo: Lava publishing Polska
@lavapolska
🌵🌵🌵🌵🌵🌵🌵🌵🌵🌵🌵
" Belgia stała się smutnym krajem. Poczucie strachu i zagrożenia pojawiło się w każdej rodzinie..."
„Belgijski potwór” to nie jest książka, którą się czyta. To książka, którą się przeżywa – kawałek po kawałku, z rosnącym ciężarem w klatce piersiowej i myślą: to przecież wydarzyło się naprawdę.
Od pierwszych stron czuć, że tu nie będzie bezpiecznie. Żadnych miękkich lądowań, żadnych ulgowych rozdziałów. Jest matka, która wie. Nie przypuszcza. Nie liczy na szczęście. Ona po prostu czuje, że jej dziecko cierpi. I ten motyw matczynego instynktu – biologicznego, pierwotnego, niemal zwierzęcego, rozrywa emocjonalnie bardziej niż najbardziej brutalne opisy. Bo to strach, który nie mija. On się sączy. Dzień po dniu.
✨ Co znajdziemy w książce:
⚡zaginięcie dwunastoletniej dziewczynki i ⚡dramat, który rozrywa rodzinę od środka
⚡matczyny instynkt pokazany jako coś pierwotnego, nieomylnego i bolesnego
⚡historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, bez łagodzenia rzeczywistości
⚡wielogłosowa narracja: perspektywa ofiar, rodziny, policji, mediów i sprawcy
⚡bezradność i błędy systemu, biurokracja ważniejsza niż ludzkie życie
⚡portret sprawcy pozbawiony sensacji, za to przerażająco realistyczny
⚡psychiczne i emocjonalne konsekwencje traumy, które nie kończą się wraz z odnalezieniem dziecka
⚡duszny, mroczny klimat, który towarzyszy czytelnikowi do ostatniej strony
⚡oskarżenie zbiorowej obojętności i milczenia otoczenia
⚡książkę, która nie jest rozrywką, lecz trudnym, poruszającym doświadczeniem
Anna Krystaszek pisze chłodno, momentami wręcz surowo, ale właśnie to działa najmocniej. Nie próbuje szokować a mimo to boli. Każde zdanie jest jak krótkie uderzenie: precyzyjne, bezlitosne. Autorka nie pozwala czytelnikowi schować się za dystansem fikcji. Tu nie ma „to tylko książka”. Tu jest brudna rzeczywistość, systemowa znieczulica, ignorancja dorosłych i potwór, który przez lata mógł działać, bo nikt nie chciał patrzeć zbyt uważnie.
Najbardziej przerażające jest to, że „potwór” nie jest jedynym winowajcą. Równie straszna jest bierność, procedury, zamykanie oczu, odkładanie sprawy na później. Ta książka nie krzyczy ona oskarża. Cicho, konsekwentnie, bez patosu. I właśnie dlatego tak mocno zostaje w głowie.
To lektura, po której trudno wrócić do codzienności. Zostawia gniew, bezradność i smutek, ale też poczucie, że o takich historiach trzeba mówić, nawet jeśli są niewygodne, nawet jeśli łamią serce. Nie poleciłabym jej każdemu bo to książka ciężka, mroczna i emocjonalnie wyczerpująca. Ale jeśli się na nią zdecydujesz, przygotuj się na to, że coś w tobie zostanie poruszone. I już takie nie wróci do normy.
„Belgijski potwór” nie daje ukojenia. Daje prawdę. A ona bywa najstraszniejsza.