Okładka książki ma delikatne odcienie, beż, biel i na samym środku konik na biegunach jest czerwony. Lektura nie ma skrzydełek, więc nie ma dodatkowej ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi. Strony są kremowe, marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Liczy sobie ponad trzysta stron.
Z piórem autorki kiedyś się spotkałam, bardzo bardzo temu, ale niestety nie pamiętam już, czy mi się podobało, a jeśli tak, to jak bardzo. Podeszłam do niej na luzie i bez wymagań. I dobrze. Jest to prosta, jak dla mnie zwyczajna powieść obyczajowa. Czytało się szybko, lekko, przyjemnie. Autorka ma przystępne pióro, nie znajdziecie tu żadnych przeszkód podczas czytania. Historia całkiem w porządku, nawiązuje nieco do baśni, gdzie dziewczyna zamknięta jest w wieży - tutaj na własne życzenie zamyka się w swoim mieszkaniu. Książka jest dopracowana, ale... No właśnie.
Brakowało mi tutaj, chociaż raz na kilkadziesiąt stron, przyśpieszenia akcji. Dynamiczności. Okej, coś się działo, ale bardziej to taka książka melancholijna, otulająca... Brakowało mi również emocji. Coś tam nasi bohaterowie czuli, ale ja tego nie zaznałam. A szkoda, bo mogłoby być nieźle. Myślę, że można było pewne wątki bardziej emocjonalnie napisać, chyba że to ja jestem już z kamienia...
Duży plus za osadzenie akcji w Krakowie i Zakopanem. Do miasta królów mam blisko i bardzo je lubię, a to drugie... Kocham. Kocham za góry, za szlaki, w których zawsze się wyciszam. I z każdym dniem tęsknię coraz bardziej. Myślę, że gdybym miała możliwość, przeniosłabym się na stałe, gdzieś w okolice Zakopanego. Nie do centrum, ale gdzieś blisko, koniecznie z widokiem na góry. Chyba nigdy by mi ten widok nie spowszedniał.
Bohaterowie są dobrze wykreowani, niczego im nie brakuje. Różnią się od siebie, ale jakoś nie poczułam do nich sympatii. Ania jest taką zamkniętą w sobie dziewczyną, w sumie to kobietą, nieśmiałą, która najchętniej zabarykadowałaby się na amen. I ma to swoje korzenie w jej przeszłości, ale nie będę wam o tym opowiadać, jak sięgnięcie po tę opowieść, sami poznacie wszystko dokładnie. Alek to chłopak, który jest nie tylko tajemniczy, ale i jego los nie oszczędzał. Przykro mi było czytać o nim, ale cały czas nie dawał mi spokoju i patrzyłam na niego z dystansem... Jakby coś jeszcze ukrywał... Ula to całkowite przeciwieństwo swojej przyjaciółki (Ani), ale nie dziwi mnie to, że się przyjaźnią, często to właśnie przeciwieństwa się przyciągają i nie tylko w związkach damsko-męskich.
Jest to bardzo spokojna opowieść. Z racji tego, że nie miałam co do niej wymagań, nie zawiodłam się. Raczej na długo nie pozostanie w mojej pamięci, bo nie wyróżniła się niczym szczególnym. Nie jest to zła powieść, bo napisana jest dobrze, wprawnym piórem, ale moim zdaniem zabrakło trochę akcji i więcej emocji, które ja mogłabym odczuć wraz z postaciami. Skupia się na wielu aspektach z życia: miłości, przyjaźni, toksycznych relacjach, wybaczeniu, samotności, relacjach w pracy...
Myślę, że wielu z Was może przypaść do gustu. Dajcie jej szansę, może akurat się Wam ona spodoba. ;)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2020 (data przybliżona)
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 350
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Angelika Ślusarczyk
Judyta jest wziętą prawniczką, niezależną i bezkompromisową. Jej cięty język pozwolił jej wygrać niejedną sprawę, ale równie często wpędzał ją w kłopoty...
Judyta Breszka i Piotr Kostecki tworzą coraz bardziej zgrany zespół, nie tylko na sali sądowej. Niestety problemy, w które wpadli, kolejny raz burzą ich...