ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗣𝗿𝘇𝗲𝗸𝗹ę𝘁𝘆"𝘀𝗸𝗮𝗿𝗯"
Po lekturze 𝑀𝑎𝑡𝑖𝑙𝑑𝑒, pierwszej części 𝑁𝑖𝑒𝑚𝑟𝑦, wiedziałam, że nie potrafiłabym zatrzymać się w połowie tej historii. 𝑀𝑎𝑡𝑦𝑙𝑑𝑎 nie tylko kontynuuje opowieść, ale ją dopełnia. Już od pierwszych stron trudno było mi oderwać się od czytania. R.A. Olek ponownie zabrał mnie w podróż przez skomplikowane losy ludzi uwikłanych w historię, w świat pełen ran i niedopowiedzeń, gdzie każde słowo ma swój ciężar, a każde milczenie kryje w sobie więcej niż można przypuszczać. Ta książka to emocjonalny zapis ludzkich dramatów, prób przebaczenia i szukania światła pośród ruin przeszłości. Autor nie upraszcza emocji, nie daje łatwych odpowiedzi, za to zmusza do refleksji nad tym, jak przeszłość potrafi upomnieć się o swoje po latach.
17 października 1956 roku młoda kobieta została znaleziona u stóp urwiska, w biegu rzeki Czermnicy w Górach Stołowych. Podobno spadła i skręciła kark. Czy to była samotna śmierć na szlaku, czy walka o życie z nieznanym napastnikiem? Prokurator Łęcki nie zamierzał komplikować sobie życia ani dociekać prawdy. Ale pojawia się milicjant, który zadaje niewygodne pytania. Okazuje się, że pamięta Łęckiego z czasów, gdy był oficerem NKWD, człowiekiem z piekła rodem. Wtedy Lesław Jaś stał się Jasińskim i odesłany został do Wrocławia.
Rok 1946. Do Wrocławia przyjeżdżali Polacy, ruskie pachołki, oszukani zwycięzcy, którzy nie mogli uwierzyć, że to miasto należy do nich. Stąpali po morzu ruin, lecz wiedzieli dokładnie, ile tu znaczy sowiecka władza. Niemcy obserwowali z boku, starając się nie rzucać w oczy. Tylko Rosjanie czuli się pewnie i bezkarni. To były