Myślę, że każdemu zależy na tym, by jak najdłużej żyć w zdrowiu, cieszyć się samodzielnością i swobodą ruchów w pełnym zakresie. Ćwiczenia fizyczne to dla mnie nie tylko rzeźbienie sylwetki, ale przede wszystkim nawyk, który bezpośrednio wpływa na komfort życia. I to na tym aspekcie warto się skupić. Sprawność to dar, o który należy dbać, a z książką Rose Keeler-Schäffeler „Trening w domu. Ćwiczenia dla każdego” ma to być po prostu łatwiejsze i bardziej zrozumiałe.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Przede wszystkim podejście autorki do strony wizualnej i edukacyjnej. Zdjęcia w książce to nie tylko ładne, motywujące obrazki – modele mają naniesiony „przekrój anatomiczny”. Dzięki temu dokładnie widzimy, które mięśnie powinny się aktywować przy danym ruchu. To genialne rozwiązanie dla osób ćwiczących samodzielnie, bo uzmysławia pracę ciała, której często „nie czujemy” na początku drogi. Łatwiej sobie zobrazować, gdzie konkretnie jest wysyłany impuls „pobudka, ćwiczymy!”.
To może zwiększyć efektywność ćwiczeń i bardziej mobilizować do działania.
Kolejnym plusem publikacji są proste, ale uświadamiające opisy:
- Korzyści i przeciwwskazania – kluczowe dla bezpieczeństwa.
- Środki ostrożności – co robić, a czego unikać, by sobie nie zaszkodzić.
- Wskazówki „Zrób to dobrze” – krótka instrukcja poprawnej techniki.
Podoba mi się idea, że zacząć może każdy, niezależnie od wieku czy kondycji. Autorka promuje trening w domowym zaciszu, bez drogich karnetów na siłownię, straty czasu na dojazdy i restrykcyjne przestrzeganie godzin, pokazując, że za sprzęt mogą posłużyć butelki z wodą, krzesło czy nawet niewinnie zwinięty ręcznik. Zachęca do ćwiczeń wśród własnych czterech ścian, bo wtedy to my sami tworzymy plany i zasady, a i łatwiej jest wtedy wygospodarować czas, który jest najczęstszą wymówką przed podjęciem tego typu aktywności.
Mimo wielu zalet mam kilka uwag z perspektywy osoby, która dba o szczegóły techniczne. Autorka kładzie duży nacisk na stabilizację i bezpieczeństwo kręgosłupa, ale moim zdaniem poświęca zbyt mało uwagi oddechowi. W niektórych ćwiczeniach, jak choćby przy popularnych mostkach biodrowych czy nożycach, brakuje mi wyraźnego zaznaczenia, jak ważny jest głęboki oddech, jego kierunek i kontrola tłoczni brzusznej. Bez tego łatwo o błędy, jak chociażby robienie się „stożka” na brzuchu, czy zapadanie w lędźwiach, co dla osób dbających o mięśnie dna miednicy i stabilny core jest kluczowe.
Nie wszystkie ćwiczenia też trafiły w mój gust – słynne burpee to zdecydowanie nie moja bajka i uważam je za mało przydatne w treningu nastawionym na rzeźbę i harmonię, ale to już tylko i wyłącznie kwestia indywidualnych preferencji i własnych potrzeb.
Podsumowując, „Trening w domu” to solidna pozycja, szczególnie dla tych, którzy szukają motywacji do ruszenia się z kanapy i chcą zrozumieć, co dzieje się z ich ciałem podczas ruchu. To przewodnik po zdrowiu, choć warto uzupełnić go o własną uważność zarówno na swoje słabości i możliwości, jak i na oddech.
Wdech – czuję siłę.
Wydech – zostawiam za sobą to, co mnie obciążało.
Wydawnictwo: RM
Data wydania: 2026-01-21
Kategoria: Poradniki
ISBN:
Liczba stron: 160
Dodał/a opinię:
Anna Szulist