Co to było?!
Lubię czytać debiuty, bo można czasem trafić na prawdziwą perełkę i odkryć nowy literacki talent. Ale w przypadku tej książki nie mogę tego powiedzieć. Debiut debiutem, ale jakieś standardy powinny zostać zachowane.
"Dwadzieścia minut do szczęścia " to książka, której lektura przyprawiała mnie o ból oczu. Naprawdę i ciągle się zastanawiałam, co ja właściwie czytam. Miała być to powieść, bajeczny romans, a dostałam twór, który przypomina opowiadanie pisane przez nastolatkę.
Ta książka jest straszna ! Brak w niej płynności akcji, przeskakujemy po wydarzeniach, nie zatrzymując się dłużej na żadnym z nich. Mamy bohaterów, którzy przyprawiają o ból głowy: Michalinę, studentkę, która nie potrafi płakać, kocha róż i uważa się za złą przez wzgląd na geny odziedziczone po rodzicach i Mikołaja, który miał być w mniemaniu autorki przystojnym dżentelmenem, swoistym rycerzem na białym koniu ratującym damy z opałów (patrz Michalinę), ale w moich oczach wyglądał na zupełnie kogoś innego. Zresztą obydwoje bohaterowie są tak denerwujący, że non stop przewracałam oczami czytając o ich "przygodach".
Widzę, że autorka pisze dalej i są to w większości romanse/erotyki, i na pewno znajdzie się grupa odbiorcza takiego typu książek. Mam tylko nadzieję, że są one lepszej jakości, jeśli chodzi o styl pisania, poprowadzenie akcji i bohaterów, piękne wydanie nie ukryje marnej zawartości. Może to ostre słowa, ale jestem zła, że zmarnowałam czas na lekturę tej książki. Nie polecam.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2017-11-20
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 192
Dodał/a opinię:
Karolina Osewska
Komedia romantyczna i romans biurowy w najlepszym wydaniu Od śmierci seniora rodu Kennedych minęły raptem dwa miesiące. Przez ten czas obu jego wnukom...
Nieoczekiwane, pełne niedomówień rozstanie. Decyzja, która na zawsze zmienia życie. Zranione uczucia, dwa rozdarte na pół...