dziwne czasy. Niemcy udawali zniemczonych Polaków, tchórze i kanalie stawali się bohaterami, a prawdziwi bohaterowie trafiali do łagrów, więzień SB, na Syberię. Do Wrocławia przyjeżdżali wszyscy, kto tylko chciał, i to z czystą kartą, bez względu na to, co robili w czasie wojny. W tych realiach Matilde Berg sytała się Matyldą Górną, a Hubert Scholtz Bolesławem Tułaczem, redaktorem polskiej gazety „Nasz Wrocław”. To były czasy, kiedy nie wolno było pisać prawdy, bo mogła kosztować życie. Wszechobecna atmosfera konformizmu i lizusostwa oraz propaganda sukcesu w imię dobra Rzeczypospolitej Ludowej nie pozwalały dziennikarzom pisać prawdy, zwłaszcza tej niewygodnej. Ludzie z przeszłością i nowe pokolenie, pragnęli prawdy, a nie mogli jej dostać, nienawidzili jednakowo: 𝑁𝑎𝑧𝑖𝑠𝑡ó𝑤 𝑖 𝑘𝑜𝑚𝑢𝑛𝑖𝑠𝑡ó𝑤. 𝐵𝑜 𝑠𝑡𝑎𝑤𝑖𝑎𝑗ą𝑐 𝑤𝑠𝑝ó𝑙𝑛𝑖𝑒 𝑛𝑎 𝑠𝑤𝑜𝑖𝑚, 𝑠𝑝𝑟𝑎𝑤𝑖𝑙𝑖, ż𝑒 𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑜 𝑠𝑡𝑎ł𝑜 𝑠𝑖ę 𝑛𝑖𝑐𝑧𝑦𝑗𝑒 𝑖 𝑗𝑢ż 𝑛𝑖𝑘𝑡 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑖𝑎ł 𝑛𝑖𝑐 𝑠𝑤𝑜𝑗𝑒𝑔𝑜, ż𝑒𝑏𝑦 𝑡𝑦𝑚 𝑝𝑜𝑑𝑧𝑖𝑒𝑙𝑖ć 𝑠𝑖ę 𝑧 𝑖𝑛𝑛𝑦𝑚𝑖. 𝑆ą 𝑗𝑎𝑘 𝑑𝑤𝑖𝑒 𝑠𝑡𝑟𝑜𝑛𝑦 𝑡𝑒𝑗 𝑠𝑎𝑚𝑒𝑗 𝑚𝑜𝑛𝑒𝑡𝑦. 𝐹𝑎ł𝑠𝑧𝑦𝑤𝑒𝑗, 𝑘𝑡ó𝑟𝑎 𝑝𝑖ę𝑘𝑛𝑖𝑒 𝑙ś𝑛𝑖, 𝑎𝑙𝑒 𝑛𝑖𝑒 𝑑𝑎 𝑠𝑖ę 𝑧𝑎 𝑛𝑖ą 𝑛𝑖𝑐 𝑘𝑢𝑝𝑖ć.
𝑃𝑟𝑧𝑒𝑚𝑜𝑐 𝑤𝑒 𝑊𝑟𝑜𝑐ł𝑎𝑤𝑖𝑢 𝑏𝑦ł𝑎 𝑡𝑎𝑘 𝑜𝑐𝑧𝑦𝑤𝑖𝑠𝑡𝑎 𝑗𝑎𝑘 𝑝𝑜𝑟𝑦 𝑟𝑜𝑘𝑢. 𝑀𝑖𝑎𝑠𝑡𝑜 𝑟𝑜𝑖ł𝑜 𝑠𝑖ę 𝑜𝑑 𝑧𝑑𝑒𝑚𝑜𝑏𝑖𝑙𝑖𝑧𝑜𝑤𝑎𝑛𝑦𝑐ℎ 𝑚ęż𝑐𝑧𝑦𝑧𝑛, 𝑎 𝑤 𝑡𝑒𝑗 𝑠𝑝𝑒𝑙𝑢𝑛𝑖𝑒 𝑟𝑧𝑎𝑑𝑘𝑜 𝑘𝑡𝑜 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑖𝑎ł 𝑓𝑟𝑜𝑛𝑡𝑜𝑤𝑒𝑗 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑠𝑧ł𝑜ś𝑐𝑖. 𝑇𝑟𝑢𝑑𝑛𝑖𝑙𝑖 𝑠𝑖ę 𝑠𝑧𝑚𝑢𝑔𝑙𝑒𝑚 𝑏𝑎𝑛𝑑𝑦𝑡𝑒𝑟𝑘ą. 𝑃𝑜𝑙𝑠𝑘𝑖𝑒 𝑤ł𝑎𝑑𝑧𝑒 𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑎𝑓𝑖ł𝑦 𝑠𝑜𝑏𝑖𝑒 𝑧 𝑛𝑖𝑚𝑖 𝑝𝑜𝑟𝑎𝑑𝑧𝑖ć, 𝑠𝑜𝑤𝑖𝑒𝑐𝑘𝑖𝑒 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑖𝑎ł𝑦 𝑤 𝑡𝑦𝑚 ż𝑎𝑑𝑛𝑒𝑔𝑜 𝑖𝑛𝑡𝑒𝑟𝑒𝑠𝑢. 𝑊 𝑚ę𝑡𝑛𝑒𝑗 𝑤𝑜𝑑𝑧𝑖𝑒 ł𝑎𝑡𝑤𝑖𝑒𝑗 ł𝑎𝑝𝑎ć 𝑟𝑦𝑏𝑦.
