Już dawno się tak nie uśmiałam, jak przy tym tytule
Czytając dialogi chyba spaliłam wszystkie zjedzone przez całe życie szneki z glancem (czyt. drożdżówki z lukrem), a przy okazji poznałam tajniki skutecznego juchcenia (kradzieży).
Już wcześniejsze lektury Ćwirleja spowodowały, że poznałam poznańską gwarę, kojarzę szkiebrów, a do mojej wiedzy dołączyły jeszcze flepy, zdalasiałe szuszwole, luchanie, blubranie, racha, żybura, eka, kielczenie się i tak dalej i tak dalej ...
Tytuł bardzo wiele mi obiecywał, a tymczasem poza dużą dawką wesołej gwary poznańskiej i podwórkowego humoru nawiązującego do końca lat 20 minionego wieku, agenci, tajniacy, mały romansik, to jednak fajerwerków nie było. Owszem, ciekawe perypetie złodziejaszków i policjantów, którzy świetnie by pasowali do komedii Barei, ale jakoś tym razem książka mnie nie porwała. Co nie oznacza, że nie sięgnę po tego autora ponownie - jak najbardziej będę testować
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2021-03-10
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 504
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Agata Warczachowska
Poznań, czerwiec 1982 roku. Od pół roku trwa stan wojenny, wszyscy jednak starają się żyć normalnie. Wielkie zainteresowanie budzi mundial i udział w...
Rok 1990 to początek nowej ery. Kończy się czas Polski Ludowej a zaczyna Polska demokratyczna. Ale ta zmiana nie dokonuje się bezboleśnie. Nikt jeszcze...