Okładka książki - Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt

Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt


Ocena: 5.15 (13 głosów)
opis

Są książki, które czyta się bez wysiłku. Płynnie, niemal odruchowo — przewraca się kolejne strony, docenia sprawnie poprowadzoną historię, odkłada je na półkę z poczuciem dobrze spędzonego czasu i idzie dalej. I są też takie, które od pierwszych stron dają znać, że nie będą chciały współpracować. Że nie pozwolą się czytać „ładnie”. Zamiast tego stawiają opór, wchodzą w przestrzeń czytelnika bez pytania o zgodę, zostają na dłużej i zaczynają poruszać rzeczy, które — wydawało się — dawno zostały poukładane i zamknięte.

„Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt” Grady’ego Hendrixa jest właśnie taką książką. Nie próbuje być wygodna ani przyjazna. Nie daje komfortu bezpiecznego dystansu, z którego można spokojnie obserwować wydarzenia, zachowując chłód i obiektywizm. Wręcz przeciwnie — wciąga czytelnika w sam środek historii i zmusza do emocjonalnego zaangażowania, nawet wtedy, gdy bardzo chciałoby się pozostać jedynie obserwatorem.

To lektura, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Zostaje pod powiekami, w myślach, w poczuciu niepokoju, które trudno od razu nazwać. I właśnie dlatego jest tak istotna. Bo nie jest kolejną opowieścią „o czymś strasznym”, czytaną dla dreszczu emocji. Jest doświadczeniem — cichym. Nie jest też horrorem w klasycznym rozumieniu tego słowa, opartym na strachu i gwałtownych efektach. To raczej opowieść o przemocy systemowej, o dziewczęcym gniewie tłumionym przez lata i o próbie odzyskania głosu w świecie, który konsekwentnie ten głos odbiera. Oraz o tym, jak cienka i nieoczywista bywa granica między buntem, który daje siłę, a buntem, który zaczyna niszczyć.

Wellwood House — miejsce, w którym dziewczęta mają zniknąć


Akcja powieści rozgrywa się w 1970 roku, w Wellwood House — ośrodku przeznaczonym dla młodych, niezamężnych ciężarnych dziewcząt. Już sam fakt istnienia takiego miejsca działa jak zimny prysznic. To przestrzeń zaprojektowana nie po to, by realnie pomagać, lecz by usunąć problem z pola widzenia. Dziewczęta trafiają tam, by przeczekać ciążę w izolacji, urodzić dziecko, oddać je do adopcji i wrócić do świata, który ma zapomnieć, że kiedykolwiek istniały w tej „niewygodnej”, niewłaściwej wersji.

Wellwood House pełni funkcję zawieszenia — miejsca pomiędzy. Pomiędzy tym, kim dziewczęta były „przed”, a tym, kim mają się stać „po”. Nie ma tu przestrzeni na żałobę, na sprzeciw, na zadawanie pytań. Jest za to jasno określony scenariusz, którego nikt nie oczekuje, by one negocjowały. Ich zadaniem jest podporządkować się rytmowi dnia, regułom i decyzjom podejmowanym ponad ich głowami. Hendrix bardzo świadomie nie przedstawia Wellwood House jako jawnego piekła. To nie jest miejsce krzyków i otwartej, fizycznej przemocy na każdym kroku. Przeciwnie — to przestrzeń uporządkowana, niemal sterylna, przesycona językiem troski, moralności i „właściwego postępowania”. I właśnie w tej pozornej łagodności tkwi jej największa groza. Bo przemoc nie zawsze krzyczy. Czasem mówi cicho, uprzejmym tonem, zasłania się dobrymi intencjami i wmawia, że wszystko dzieje się „dla twojego dobra”.