Matylda przeżyła dzięki Sokolnikowowi. Pozbierała się i nie straciła zmysłów. Nie miała wyboru, zwłaszcza że była Niemrą w mieście zdobytym przez gwałcicieli i morderców. Rosyjski oficer traktował ją wyłącznie jako ciało do seksu. Przychodził tylko po to, ale i to się skończyło, bo musiał wyjechać, a ona została z niechcianą ciążą. Pomimo odrazy, jaką do niego czuła, zapewniał jej bezpieczeństwo. Teraz tego już nie było i Matylda czuła się przerażona.
Jej wygląd sugerował żydowskie pochodzenie, co ułatwiało jej kontakty z wrocławskimi rzemieślnikami, którzy przybyli tu po koszmarze wojny, kiedy Wrocław stał się tyglem przesiedleńców. Szybko zaprzyjaźniła się z Bolkiem, który był takim Ślązakiem, jak ona była Żydówką. Lela była agentką podziemia, wytrawną uwodzicielką. Nie miała pojęcia, że na tapet wziął ją major Łęcki, który doskonale znał jej wojenne dokonania i teraz działał po stronie bezpieki. Była wytrawną graczką o stalowych nerwach i myślała, że zawarła układ z bezpieką, nie ujawniając nic ze swoich sekretów. Łęcki natomiast zastanawiał się, jak najszybciej się jej pozbyć, a Bolek zupełnie stracił dla niej głowę i był gotów zrobić dla niej wszystko.
Niemcy przegrali wojnę, a Breslau skapitulował po ciężkim oblężeniu, pokonany, upokorzony i zrujnowany. W 1945 roku świat, który znali, przestał istnieć. Sowieci, Ruskie, Iwany, bestie ze Wschodu, bolszewicy, podludzie, tak nazywali swoich wrogów. Niemcom pozostał wstyd i upokorzenie. Teraz wyrzucano ich z domów, a niemieckie kobiety były gwałcone.
Matylda postanowiła zostać we Wrocławiu, bo tam, za Nysą, nikt na nią nie czekał, nie zapraszał, nie potrzebował. Wrocław był zrujnowany, dziki, groźny. Sowiecki, teraz polski, a coraz mniej niemiecki, ale dla niej ciągle swój. Musiała zaakceptować nowe czasy i dostosować się. Nazywała się teraz Górna i na szczęście nikt nie pytał o jej przeszłość. Wszyscy tu byli przyjezdni. Tamto Breslau już nie istniało, było nowe miasto, świat w budowie, a w nim ona, odrodzona. Przeżyła, a to było najważniejsze. Mogło się to szybko zmienić, bo Bernard wpadł na jej trop i był tak zdeterminowany, by odnaleźć skarb, którego ukrycie, według niego, znała tylko ona, że mógłby ją dla tej wiedzy nawet zabić. Wtedy pojawił się młody milicjant, który niweczył jego plany. Jednak to nieoczekiwane spotkanie z Scholzem sprawiło, że Matylda stała się bogatsza o wiedzę, kto stał za śmiercią jej męża i utratą majątku.
Ten nieoczekiwany ratunek sprawił, że splotły się losy Matilde Berg, vel Matyldy Górnej, i Lesława Jasia, teraz Jasińskiego. Mężczyzna imponował jej łagodnością i życzliwym usposobieniem. Nie było w nim ani śladu nienawiści, która wciąż tliła się w ludziach od czasów wojny.
