Zbiór opowiadań "Kolonie Knellera" to książka, która zachwyciła wielu... jednak mnie nie. Po pierwsze - sięgając po tę pozycję spodziewałam się naprawdę oryginalnych pomysłów, tymczasem żaden z nich nie wywołał we mnie reakcji typu: "wow!". Ani historia o macicy w muzeum ani tytułowe opowiadanie o samobójcach, jak i pozostałe teksty nie pozostaną na długo w mojej pamięci, ponieważ - i to uważam za główną ich wadę - są o niczym. Takie sobie opowiastki w sam raz "na zakąskę" do piwa - szybko się czyta, szybko zapomina. Ani jedno zdanie nie zatrzymało mnie na dłużej; prosta, lekka lektura, nie wymagająca myślenia, pozbawiona zapadających w pamięć morałów. W czym niby ujawnia się ta "niesamowita wyobraźnia" Kereta? W cudach mogących zaistnieć tylko wtedy, gdy są bez znaczenia? W roli, jaką potajemnie pełnił Kneller? W podwójnym samobójstwie? Kilka perełek było, ale to zdecydowanie za mało. Stylistycznie może być, akurat w tym przypadku luźny, niedbały język pasuje, jak i podkreśla charakter opowieści - i w tym miejscu również nawiązuję do "piwnego klimatu". Czasem przyjemnie jest poczytać coś takiego, ale na podobnej zasadzie jak czasem przyjemnie jest obejrzeć "Klan".
Informacje dodatkowe o Kolonie Knellera:
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2012-01-09
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
978-83-7747-685-7
Liczba stron: 112
Dodał/a opinię:
Mamalea
Sprawdzam ceny dla ciebie ...