Wstrząsająca, odbierająca mowę, poruszająca do granic możliwości, łamiąca serce bez możliwości posklejania. Ta powieść wbiła mnie w fotel, sprawiła, że nie mam słów, aby wyrazić emocje, jakie towarzyszyły mi w trakcie czytania i po skończeniu.
Powieści, które dotykają tak trudnych tematów, jakie poruszone zostały w "Czerwonych orchideach z Szanghaju" ciężko oceniać na zasadzie "ta książka mi się podobała; pokochałam ją". Jak można pokochać coś, co traktuje o tylu niesprawiedliwościach, nieszczęściach i tragediach? Wrażenia potęguje fakt, iż jest to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. Nie mam słów na to, do czego przybliżyła mnie treść tej historii. Jestem zdruzgotana, a jednocześnie mam w sobie całe tony złości.
Chciałabym, aby prawdziwe bohaterki wydarzeń opisywanych w tej opowieści mogły dostać szansę narodzenia się na nowo i rozpoczęcia życia raz jeszcze — tym razem nie jako nieletnie niewolnice sek*ualne, nie jako towar sprzedawany ku uciesze żołnierzy, nie jako zabawki, z którymi można robić, co tylko się chce, żyjące w strachu, pozbawione człowieczeństwa i dzieciństwa, a jako szczęśliwe dziewczynki mające szansę skończyć szkołę, zaprzyjaźniać się, zakochiwać, zbierać kwiaty na łące i mieć przy tym nieschodzące uśmiechy z twarzy.
Na pewno siłą tej książki są emocje, które zostają z czytelnikiem na długo po odłożeniu jej na półkę. Historię poznajemy oczami czternastoletniej Sangmi, która w 1937 została porwana i wraz z dziesiątkami innych Koreanek trafiła do "swojego" pierwszego domu publicznego. Miejsca, w którym dziewczynki pozbawione prawdziwych imion i tożsamości miały "pocieszać" japońskich żołnierzy. Seul, Szanghaj, Singapur, Hiroshima. To historia dziewczyny, która uciekała z piekła, a to wciąż ją goniło. Wykorzystywana, samotna, pozbawiona człowieczeństwa, a przy tym z ogromną siłą i determinacją walczyła o siebie.
Autorka z niesamowitym spokojem, wrażliwością i empatią pokazuje historię jednej młodej kobiety, mając na względzie, iż za bohaterką jej książki stoją setki takich "dziewcząt pocieszenia", jak zwykło się je nazywać. Juliette Morillot nie ocenia, nie wydaje wyroku, ona oddaje głos swojej bohaterce i za tym głosem prowadzi nas przez całą opowieść.
Czytanie tej powieści było trudnym doświadczeniem, ale jednocześnie bardzo poruszającym i potrzebnym, bo mam wrażenie, że historia kobiet zmuszanych przez japońską armię do niewolnictwa seksu*lnego została zepchnięta przez Europejczyków gdzieś na dalszy plan w kontekście II wojny światowej.
To jedna z tych historii, które bolą, a poznawanie jej w jakiś sposób pozwala na współodczuwanie i zdjęcie cierpienia, którego doświadczyły młode, często nieletnie dziewczyny. Ta powieść oddaje im głos. To lektura emocjonalnie bardzo wymagająca, niezwykle wartościowa i ważna. Dla mnie jest to jedna z ważniejszych książek, jakie przeczytałam w życiu.
Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 528
Tytuł oryginału: Les orchidées rouges de Shangai
Dodał/a opinię:
zaczytania