Są takie książki, które nie kończą się w momencie przewrócenia ostatniej strony. Zostają pod skórą, w myślach, w obrazie jakiegoś mglistego lasu, w poczuciu niepokoju, którego nie da się od razu nazwać. Dla mnie właśnie takim doświadczeniem był "Regiel" Michała Śmielaka – powieść, która udowadnia, że polski thriller może być jednocześnie brutalny, liryczny i głęboko zakorzeniony w lokalnym micie.
Zaczynałam lekturę z nastawieniem na solidny thriller z nutą grozy. Dostałam jednak coś znacznie bardziej niepokojącego – historię, w której las nie jest tylko tłem, a wieś nie jest tylko punktem na mapie. To opowieść o miejscu, które pamięta więcej, niż powinno, i o ludziach, którzy próbują uciec przed własną przeszłością, ale Bieszczady nie pozwalają na łatwe zapomnienie.
Najmocniej uderzył mnie klimat. Michał pisze tak, że niemal czułam wilgoć mchów pod stopami, słyszałam skrzypienie drzew i widziałam mgłę snującą się między pniami. Regiel – tajemniczy zagajnik, objęty lokalną klątwą – nie jest tylko miejscem. Jest bytem. Czymś, co oddycha, obserwuje i czeka. Autor bardzo sprawnie balansuje na granicy realizmu i grozy: długo nie wiemy, czy to, co się dzieje, da się racjonalnie wyjaśnić, czy też faktycznie dotykamy czegoś pierwotnego, starszego od ludzi i ich praw.
Ta niejednoznaczność była dla mnie jedną z największych zalet książki. Lubię historie, które nie podają wszystkiego na tacy, które zmuszają mnie do ciągłego kwestionowania własnych założeń. Tutaj nic nie jest oczywiste – ani winy, ani motywacje, ani to, po czyjej stronie tak naprawdę leży zło.
Postacie są dalekie od schematów. Szczególnie poruszył mnie wątek Oskara – mężczyzny wracającego do rodzinnej wsi, by opiekować się chorą matką. Jego relacja z przeszłością, z miejscem, z samym sobą została poprowadzona bardzo subtelnie. Czułam w nim ciężar winy, wstydu i niedopowiedzeń. To nie jest bohater, którego łatwo polubić, ale zdecydowanie jest bohaterem, którego można zrozumieć.
Równie interesująco wypada aspirant Nowacki – racjonalista wrzucony w środek świata, który coraz mniej chce się podporządkować logice. Jego bezradność wobec narastającego chaosu i irracjonalności wydarzeń była dla mnie wiarygodna i ludzka. Podobało mi się, że autor nie robi z niego nieomylnego śledczego – to człowiek, który się myli, wątpi, czasem reaguje zbyt emocjonalnie.
W tle mamy też galerię mieszkańców Rosochatego – ludzi zamkniętych, podejrzliwych, żyjących według własnych, niepisanych zasad. Ta społeczność działa jak organizm, który instynktownie broni swoich tajemnic. I właśnie ta zbiorowa mentalność wsi zrobiła na mnie ogromne wrażenie – przypomniała mi, jak silnie miejsce potrafi kształtować ludzką psychikę.
Pod warstwą sensacji i grozy kryje się w w tym thrillerze coś znacznie głębszego. Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o karze – nie tylko tej nadprzyrodzonej, ale i tej wewnętrznej. Bohaterowie noszą w sobie dawne decyzje jak ciernie pod skórą. Regiel staje się symbolem tego, czego nie da się wyciąć ani zasypać – traumy, winy, przemilczanych krzywd.
Bardzo poruszył mnie też wątek konfliktu między „postępem” a naturą. Budowa hotelu w miejscu objętym legendą to nie tylko zapalnik fabularny, ale też metafora ludzkiej pychy i krótkowzroczności. Miałam momentami wrażenie, że to właśnie natura jest tu jedyną stroną, która nie kłamie – ona po prostu reaguje.
Styl pisarza jest oszczędny, momentami surowy, ale jednocześnie niezwykle sugestywny. Autor nie epatuje zbędnymi opisami, a jednak potrafi jednym zdaniem zbudować scenę, która zostaje w głowie na długo. Tempo narracji jest nierówne – są fragmenty bardzo dynamiczne i takie, które wyraźnie zwalniają, pozwalając nam „pobyć” w tym świecie. Dla mnie to akurat zaleta: te spokojniejsze momenty pogłębiają klimat grozy bardziej niż kolejne trupy.
Zakończenie nie dało mi prostego katharsis. I bardzo dobrze. Nie wszystko zostaje tu domknięte w sposób komfortowy, a część odpowiedzi jest gorzka i niewygodna. Po zamknięciu książki siedziałam chwilę w ciszy, próbując poukładać sobie w głowie to, co właściwie się wydarzyło – i co to mówi o bohaterach, ale też o nas jako ludziach.
"Regiel" to nie jest tylko lektura do „łyknęcia” na jeden wieczór. To książka, która zostawia osad, zmusza do refleksji i podsuwa pytania o granice racjonalności, o cenę postępu i o to, czy naprawdę da się uciec przed przeszłością. Dla mnie to jedna z tych powieści, które przypominają, że polska literatura gatunkowa potrafi być ambitna, mroczna i głęboko poruszająca.
Wyszłam z tej lektury nieco niespokojna, trochę przygnębiona, ale też wdzięczna – bo lubię, gdy książka nie tylko straszy, ale też coś we mnie porusza. Jeśli ktoś szuka historii gęstej od atmosfery, zanurzonej w lokalnym micie i niebojącej się trudnych tematów, "Regiel" będzie bardzo dobrym wyborem.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2025-07-16
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 368
Dodał/a opinię:
Ewelina Białogołąbek
Z burzą przychodzi mrok... Niebo nad Sandomierzem zaciąga się czarnymi chmurami. Gdy mieszkańcy chronią się przed skutkami nawałnic, policjanci mają...
Żadna mitologia nie stworzyła większego potwora niż człowiek... Każdy może rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, nawet człowiek, który ma zdecydowanie...