Czytając opisy codzienności w Wellwood House, trudno oprzeć się wrażeniu narastającej duszności. Dziewczęta są pozbawione prywatności, autonomii, prawa do decydowania o własnym ciele i własnej przyszłości. Każdy element ich dnia jest kontrolowany, regulowany, oceniany — od sposobu zachowania po emocje, które wolno im okazywać. Cisza ma tu smak wstydu, a posłuszeństwo urasta do rangi najwyższej cnoty.

I choć akcja osadzona jest pół wieku temu, trudno nie zauważyć, jak bardzo te mechanizmy pozostają aktualne. Wellwood House przestaje być jedynie miejscem na mapie fabularnej — staje się symbolem systemu, który wciąż próbuje decydować za dziewczęta i kobiety, narzucając im jedyną „właściwą” narrację i odbierając prawo do własnego głosu.


Neva — gniew jako forma przetrwania


Główną bohaterką powieści jest Neva — piętnastoletnia dziewczyna, która trafia do Wellwood House wbrew własnej woli, bez prawa do sprzeciwu i bez poczucia, że ktokolwiek naprawdę chce jej wysłuchać. Od pierwszych stron widać, że nie jest to postać, którą łatwo polubić. Neva jest zamknięta w sobie, podejrzliwa wobec innych, pełna tłumionej złości. Nie próbuje wzbudzać sympatii ani zrozumienia, nie szuka akceptacji czy współczucia. I właśnie to sprawia, że jest jedną z najbardziej autentycznych bohaterek, z jakimi miałam do czynienia od dawna — nie jest „przyjemna” dla czytelnika, ale jest prawdziwa, namacalna w swoich lękach i reakcjach.

Jej gniew nie ma w sobie nic z teatralnego buntu ani efektownych gestów. Jest cichy, gromadzony latami, osadzony głęboko pod powierzchnią codziennych reakcji, jak niewidoczna rzeka pod lodem. Czasem bywa wręcz niewygodny dla czytelnika, bo nie daje się łatwo usprawiedliwić ani oswoić — nie ma w nim prostych moralnych kodów ani spektakularnej sprawiedliwości. A jednak to właśnie ten gniew staje się dla Nevy formą przetrwania — ostatnią przestrzenią, w której może zachować poczucie własnej tożsamości, że wciąż jest sobą, a nie jedynie „problemem do rozwiązania” przez system czy osoby wokół niej. W tym gniewie kryje się jej siła, jej autonomia i sposób, w jaki stawia opór światu, który próbował ją całkowicie stłumić.

Hendrix nie idealizuje swojej bohaterki i nie próbuje uczynić z niej symbolu niewinności ani literackiej ofiary, którą łatwo można współczuć. Neva bywa egoistyczna, impulsywna, momentami irytująca w swojej nieufności i zamknięciu. Popełnia błędy, reaguje zbyt ostro, czasem rani innych, broniąc tego, co pozostało jej najcenniejsze. Ale to właśnie te cechy sprawiają, że jej perspektywa jest tak przekonująca i prawdziwa. Czytelnik widzi jej wątpliwości, momenty słabości, ale też błyski odwagi i sprytu. Nie mamy tu do czynienia z literacką figurą ofiary — mamy do czynienia z dziewczyną, której odebrano wybór, a która instynktownie, często chaotycznie, broni resztek własnej podmiotowości. W tym chaosie i nieidealności kryje się jej ludzka siła, która sprawia, że Neva zostaje w pamięci jeszcze długo po zakończeniu książki.

Wspólnota zrodzona z bólu


Jednym z najważniejszych elementów tej powieści są relacje między dziewczętami. Hendrix nie proponuje nam prostego obrazu siostrzeństwa ani łatwego pocieszenia w postaci natychmiastowej solidarności. Nie ma tu jednego frontu przeciw opresji, nie ma natychmiastowej zgody i harmonii. Zamiast tego autor ukazuje pełne spektrum emocji: zazdrość, rywalizację, strach, wzajemne uprzedzenia, a czasem po prostu zmęczenie, które prowadzi do konfliktów i napięć między bohaterkami. Każda z nich próbuje przetrwać w obrębie systemu, który stara się je kontrolować, i każda reaguje inaczej.

