Czasem zdarza nam się otworzyć pełną lodówkę i stwierdzić, że nie ma w niej nic do jedzenia. Lektura tej książki sprawia, że takie słowa więzną w gardle. „Prochy Angeli” uświadamiają, czym jest absolutny, obezwładniający głód.
Ta uhonorowana Nagrodą Pulitzera autobiografia Franka McCourta (którą wielu z Was może kojarzyć ze świetnego filmu Alana Parkera) to historia, która dosłownie rozjeżdża emocjonalnie. Zaczyna się i kończy w Nowym Jorku, ale jej najbardziej mroczne i bolesne serce bije w Irlandii. W spowitym deszczem „Limerick, szarym mieście z rzeką, która zabija”.
Największą siłą tej powieści i powodem, dla którego tak mocno uderza ona w czytelnika, jest narracja. Cały ten koszmar nędzy, brudu i śmierci rodzeństwa obserwujemy z perspektywy małego Franka. To sprawia, że w książce jest mnóstwo dziecięcej naiwności i specyficznego humoru, który potęguje tylko nasz smutek. Frank nie rozumie do końca świata dorosłych, a oni nie są chętni, by mu go tłumaczyć, ale doskonale czuje szyderstwa rówieśników, drzwi zamykane przed nosem i przede wszystkim nieustannie czuje głód.
Podczas czytania nie sposób nie odczuwać ogromnego współczucia, ale też czystej wściekłości. Trudno spokojnie czytać o ojcu, który objawia się jako człowiek wręcz karykaturalnie słaby. To przerażający obraz alkoholika, dla którego własna urażona duma i kolejny kufel piwa są ważniejsze niż śmierć głodowa własnych dzieci. Nie ma go, gdy matka, tytułowa Angela, zapada na zapalenie płuc. Nie ma go, gdy rodzina musi kraść jedzenie i opał, by przetrwać, ani gdy doprowadzona na skraj rozpaczy matka musi iść żebrać. Jest za to pierwszy, by przepić pieniądze podarowane na chrzciny własnego dziecka.
Ta historia pokazuje, że człowiek potrafi przetrwać niewyobrażalne. Że tam, gdzie wyziera tylko wszechobecny mrok i beznadzieja, tli się wola życia. Ale nie każdy ma tyle siły. Frank musi dorosnąć błyskawicznie, by przetrwać tam, gdzie poddał się jego ojciec…
Powieść genialnie pokazuje, jak dorastanie w skrajnym ubóstwie i niesamowicie surowym, katolickim i krytycznym otoczeniu, na zawsze naznacza poczucie własnej wartości i rodzi koszmarne wyrzuty sumienia. Ale nawet w najczarniejszej rozpaczy ludzki umysł potrafi znaleźć ułamek absurdu i uśmiechu, by po prostu nie zwariować.
Ta historia ma w sobie przejmujący ból, ale kończy się promykiem nadziei, gdy dziewiętnastoletni Frank w końcu dopływa z powrotem do Ameryki. Powiecie, że zdradzam zakończenie? To nie ono jest tu ważne, a droga, którą Frank musiał przejść, by tu dotrzeć. Przejść w mróz, ulewę, w rozwalających się butach i bez „ani jednej rękawiczki”.
Ta powieść pozbawia powodów do codziennych narzekań i zostawia trwały ślad w sercu. Nigdy jej nie zapomnicie, gwarantuję. To arcydzieło.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: b.d
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 464
Dodał/a opinię:
czytanienaplatan
Uhonorowane w 1997 roku Nagrodą Pulitzera wspomnienie urodzonego na nowojorskim Brooklynie syna irlandzkich imigrantów, które przyniosło mu sławę i uznanie...
SPRZEDAŻ OD 26-10-2007! Kolejny tom wspomnień autora Prochów Angeli. Frank McCourt opowiada o swojej trwającej trzydzieści lat karierze nauczyciela w publicznych...