Lubicie swoich sąsiadów? Dobrze z nimi żyjecie?
“Na samą myśl o tym człowieku krew mnie zalewa. Nigdy, przenigdy nie miałam problemów z innymi lokatorami, ale ten… Och! Nie ma dnia, w którym oczyma wyobraźni nie odcinam mu głowy.”
Trudno jest mieć inne podejście do sąsiada takiego jak Alek. Nie dość, że słucha muzyki totalnie nie pasującej do jej gustu, to robi to bardzo głośno i towarzyszą temu dźwięki adekwatne do jego stanu upojenia… Ale zbyt łatwo wyciągnąć pochopne wnioski i spisać na straty człowieka, który po prostu jest na życiowym zakręcie. Ostrym, wyboistym, na którym nieco się wykoleił, ale jednak nie powinno się skreślać…
Los nie oszczędził żadnego z bohaterów. Różnica jednak jest taka, że Kamila hardo stawia czoła przeciwnościom, nie daje się rzucić na kolana, walczy i się nie poddaje. A Alek poddał się rozpaczy i… on nie padł na kolana … on padł na twarz i ryje nosem w błotku. Jednak utrapiona sąsiadka, swoim pogardliwym spojrzeniem gdy znów upija się na amen, swoimi krytycznymi komentarzami i niezbyt subtelnymi opiniami na jego temat, odgrzebuje nieco jego poczucie wstydu, a to już sporo w jego sytuacji.
Z żałobą każdy radzi sobie inaczej i autorka poruszająco pisze na ten temat. Daje wg mnie tu czytelnikom, którzy znają ten stan, taką ulgę, bo pokazuje, że mają prawo przechodzić ją jak chcą i tak długo jak tego potrzebują. Niestety Alek zupełnie sobie nie radzi. A wciąż ma dla kogo wciąż żyć i z tego błota się wygrzebać. I ma kto go w tym wspierać, choć jego przyjaciel zrobił to w nietypowy sposób. Jedna na skutek kilku zbiegów okoliczności i sekretnych akcji, nasz radiowiec zaangażował się w pisanie z pewną upartą redaktorką. Ich rozmowy stają się coraz bardziej uzależniające. Oboje jednak nie są świadomi z kim rzeczywiście piszą. Co się stanie gdy to się wyda?
Czytałam tę książkę już dość dawno temu i długo trzymałam kciuki za Olkę żeby w końcu udało jej się ją wydać. Wiedziałam, że musicie ją poznać i mieć szansę na to by pokochać Kamilę i Alka oraz ich historię tak jak ja.
Kto już zna twórczość Aleksandry Pakuły, wie że autorka lubi pisać książki z wątkiem różnicy wieku aleeee u niej tradycyjnie to kobieta jest tą starszą stroną. I to bardzo fajna odmiana.
Do takich cech charakterystycznych książek Olki dodałabym też fantastyczne poczucie humoru. Jednak największą jej zaletą jest umiejętność kreowania bohaterów. Tworzy osoby takie jak my, zwykłych ludzi, a zarazem wyjątkowych, którym życie daje lekcje na każdym kroku. I my możemy wraz z nimi tego wszystkiego doświadczać oraz cieszyć się z każdego sukcesu, trzymać kciuki za to, że uda im się wszystko do czego dążą.
Tu droga bohaterów, a szczególnie Alka, jest bardzo emocjonująca. Mamy twardą bohaterkę i złamanego bohatera. Wbrew pozorom ona nie zbiera go do kupy, nie jest jego deską ratunku. Ale w pewnym sensie stała się motywacją. Co mi się podoba to to, że Ola pokazuje tu, że aby wyjść z problemów takich jak alkoholizm, trzeba tego po prostu chcieć.
To romans ale nieoklepany, nie słodki i uroczy wbrew temu co może sugerować śliczna okładka. To dojrzała historia dwojga ludzi, którzy mają prawo być szczęśliwi, ale muszą o to szczęście zawalczyć i nie zmarnować swojej szansy.
Wada? Za krótka. Olki książki czyta się zdecydowanie za szybko. I to pierwsza książka dla której w tym roku zarwałam nockę. Ale warta niewyspania.
To też książka z rodzaju tych, o których jest zdecydowanie za cicho, a powinna moim zdaniem wyskakiwać z lodówki. Pamiętajcie więc o niej robiąc zakupy i uzupełniając luki na swoich półkach. Nie będziecie tego żałować.
Polecam Kochani i serdecznie dziękuję za możliwość przeżywania ponownie tej historii, tym razem mając papierową wersję w ręce.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 272
Dodał/a opinię:
Marta BONIECKA
Życie niespełna trzydziestoletniej Adrianny wydaje się być usłane różami - niestety, do czasu. Po dramatycznym rozwodzie wyjeżdża z pięcioletnią...
Szczęśliwe życie jest najlepszą zemstą... Ile jest w stanie udźwignąć człowiek? Jak wiele tajemnic i bólu może w sobie skrywać? W przypadku Adrianny...