Jednak równocześnie powoli wyłania się coś znacznie głębszego i bardziej prawdziwego — świadomość wspólnego doświadczenia krzywdy. Dziewczęta odkrywają, że choć ich losy i historie różnią się szczegółami, ich ból i poczucie niesprawiedliwości splatają się w jeden wspólny wzór. Wspólnota, która w ten sposób powstaje, nie opiera się na ideologii ani na deklaracjach. Rodzi się z doświadczenia, z milczenia, które kiedyś wydawało się nie do zniesienia, i z momentów, w których ten ciężar można podzielić z kimś innym.

Proces budowania tej wspólnoty jest długi i bolesny. Wymaga konfrontacji z własnymi lękami, gniewem i poczuciem winy, a także z uprzedzeniami wobec innych dziewcząt, które początkowo wydają się rywalami, a czasem zagrożeniem. Dopiero poprzez cierpliwe poznawanie się i obserwowanie siebie nawzajem rodzi się prawdziwa więź — nieidealna, pełna napięć, ale realna i przynosząca siłę. To nie jest przyjaźń, która wszystko naprawia ani opowieść, w której bohaterki od pierwszej chwili trzymają się razem w zgodzie. To raczej sojusz zrodzony z konieczności, sojusz, który daje im przestrzeń do odzyskania głosu, do poczucia własnej wartości i autonomii, nawet jeśli wciąż czują strach. I to właśnie sprawia, że relacje między dziewczętami w „Czarownictwie dla zbłąkanych dziewcząt” są tak przekonujące i pełne autentyczności — bo pokazują, że wspólnota nie rodzi się w idealnych warunkach, lecz tam, gdzie ból zmusza ludzi do szukania siebie nawzajem.

Czarownictwo jako akt sprzeciwu


Motyw magii w tej powieści zasługuje na szczególną uwagę. U Hendrixa czarownictwo nie jest ani fantastyczną dekoracją, ani bezpieczną ucieczką od rzeczywistości. Nie ma tu różdżek, baśniowych rytuałów ani prostych zaklęć, które natychmiast rozwiązują problemy. Magia staje się natomiast językiem buntu, formą komunikacji z samą sobą i światem, w którym dziewczęta konsekwentnie tracą sprawczość. To sposób, by powiedzieć: „Ja tu jestem, i mam prawo decydować o sobie, nawet jeśli świat próbuje mi to odebrać”.

Czarownictwo w powieści pełni rolę bardzo wyraźnej metafory. Hendrix pokazuje, że magia nie cofa czasu ani nie unieważnia traumy. Nie chroni przed konsekwencjami systemu ani nie sprawia, że krzywda przestaje istnieć. Daje natomiast coś równie istotnego: pozwala nazwać gniew, żal, poczucie niesprawiedliwości i tłumione od lat emocje. Sam akt nazwania ich, uznania ich obecności, staje się formą rewolucji — cichą, osobistą, ale niezwykle mocną. Autor nie romantyzuje tej mocy. Każde zaklęcie, każdy rytuał ma swoją cenę. Każdy akt sprzeciwu niesie konsekwencje — czasem dla samej osoby, czasem dla innych wokół niej. Hendrix w mistrzowski sposób pokazuje, że władza i gniew są dwuznaczne: mogą wyzwalać, ale mogą też niszczyć. Czarownictwo nie daje prostych odpowiedzi ani łatwych triumfów; zmusza do refleksji nad tym, gdzie przebiega granica między sprawiedliwością a zemstą, między siłą a destrukcją.

Dzięki temu magia w „Czarownictwie dla zbłąkanych dziewcząt” staje się nie tylko środkiem narracyjnym, ale również emocjonalnym językiem bohaterów. To narzędzie do odzyskania głosu, do odczucia własnej wartości i obecności w świecie, który stara się ją im odebrać. I choć nie zmienia przeszłości, pozwala im odzyskać fragment kontroli nad własnym życiem i własnym ciałem — coś, czego nie da się przecenić w kontekście historii Wellwood House i dziewcząt, które tam trafiają.