Dylogia 𝑁𝑖𝑒𝑚𝑟𝑎 to niezwykle interesujące spojrzenie na Wrocław przed wojną, w jej trakcie i tuż po niej. Autor rzetelnie przedstawił, jak zmieniał się obraz tego miasta. Najpierw Wrocław znajdował się w rękach Niemców, którzy nie chcieli dopuścić do jego poddania, bo tak nakazał Führer, co przyczyniło się do ogromnych zniszczeń. Potem władzę przejęli Sowieci, podczas gdy Polacy wciąż nie do końca wierzyli, że miasto stało się częścią Polski. Wypędzano z niego Niemców, którzy mieszkali tu od lat, a zasiedlali je ludzie przesiedleńcy, różnej maści. Niemcy tworzyli bojówki, wciąż wierząc, że uda im się odbić Wrocław. Nocami napadali i grabili osiedlających się mieszkańców, wcześniej podobne działania prowadziły oddziały sowieckie. We Wrocławiu nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, nawet jeśli nosił broń. Jednak z tygodnia na tydzień miasto nabierało polskości. Ze wschodu przybywali tysiącami repatrianci, podczas gdy dawni mieszkańcy coraz bardziej obawiali się o przyszłość i chętniej opuszczali rodzinne miasto. Kolejne likwidacje oddziałów Werwolfu napawały nadzieją, że niemieckie podziemie słabnie. Tworząc Werwolf, hitlerowcy liczyli, że wykorzystując doświadczenia zdobyte przy zwalczaniu polskiego podziemia, stworzą bardziej skuteczną tajną armię, zdolną wywalczyć im wolność, bo wierzyli w kolejną wojnę między Zachodem a Sowietami. Jak się później okazało, Werwolf był jedynie mrzonką i ułudą.
Niezwykła jest ta historia: szczur Adolf, znający się na ludziach, motyl ostrzegający przed niebezpieczeństwem, ćmy zwiastujące ciemność oraz pojawiające się stado gołębi. Do tego dochodzą wywołujące uśmiech opisy pierdzącej i pokasłującej skarpety, Syrenki 102, którą jeździł dziennikarz Hubert vel Bogacz. To wszystko dodaje kolorytu tej niezbyt optymistycznej historii.
𝑀𝑎𝑡𝑦𝑙𝑑𝑎 to historia fikcyjna, przeplatająca się z prawdziwymi wydarzeniami, o których autor wspomina w posłowiu. Nic tu nie jest czarno-białe. Kontynuacja 𝑀𝑎𝑡𝑖𝑙𝑑𝑒 wciągnęła mnie równie mocno jak pierwsza część, choć czytało mi się ją nieco wolniej. Powieść rozgrywa się równolegle na trzech płaszczyznach czasowych i z udziałem wielu bohaterów, co wymagało ode mnie szczególnej uwagi. Pozwoliło to jednak lepiej poznać postacie i zrozumieć ich wybory.
Zarówno pierwszą, jak i drugą część czytałam z zapartym tchem. Najbardziej przekonał mnie wątek dziennikarki Matyldy Górnej oraz sposób, w jaki autor połączył ją z zagadkową historią Matilde. Linie fabularne przeplatały się, były osadzone w czasie powojennego Breslau, dzisiejszego Wrocławia i okolic, z historią w tle. Autor pokazał miasto po wojnie, jego zmieniającą się państwowość i tożsamość oraz dramatyczne losy mieszkańców. W tej historii przeszłość ciągle dawała o sobie znać, a decyzje sprzed lat miały wpływ na kolejne pokolenia.
Zaznaczam, że książki należy czytać w odpowiedniej kolejności, by łatwiej śledzić powiązania między postaciami i wydarzeniami. Drugi tom ma bardziej sensacyjny charakter, co wcale nie jest wadą. Dzięki temu czytało mi się książkę z jeszcze większym zainteresowaniem. Czy zostanie wyjaśniona tajemnicza więź między obiema Matyldami? Co naprawdę łączyło te kobiety?
Najciekawsze w tej powieści było dla mnie to, jak autor splótł różne perspektywy, dramaty i wydarzenia z kilku lat w spójną całość, przeplatając wątki i bohaterów w taki sposób, że wszystko razem tworzy logiczną i poruszającą opowieść. Miłość miesza się z gniewem, lojalność z zdradą, a prawda z milczeniem. To wspaniała lekcja historii, która pozostanie w mojej pamięci.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: b.d
Liczba stron: 0
Język oryginału: Polski
Dodał/a opinię:
Halina Więcek
Opowieść o miłości, przyjaźni i stracie w czasach, gdy zubożałe i upokorzone Niemcy wstawały z kolan, a pełni nadziei i pychy niemieccy chłopcy i dziewczęta...