„Szczęście ma smak szarlotki” to debiutancka powieść Weroniki Psiuk, a ja po debiuty uwielbiam sięgać, dlatego nie zastanawiałam się długo nad tym tytułem! Przyznam szczerze, że dla mnie książka zdecydowanie należy do gatunku tych lekkich, które pozwalają na totalny relaks, odskocznię od problemów i zdecydowane chwilowe odmóżdżenie! Nie wymaga od czytelnika wielkiego zaangażowania, a jedynie tego, aby ją przeczytać!
Poznajemy sympatyczną, nieco szaloną Mirkę, która właśnie zorientowała się, że w jej życiu niebawem nastąpi zmiana kodu, na trzy z przodu. Postanawia do tego czasu wiele w swoim życiu zmienić. Kobieta jest mamą siedmioletniej Marianny, a jej życie to ciągła bieganina między prowadzeniem domu i użeraniem się z Jackiem – byłym mężem, który jest ojcem Marianki! Na swojej liście rzeczy do zrobienia przed trzydziestką Mirka umieściła kurs cukierniczy, który pozwala jej bliżej poznać tajemniczego kelnera! Mirka stopniowo stara się realizować spisaną listę, choć w jej punktach znalazły się elementy błahe, ale również i takie, które mogą kobiecie wywrócić życie do góry nogami! Szczególnie że nie na wszystko w swoim życiu do końca mamy wpływ, a niektóre rzeczy zwyczajnie się dzieją! Czy kobiecie się uda… Tego dowiecie się, sięgając po ten tytuł.
Dla mnie był to lekki i przyjemny czas, który pozwolił mi na totalny relaks, nie zmuszałam się do zastanawiania, kto jest winny, była dość przewidywalna, ale przyjemna w odbiorze. Książka idealnie pasuje na letnie wieczory, kiedy zmęczeni po całym dniu, potrzebujemy się odstresować, bez zbędnego angażowania umysłu! Dla mnie lekka, przyjemna i całkiem zabawna! Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2024-04-17
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 320
Dodał/a opinię:
Małgorzata Styczeń
Zawsze byłam prymuską. W szkole uwielbiałam się uczyć, brałam udział w szkolnych akademiach i konkursach, na studiach zawsze mogłam się pochwalić najbardziej dokładnymi notatkami, a w pracy, mimo piętrzących się dokumentów do uzupełnienia i problemów związanych z różnymi trudnościami uczniów, staram się dawać z siebie wszystko, co mogę.
Mam chyba syndrom zbieracza. Trudno mi pożegnać się z rzeczami, mimo że leżą gdzieś w kącie od paru lat. W szafie mam sukienki jeszcze z liceum. Żadna z nich nie jest już modna, a i mój rozmiar się od tego czasu zmienił...
Więcej