Horror bez potworów


Choć „Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt” bywa klasyfikowane jako horror, jego groza jest zupełnie inna niż ta, do której przyzwyczaił nas gatunek. Nie ma tu gwałtownych efektów, krwi na stronach ani klasycznych potworów, które zagrażają bohaterom. To horror subtelny, intymny i wciągający właśnie dlatego, że wydaje się możliwy. Najbardziej przerażające w tej historii jest to, jak łatwo przemoc zostaje usprawiedliwiona troską, a kontrola — moralnością. Jak banalne stają się decyzje, które dla dziewcząt oznaczają utratę godności, prywatności i prawa do własnego głosu. I jak niewiele trzeba, by świat zamknął drzwi przed tymi, którzy są „niewygodni”.

To horror społeczny. Systemowy. Taki, który nie potrzebuje potworów, bo prawdziwym zagrożeniem jest obojętność — przekonanie, że „tak po prostu musi być”. To nie jest fikcja odległa od rzeczywistości. To historia, która pokazuje, że struktury społeczne i instytucje mogą wyrządzać krzywdę równie skutecznie jak każde stworzenie z koszmaru. I że czasem najgorsze rzeczy dzieją się w ciszy, w przestrzeni pozornie uporządkowanej i „bezpiecznej”, gdzie ofiara nie ma komu powiedzieć o swoim bólu.

Czytając tę książkę, wielokrotnie czułam złość — nie tylko na bohaterki i bohaterów, ale przede wszystkim na świat, który stworzył warunki dla takiej opresji. Na mechanizmy, które odbierają młodym dziewczętom prawo do samodzielnych decyzji, które zamieniają gniew w ciszę i izolują jednostki w imię „dobrego wychowania” lub „moralności”. To gniew wymagający refleksji, niełatwy do okiełznania, bo dotyka nas bezpośrednio — jako czytelników, obserwatorów i, w pewnym sensie, współodpowiedzialnych.

I myślę, że właśnie o to Hendrixowi chodziło. O to, by czytelnik nie mógł pozostać neutralny. By poczuł niepokój, który nie znika po zamknięciu książki. By doświadczył, że prawdziwy horror nie zawsze ma oczywiste oblicze, a czasem kryje się w codzienności, w strukturach i w normach, które przyjmujemy za pewnik.

Styl, który nie oszczędza


Język powieści jest oszczędny, momentami niemal surowy. Hendrix nie ucieka w poetyckie metafory tam, gdzie potrzebna jest dosłowność. Każde zdanie wydaje się starannie wyważone, tak aby emocje mogły wybrzmieć same, bez zbędnego upiększania. Opisy są precyzyjne, chwilami wręcz chłodne, jakby narrator celowo zostawiał przestrzeń, w której czytelnik musi sam dopowiedzieć sobie to, co najbardziej bolesne. Uczucia bohaterek są gęste, nasycone wstydem, lękiem i gniewem — często niewygodne, trudne do przyjęcia i przetrawienia. To nie jest literatura, która podaje wszystko na tacy ani taka, która prowadzi za rękę. To literatura wymagająca obecności, skupienia i gotowości na to, by wejść w emocjonalny dyskomfort.

Hendrix operuje ciszą równie świadomie jak słowem. Dialogi między bohaterkami często brzmią jak niedopowiedzenia, jak próby formułowania myśli, które jeszcze nie mają bezpiecznego kształtu. To język ludzi, którzy dopiero uczą się mówić o krzywdzie, o gniewie, o wstydzie, którego długo nie mogli nazwać. W tych przerwach, w zawahaniach i urwanych zdaniach, kryje się ogrom znaczeń — drobne gesty, spojrzenia, napięcia w powietrzu, które mówią więcej niż rozbudowane monologi. Czasem jedno krótkie zdanie potrafi wybrzmieć mocniej niż cała strona opisu.

