Najnowsza propozycja literackia Justyny Jelińskiej zabiera nas w rejony rzadko eksplorowane z należytą uwagą w rodzimej literaturze grozy, opierając swoją oś konstrukcyjną na jednym z najbardziej fascynujących, a zarazem autentycznie przerażających punktów na mapie polskiego urbexu. Przeniesienie akcji do opuszczonego zakładu dla nerwowo chorych w Otwocku okazało się posunięciem nie tylko trafnym marketingowo, ale przede wszystkim niosącym ogromny ładunek emocjonalny. Autorka z niebywałą precyzją odmalowuje duszny, lepki klimat niszczejących murów, z których wciąż zdaje się sączyć dawne cierpienie i tragizm historyczny. To właśnie ta namacalna wręcz atmosfera, potęgowana przez powolne wkraczanie w chłód opustoszałych korytarzy, stanowi najjaśniejszy punkt opowieści. Jelińska w początkowej fazie utworu mistrzowsko operuje suspensem, budując w czytelniku poczucie permanentnego zagrożenia, gdzie każdy krok bohaterów w głąb ciemności rezonuje z naszymi własnymi, pierwotnymi lękami.
Niewątpliwą zaletą tej prozy jest również pieczołowite podejście do kreacji postaci. Zamiast jednowymiarowych figur, które zazwyczaj służą w horrorach za przysłowiowe mięso armatnie, otrzymujemy zróżnicowany pod względem psychologicznym kolektyw. Kontrasty między sceptycyzmem a głęboką wiarą w zjawiska paranormalne, a także zróżnicowane motywacje popychające młodych twórców do przekroczenia bramy szpitala, dodają dynamiki i naturalności początkowym interakcjom. Stylistyka autorki w tych momentach jest płynna, angażująca i niezwykle obrazowa - czytelnik niemal fizycznie współodczuwa niepokój, słysząc trzaski w głośnikach sprzętu badawczego czy obserwując chwiejne światło latarek. Techniczna strona poszukiwań i wprowadzanie elementów ezoterycznych zostały podane w sposób przystępny, co pozwala zanurzyć się w opowieści bez poczucia sztuczności.
Niestety, ta obiecująca architektura fabularna, która tak mocno intryguje na starcie, z czasem zaczyna borykać się z problemami konstrukcyjnymi. Odnosi się wrażenie, że genialny i niezwykle nośny koncept wyjściowy w pewnym momencie wymknął się spod kontroli, a dynamika narracji straciła swój pierwotny wektor. W miarę rozwoju wypadków, gdy realne zagrożenie powinno potęgować grozę, misternie tkany klimat zaczyna ustępować miejsca pewnemu chaosowi i brakowi konsekwencji. Największym mankamentem stają się motywacje i zachowania bohaterów w momentach kryzysowych. Choć konwencja horroru rządzi się swoimi prawami, to jednak w tej konkretnej historii granica między instynktem samozachowawczym a kompletnym brakiem logiki została zbyt mocno zatarta. Decyzje o kontynuowaniu działań w obliczu całkowitej awarii technologicznej i realnego niebezpieczeństwa mogą budzić w czytelniku uzasadniony opór i dystansować go od przeżywania dramatu postaci.
Warstwa językowa, choć początkowo potoczysta, z czasem ujawnia pewne potknięcia redakcyjne i stylistyczne. Pojawiające się cyklicznie przestoje narracyjne, objawiające się chociażby rozwlekłym, nużącym wręcz analizowaniem jednego dylematu moralnego między bohaterami, niepotrzebnie wybijają z rytmu i odbierają opowieści należną jej dynamikę. Podobnie rzecz ma się z dialogami w sekwencjach kulminacyjnych - momentami tracą one swoją autentyczność, brzmiąc zbyt infantylnie lub nienaturalnie jak na powagę sytuacji, w której znaleźli się dorośli ludzie w obliczu manifestacji sił nieczystych. Samo zakończenie, zamiast przynieść oczekiwane, elektryzujące rozstrzygnięcie, okaże się nazbyt przegadane i jednocześnie urwane, pozostawiając odbiorcę z poczuciem niedosytu i brakiem klarownych odpowiedzi na fundamentalne pytania.
Podsumowując, najnowsze dzieło Justyny Jelińskiej to pozycja o niezwykle silnym, ale nie do końca wykorzystanym potencjale. To książka dwóch prędkości - zaczyna się jako rasowy, klimatyczny horror z doskonale nakreślonym tłem i intrygującymi bohaterami, by w drugiej połowie stracić impet na rzecz fabularnych uproszczeń i stylistycznych powtórzeń. Mimo tych potknięć, spędzony z nią czas nie jest czasem straconym, gdyż autorka bez wątpienia posiada dar plastycznego opisywania przestrzeni i budzenia niepokoju. Przygoda w otwockich ruinach ostatecznie broni się jako niezobowiązująca, nastrojowa lektura na jeden wieczór, jednak jako wymagająca recenzentka głęboko wierzę, że autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i jej kolejne literackie próby w pełni rozwiną skrzydła, oferując strukturę pozbawioną tych drobnych mankamentów.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-06-17
Kategoria: Horror
ISBN:
Liczba stron: 288
Dodał/a opinię:
auraliteracka
Życie w malowniczej Trzebieży toczy się niespiesznie. Dla trójki przyjaciół jednak czas płynie w zupełnie innym tempie. Annę Jankowską po trudnych życiowych...
Pozornie cicha i spokojna Trzebież skrywa wiele tajemnic. Jedna z nich wciąż pozostaje nierozwiązana - porwanie Anny. Do akcji wkracza Mieczysława Zarzycka...