Historia jednej znajomości Wojciecha Manna i Andrzeja Olechowskiego to książka pozornie skromna – opowieść o przyjaźni dwóch chłopaków, którzy poznali się w szkolnej ławce. A jednak szybko okazuje się czymś znacznie większym: intymnym zapisem dorastania, kroniką obyczajową kilku dekad polskiej historii i hołdem dla muzyki, która potrafiła otwierać okna w świecie pełnym zamkniętych drzwi.
Już sam początek – rada wychowawcy, by nie kolegować się z Wojtkiem Mannem – brzmi jak zapowiedź najlepszego możliwego scenariusza. Olechowski nie posłuchał, a my dzięki temu dostajemy opowieść o przyjaźni, która przetrwała sześćdziesiąt lat, system polityczny, zmiany kontynentów i zupełnie odmienne drogi zawodowe. Ta historia ma w sobie coś z rockandrollowego buntu: rodzi się wbrew zaleceniom, trwa mimo wszystko i zawsze idzie własnym rytmem.
Książka ma formę rozmowy prowadzonej przez Karolinę Opolską, co okazuje się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu narracja jest swobodna, naturalna, pełna dygresji i anegdot. Mann i Olechowski nie tworzą pomnika własnej przyjaźni – raczej zapraszają czytelnika do wspólnego stolika, przy którym wspomina się młodość, pierwsze papierosy palone za kościołem, ucieczkę przed wojskiem na studia, fascynację Beatlesami i Stonesami oraz rywalizację o długość włosów. Jest w tym lekkość, autoironia i ogromny dystans do samych siebie.
Szczególnie urzeka kontrast między bohaterami. Wojciech Mann – mistrz puenty, humoru i radiowego luzu. Andrzej Olechowski – człowiek świata, dyplomata, ekonomista, polityk. Ich życiorysy biegną różnymi torami, ale ta książka pokazuje, że prawdziwa przyjaźń nie potrzebuje codziennej obecności ani identycznych wyborów. Wystarczy wspólny fundament: ciekawość świata, podobne poczucie humoru i pamięć o tym, skąd się przyszło.
Historia jednej znajomości jest także nieoczywistym portretem Polski – tej szarej, ograniczonej, ale jednocześnie głodnej Zachodu, dźwięków, idei i wolności. Muzyka staje się tu czymś więcej niż tłem: jest azylem, językiem porozumienia i symbolem otwartości. Rock and roll w tej książce to nie tylko gatunek muzyczny, lecz postawa wobec życia – potrzeba niezależności, luzu i autentyczności.
Ogromną siłą tej publikacji jest jej szczerość. Autorzy nie udają, że zawsze było idealnie. Przyznają, że ich drogi się rozchodziły, że życie rzucało ich w różne miejsca świata, że bywało długo bez kontaktu. I właśnie to czyni tę opowieść tak wiarygodną i poruszającą. To książka o przyjaźni dorosłej, niedramatycznej, pozbawionej patosu, a przez to niezwykle prawdziwej.
Czyta się ją jak podróż autostopem – dokładnie tak, jak zapowiada opis. Bez pośpiechu, z dobrym towarzystwem, z muzyką w tle i poczuciem, że najważniejsze rzeczy dzieją się pomiędzy kolejnymi przystankami. To lektura ciepła, mądra i kojąca, szczególnie dla tych, którzy pamiętają radio jako okno na świat i wierzą, że najlepsze relacje rodzą się mimochodem.
Historia jednej znajomości nie próbuje nikogo olśnić wielkimi deklaracjami. Zamiast tego pokazuje, że przyjaźń – jeśli jest prawdziwa – potrafi być najtrwalszą formą wolności.
Sięgnij po tę historię, jeśli chcesz poczuć smak prawdziwej, sześćdziesięcioletniej przyjaźni, opowiedzianej z humorem, dystansem i rockandrollową lekkością. To książka, która jak dobra muzyka – zostaje w głowie i sercu na długo po ostatniej stronie.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
Małgosia Brzeska
Dlaczego od zawsze ludzkość wietrzy spisek, podejrzewa zmowę, przeczuwa kłamstwo? Powodów jest mnóstwo. Ukryto przed nami fakt pozaziemskich początków...