Czy Wy też tak macie, że po skończeniu dobrej książki zaczynacie wyczekiwać jej kontynuacji? Że bohaterowie krążą po głowie jeszcze długo po odłożeniu ostatniej strony i absolutnie nie chcecie się z nimi rozstawać, bo ciekawość ich dalszych losów zwyczajnie nie daje spokoju? Ja mam tak bardzo często i dokładnie to poczułam po pierwszej części przygód Filipa Marlota i Janiny Rampel. Dlatego „Morderstwo w trzech aktach” spotkało się z moim uśmiechem i wypiekami na twarzy.
Małgorzata Starosta to autorka, której książki biorę w ciemno. Czytam ją od debiutu i już wtedy wiedziałam, że trafiłam na pisarkę z charakterem, świetnym wyczuciem humoru i lekkim piórem, które potrafi jednocześnie bawić i wciągać w kryminalną intrygę. Każde kolejne spotkanie z jej twórczością to dla mnie obietnica miło spędzonego czasu i tutaj absolutnie się nie zawiodłam.
Druga część serii przenosi nas w niezwykle klimatyczne miejsce, a mianowicie do teatru. Już sam pomysł, by zbrodnia rozegrała się na scenie, podczas próby spektaklu, działa na wyobraźnię. Cisza, reflektory, aktorzy w rolach, a nagle… śmierć, która przerywa wszystko. I to w taki sposób, że nikt, przynajmniej pozornie, nie mógł być winny. Wszyscy widzieli, a jednocześnie nikt nie potrafi wskazać sprawcy. Idealny punkt wyjścia do śledztwa pełnego znaków zapytania.
W kręgu podejrzanych znajduje się cała teatralna obsada, a sprawa szybko wychodzi poza mury teatru, wzbudzając zainteresowanie mediów i policji. Komisarz January Cynk, świadomy skali zagadki, ponownie sięga po nieoczywistą pomoc. I tu na scenę, dosłownie i w przenośni, wkraczają Filip Marlot i niezastąpiona Janina Rampel. Ten duet to jeden z najmocniejszych punktów książki. Ich relacja, dialogi, wzajemne docinki i zupełnie różne spojrzenia na świat sprawiają, że każda scena z ich udziałem czyta się z uśmiechem.
Najciekawsze są dla mnie momenty, gdy prywatne dochodzenie zaczyna odkrywać to, co skrywa się za kulisami. Teatr przestaje być miejscem magii, a zaczyna odsłaniać ludzkie słabości, ambicje, zazdrość i dawne urazy. Autorka świetnie pokazuje, że scena to jedno, a prawdziwe życie aktorów to drugie, znacznie mroczniejsze. Bardzo podobało mi się stopniowe gmatwanie tropów i to, że nic nie jest tu oczywiste. Gdy wydaje się, że wszystko zaczyna się układać, pojawia się kolejny szczegół, który burzy wcześniejsze przypuszczenia.
Czy zabójstwo było dokładnie zaplanowane? A może to tragiczny zbieg okoliczności? Kto w tym teatrze gra tylko rolę, a kto skrywa prawdziwe oblicze? I czy na pewno każdy mówi prawdę? Te pytania same cisną się na usta i sprawiają, że trudno oderwać się od lektury.
Podczas czytania towarzyszyło mi całe spektrum emocji od rozbawienia (bo humor Janeczki potrafi rozbroić w najmniej spodziewanym momencie), przez zaciekawienie i napięcie, aż po autentyczne zaskoczenie. Akcja płynie dynamicznie, dialogi są żywe, a zagadka kryminalna skonstruowana tak, że do samego końca nie ma się pewności, dokąd to wszystko zmierza.
Najbardziej urzekło mnie w tej książce połączenie kryminału z lekkością i humorem, bez odbierania historii powagi. Do tego wyraziste postacie, kapitalny duet śledczy i teatralny klimat, który nadaje całości wyjątkowego charakteru. Czuć, że autorka świetnie bawi się konwencją i zaprasza czytelnika do tej zabawy.
Z czystym sumieniem polecam „Morderstwo w trzech aktach” wszystkim, którzy lubią kryminały z pomysłem, humorem i bohaterami, których po prostu nie da się nie polubić. To książka, która wciąga, bawi i zaskakuje, a po jej zakończeniu znów pojawia się to jedno pytanie… kiedy kolejna część?
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-11-26
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 240
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Czwarty tom przygodowo-fantastycznej opowieści dla młodych czytelników. Mały Grześ coraz częściej przenosi się w różne epoki, aby przemieniać dawnych magów...
Książka jest zbiorem artykułów z konferencji ,,Metamorfozy przestrzeni", która odbyła się 21 maja 2013 roku na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej...