Po „Siedem kilogramów złota” Artura Pacuły sięgnęłam z czystej ciekawości i to takiej, która od razu podpowiadała mi, że to może być dokładnie to, czego szukam. Zaintrygowało mnie już samo pomieszanie gatunków: historia, sensacja, przygoda, wątek kryminalny, a do tego emocje i napięcie. Dołóżmy do tego tytuł, który brzmi jak obietnica tajemnicy i konkretu, oraz okładkę, która momentalnie przyciągnęła mój wzrok. To właśnie one sprawiły, że przeczytałam opis, który mnie tylko utwierdził w przekonaniu, że ta książka ma potencjał wciągnąć mnie bez reszty.
I nie pomyliłam się.
Autor zabrał mnie w fascynującą podróż wokół zaginionego skarbu sprzed wieków, który nie jest tylko stertą złota, ale symbolem historii, pamięci i krzywd wyrządzonych w czasie wojny. Punkt wyjścia jest niezwykle ciekawy, bo chodzi o odnaleziony pod koniec XIX wieku skarb, który znika w zawierusze wojennej i do dziś pozostaje zagadką. A kiedy do gry wchodzi Oksana, młoda historyczka z Ukrainy, robi się naprawdę niebezpiecznie. Jej determinacja, by dotrzeć do prawdy, imponuje, ale też momentami zwyczajnie przeraża, bo im bliżej rozwiązania, tym więcej osób chce, żeby ta prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego.
Bardzo podobało mi się to, że historia nie stoi w miejscu. Akcja cały czas się przemieszcza, a ja razem z bohaterami podróżowałam między Polską a Ukrainą, odkrywając kolejne tropy, dokumenty, niedopowiedzenia. Do Oksany dołącza Kuba, naukowiec z Krakowa, specjalista od historii Kresów. Ich relacja została poprowadzona subtelnie, bez nachalności, ale z wyraźnym napięciem, które czuć między wierszami. Czy można komuś zaufać, kiedy stawką są nie tylko złoto i dzieła sztuki, ale też życie?
Jednym z najmocniejszych punktów książki są postacie drugoplanowe, są barwne, wyraziste, często z własnym kodeksem moralnym. Mamy ludzi skorumpowanych, gotowych sprzedać wszystko za wpływy i pieniądze, ale mamy też tych, którzy mimo strachu i wieku potrafią zachować się przyzwoicie. Szczególnie zapadły mi w pamięć bohaterki, które z pozoru nie pasują do sensacyjnej historii, a jednak odgrywają w niej bardzo ważną rolę. To właśnie takie detale sprawiają, że ta opowieść nabiera głębi.
Najciekawsze momenty? Te, w których historia zderza się z teraźniejszością, a czytelnik zaczyna się zastanawiać, ile z tamtych wojennych grabieży do dziś nie zostało rozliczonych. Kto tak naprawdę pociąga za sznurki? Komu zależy na tym, by skarb nigdy nie wrócił na swoje miejsce? I czy siedem kilogramów złota to tylko metal, czy może ciężar sumienia całych pokoleń?
Podczas lektury towarzyszyły mi bardzo różne emocje. c
Ciekawość brała górę, napięcie, momentami złość, towarzyszły mi bez przerwy, ale nie obyło się też bez wzruszenia i satysfakcji, gdy kolejne elementy układanki zaczynały do siebie pasować. Autor świetnie balansuje między lekką, dynamiczną narracją a trudnym, historycznym tłem, które daje do myślenia.
Najbardziej urzekło mnie w tej książce to, że rozrywka idzie tu w parze z refleksją. To nie jest tylko sensacyjna pogoń za skarbem, ale opowieść o odpowiedzialności za historię, o odwadze w szukaniu prawdy i o tym, że przeszłość bardzo często upomina się o swoje.
Z czystym sumieniem polecam „Siedem kilogramów złota” wszystkim, którzy lubią książki z tajemnicą, historią w tle, wyrazistymi bohaterami i akcją, która nie pozwala się nudzić. Jeśli cenicie powieści, które wciągają, ale jednocześnie zostają w głowie na dłużej, to koniecznie po nią sięgnijcie. To była naprawdę satysfakcjonująca lektura.
Wydawnictwo: selfpublishing
Data wydania: 2025-12-02
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 403
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Przygoda na obozie wspinaczkowym zamienia się w poszukiwanie skarbów. Igor chodzi do klasy z Moniką, ale zaczyna z nią rozmawiać dopiero na obozie w Zamku...
POWIEŚĆ SENSCYJNAOksana właśnie wypiła kawę i zapaliła papierosa. Niedawno skończyła studia historyczne, w czasie których wpadła na pewien trop.W 1918...