Są takie książki, które się czyta. I są takie, które się „przeżywa” – czasem z zachwytem, a czasem z lekkim znużeniem, jakbyśmy próbowali nadążyć za kimś, kto myśli szybciej, głębiej i bardziej wielotorowo niż my sami. