Recenzja
„Krzyk kamienia”
Zaklęte w kamieniu, tom II
Autor: Beata Piotrowska
Wydawnictwo: Nie Powiem
Współpraca reklamowa, barter
„Patrzyłam na niego ze wzruszeniem, czując ciężar tej chwili jak kamień na sercu. Jak rozróżnić granicę pomiędzy życiem a śmiercią? Jak dostrzec linię, której nie wolno mi przekroczyć?”
Ta książka nie puka do drzwi.
Ona je uchyla, zaprasza do środka i gasi światło.
„Krzyk kamienia” Beaty Piotrowskiej to historia, którą się nie tylko czyta, ją się przeżywa. Zaczyna się szeptem, niepokojem pod skórą, wrażeniem, że właśnie przekraczasz granicę, z której nie ma już powrotu. Wciąga powoli, zostawiając po sobie echo, które długo nie milknie.
To opowieść o wojnie, która toczy się nie tylko na mapach, lecz także w duszach. Między strachem a nadzieją, przeznaczeniem a wolną wolą, światłem a mrokiem.
Drugi tom serii wyraźnie zagęszcza atmosferę. Wojna przestaje być jedynie tłem, staje się dusznym krajobrazem, w którym magia, lęk i przeznaczenie splatają się w jeden mroczny splot.
Akcja rozgrywa się w pierwszych miesiącach II wojny światowej, gdy okupowana Polska staje się areną nie tylko ludzkich dramatów, ale także starcia z czymś znacznie starszym i bardziej niebezpiecznym niż jakakolwiek broń.
Bo prawdziwe zagrożenie kryje się w tym, co zapomniane.
W legendach.
W kamieniach.
W krwi.
Historia splata brutalny realizm wojny z mistyką i pradawnymi rytuałami. Sekty, okultystyczne bractwa i poszukiwania legendarnej energii budują gęsty, niepokojący klimat, w którym każdy krok może prowadzić ku katastrofie. Od tajemniczej Agharty po mgliste krainy Avalonu granica między historią a mitem coraz bardziej się zaciera, a magia nie jest wybawieniem, lecz próbą, której cena bywa wysoka.
W centrum tej burzy stoi Kornelia. Obdarzona niezwykłym darem, nie jest jednak klasyczną „wybraną”. Jej moc to ciężar, a przeznaczenie, brzemię zapisane w legendach i przepowiedniach. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz wyraźniej widać, że jej droga oddala ją od normalnego życia.
Kornelia musi dorosnąć szybciej, niż powinna. Walczy nie tylko z okupantem, ale też z własnym lękiem i odpowiedzialnością. Jej historia to opowieść o zachowaniu człowieczeństwa w świecie, który pęka na pół.
„Krzyk kamienia” to także opowieść o kobiecej sile, tej płynącej z intuicji, duchowej wrażliwości i zdolności przetrwania. Cygańskie przewodniczki i kobiece postacie pokazują, że prawdziwa moc nie zawsze oznacza fizyczną przewagę, lecz umiejętność przetrwania w mroku.
Największą siłą powieści jest klimat: mroczny, mistyczny, momentami niemal duszny. Strach nie wynika tu wyłącznie z wojennej rzeczywistości, ale z poczucia, że świat stopniowo wymyka się spod kontroli. Cisza brzmi jak zapowiedź katastrofy, a magia, choć piękna, bywa bezlitosna.
„Był słodki od miłości, gorzki od rozstania i słony od łez.”
Emocje są tu gęste jak mgła nad polem bitwy. Miłość, strata, pożegnania i nadzieja splatają się w przejmującą całość, która zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.
Styl Beaty Piotrowskiej balansuje między historycznym realizmem a mroczną poetyką. Bywa surowy, momentami niemal rytualny, jakby sam tekst był częścią zaklęcia. To nie jest lekka lektura, ale wciąga od pierwszych stron i trudno się od niej oderwać.
„Krzyk kamienia” to opowieść o przeznaczeniu, którego nie da się zignorować. O sile, która może ocalić… albo zniszczyć.
Dla czytelników szukających historii z pogranicza wojny, fantasy i mitu. Dla tych, którzy chcą nie tylko akcji, ale też głębi i symboliki.
Bo gdy kamień krzyczy, lepiej go posłuchać.
Wydawnictwo: Nie powiem
Data wydania: 2025-11-21
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 518
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Mirela Marcinek
Jest rok 1939. Kornelia Karska, studentka farmacji na Uniwersytecie im. Batorego w Wilnie, niespodziewanie wychodzi za mąż za polskiego arystokratę, hrabiego...