„Dom na kurzych łapach” to książka, która przyciągała mnie swoją okładką już od dłuższego czasu. Ta okładka – twarda, ładnie skomponowana, z tym uroczym domkiem, wędrującym gdzieś w nieznane – zapowiadała świetną zabawę. Mimo że dzieckiem już dawno nie jestem, zdarza mi się czytać literaturę dziecięcą i bardzo to lubię, zwłaszcza że współczesne książki dla dzieci niosą często bardzo głębokie i mądre przesłanie i pozbawione są uprzedzeń, jakimi karmiono nas w dzieciństwie. I tak właśnie jest w przypadku tej książki, choć przyznam, że miałabym problem z jej zaklasyfikowaniem tak do końca jako literatury dziecięcej – uważam, że rodzic powinien ją przeczytać sam, zanim da ją dziecku, bo temat, który porusza może być dla wielu dzieciaków zbyt trudny i wywołać lęk.
Nie chce jednak nikogo od tej książki odwodzić, bo jest naprawdę świetna i warta przeczytania. Podobała mi się bardzo i to dosłownie od pierwszego zdania! Mnóstwo się w niej dzieje, akcja wciąga od pierwszej strony i trzyma w zaciekawieniu do samego końca. Dużo tu wzruszeń, trochę strachu, a przede wszystkim – znajdziecie tu rozważania o samotności, o utracie, o szukaniu swojego miejsca w świecie, o przeznaczeniu i potrzebie przyjaźni. To przepiękna historia i polecam ją z całego serca!
Co mi się tak spodobało? Temat – to pierwsza rzecz. Ktoś bardzo trafnie napisał na okładce, że to historia o tym, jak Baba Jaga spotyka… Anię z Zielonego Wzgórza. I coś w tym jest. To opowieść niezwykła, niebanalna i mądra. Drugą bardzo mocną stroną tej powieści jest główna bohaterka – nastoletnia Strażniczka Bramy dla umarłych – Marinka. Marinka mieszka z Babą Jagą w cudownym domu na kurzych łapach – ten dom żyje, czuje, rozumie, a przy tym od czasu do czasu przechodzi sobie w inne miejsce. To fascynujące, ale dla Marinki stanowi to problem, bo dziewczynka marzy o innym życiu – chciałaby obracać się wśród żywych, a nie żegnać co wieczór umarłych, chciałaby mieć przyjaciela, poznawać piękno świata, doświadczać prawdziwego życia. Nastoletni bunt w jej przypadku ma wymiar szczególnie tragiczny i przejmujący i trzeba przyznać, że autorka wykazała się wspaniałą znajomością dziecięcej psychiki, tworząc swoją postać. Narracja prowadzona z jej punktu widzenia jest po prostu mistrzowska.
Przygody Marinki, jej marzenia, lęki i tęsknoty, wciągnęły mnie tak, że przeczytałam książkę w jeden wieczór, i to nie dlatego, że jest krótka (wcale nie jest), lecz dlatego, że nie mogłam się oderwać. Jeśli chcecie pokazać swoim dzieciom, jaką wspaniała zabawą może być czytanie – polecam. Tylko z pewnością będziecie musieli z dzieckiem o tej książce porozmawiać, bo wiele w niej trudnych tematów.
I właśnie to kolejna rzecz, która bardzo mi się podobała – że autorka, choć pisze dla nastolatków, nie unika tematu utraty, śmierci, tego, co nas czeka poza światem. To tematy trudne, ale nieuniknione – i myślę, że dobrze, że literatura dziecięca od nich nie ucieka. A podane w taki sposób, w jaki zrobiła to autorka, pomogą wyjaśnić wiele spraw.
Nie znalazłam w tej powieści żadnych wad i czekam na kolejne książki autorki.
Komu ta książka może się spodobać? Jeśli lubicie klimaty oparte na baśniach, ludowych podaniach i legendach – to dobrze trafiliście. Jeśli lubicie książki nieoczywiste, pełne magii, ale i – cudów codzienności – to jest coś dla Was. I jeśli macie ochotę na wciągającą przygodę i poznanie ciekawej bohaterki – to nie wahajcie się dłużej.
Podsumowując: ta książka to fascynująca podróż w świat baśni i podań ludowych, z niebanalną bohaterką i wciągającą fabułą. Świetnie napisane! Polecam!
Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2020-01-29
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 328
Tytuł oryginału: The House with Chicken Legs
Dodał/a opinię:
Joanna Tekieli
Baśniowa powieść o sile miłości i przyjaźni oraz stawianiu czoła przeciwnościom losu. Przejmująca książka Sophie Anderson, autorki ,,Domu na kurzych łapach"...
Piękna powieść Sophie Anderson, autorki takich czarujących baśni, jak ,,Dom na kurzych łapach", ,,Baśnie Śnieżnego Lasu" i ,,Zaczarowany zamek"! Linnet...