„Drzewa” autorstwa Aya Kōda to niezwykle subtelna i poruszająca opowieść, która choć została osadzona w japońskiej rzeczywistości połowy XX wieku, to zachowuje uniwersalny charakter dzięki swojej głębokiej refleksji nad rodziną, przemijaniem i rolą kobiety w społeczeństwie. To dzieło, które nie krzyczy, ale przemawia cicho i stanowczo, pozostawiając trwały ślad w sercu czytelnika.
Aya Kōda, córka znanego pisarza Rohan Kōdy, w swojej prozie często czerpała z osobistych doświadczeń. „Drzewa”, które są w istocie opowiadaniem autobiograficznym, ukazują świat z perspektywy kobiety doświadczonej przez los, która z pokorą, ale i wewnętrzną siłą, mierzy się z wyzwaniami życia rodzinnego i społecznego. Tytułowe drzewa stają się metaforą trwałości, zakorzenienia i cykliczności życia, które, jak pory roku, przynoszą ból, ale i nadzieję na odrodzenie.
Styl Kōdy zachwyca prostotą i elegancją. Każde zdanie jest przemyślane, każdy opis jest pełen dyskretnego piękna. W świecie literatury, gdzie dominuje nadmiar i dramatyzm, jej oszczędność słowa działa niczym balsam. Czytelnik nie znajdzie tu spektakularnych zwrotów akcji, ale zamiast tego otrzyma coś znacznie cenniejszego: głębokie zrozumienie ludzkich emocji i relacji.
„Drzewa” to lektura wymagająca skupienia i otwartości na rytm powolny, kontemplacyjny, ale niezwykle bogaty w treść. Dla miłośników literatury japońskiej, ale też dla każdego, kto ceni refleksyjną prozę o egzystencji i tożsamości, książka ta będzie wyjątkowa.
Polecam „Drzewa” Aya Kōdy, bo jest nie tylko literacko dopracowane, ale również przypomina o wartościach zakorzenionych w codzienności, rodzinnych więzach i cichym trwaniu mimo przeciwności losu.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2025-07-02
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 272
Dodał/a opinię:
Małgorzata Styczeń
Moja uzdolniona siostra zawsze radowała ojca, a ten nie robił jej nigdy żadnych wymówek, tylko starał się ją uczyć jeszcze więcej i więcej. Ze mną tak nie było. Starsza siostra zawsze kroczyła równo z ojcem, ja musiałam podążać za nimi z tyłu. Cierpiałam w samotności, przepełniona zazdrością. Jedna z nas urodziła się obdarzona inteligencją i zadowalając tych, którzy ją uczyli, sama rozwijała się szczęśliwie i harmonijnie.
W Osace słońce rozświetla kwietniowe ażury koron drzew. Odpoczywam w cieniu cynamonowca kamforowego; tuż obok wiją się spękane sznury glicynii, rozciągającej swoje ramiona na pergoli. Na ławkach w parku siedzą ludzie i piją herbatę.
Więcej