To styl wymagający cierpliwości, ale też nagradzający zaangażowanie. Im dłużej się czyta, tym wyraźniej widać, jak konsekwentnie została skonstruowana ta historia: każdy detal, każda decyzja językowa, każdy fragment narracji służy budowaniu atmosfery i napięcia. Nic nie jest tu przypadkowe — nawet oszczędność bywa formą intensywności. Ten język nie tylko opowiada historię — tworzy doświadczenie. Sprawia, że czytelnik nie jest biernym obserwatorem, lecz kimś, kto współodczuwa, reaguje i zostaje z tymi emocjami jeszcze długo po odłożeniu książki.

Dlaczego to dobra i ważna książka


„Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt” to dobra książka nie dlatego, że jest idealna. Ma momenty nierówne, fragmenty trudne, sceny, które pozostawiają więcej pytań niż odpowiedzi. Ale jest uczciwa. Nie szuka łatwego efektu, nie proponuje pocieszających zakończeń ani prostych moralnych lekcji. To literatura, która wymaga od czytelnika uważności i gotowości na konfrontację z czymś niewygodnym, czymś, co zostaje w myślach długo po odłożeniu książki.

To opowieść o dziewczętach, które miały zniknąć. O gniewie, który nie mieści się w ciszy. O potrzebie odzyskania głosu — nawet jeśli ten głos drży, nawet jeśli krzyk bywa chaotyczny, nieuporządkowany, niepokorny. To historia, w której bohaterki odnajdują swoją siłę nie w spektakularnych triumfach, lecz w małych aktach sprzeciwu, w milczeniu, w nieustannym stawaniu w obronie siebie i innych.

Po zamknięciu tej książki długo nie mogłam sięgnąć po kolejną. Potrzebowałam ciszy. Potrzebowałam czasu, przestrzeni na to, by pozwolić tej historii wybrzmieć. I to, dla mnie, jest najlepszym dowodem na to, że miałam do czynienia z literaturą nie tylko dobrą, ale ważną. Taką, która zostaje w człowieku. Która wstrząsa, zmusza do refleksji i otwiera oczy na rzeczy, o których wcześniej wolałoby się nie myśleć.

Niełatwą. Niekomfortową. Ale prawdziwą. I właśnie dlatego z pełnym przekonaniem polecam tę książkę — szczególnie tym czytelnikom, którzy nie boją się literatury wymagającej, poruszającej i pozostawiającej ślad. To powieść, do której się nie „wraca dla przyjemności”, lecz po to, by ponownie zmierzyć się z jej emocjami i znaczeniem. I właśnie w tej sile oddziaływania tkwi jej największa wartość.

 

 

Informacje dodatkowe o Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt:

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2025-10-28
Kategoria: Horror
ISBN: 9788383356464
Liczba stron: 468
Tytuł oryginału: Witchcraft for Wayward Girls
Dodał/a opinię: Anna Szymczak

Tagi: Horrory i literatura grozy

więcej
Zobacz opinie o książce Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt

Kup książkę Czarownictwo dla zbłąkanych dziewcząt

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Inne książki autora
Poradnik zabójców wampirów klubu książki z południa
Grady Hendrix0
Okładka ksiązki - Poradnik zabójców wampirów klubu książki z południa

Bohaterką powieści, dziejącej się na przełomie lat 80. i 90. XX wieku na przedmieściach Charleston, jest Patricia Campbell - niczym niewyróżniająca się...

Jak sprzedać nawiedzony dom
Grady Hendrix0
Okładka ksiązki - Jak sprzedać nawiedzony dom

Przerażająca, a równocześnie mrocznie zabawna opowieść, w której nawiedzony dom przywołuje sekrety z rodzinnej przeszłości Kiedy Louise dowiaduje...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy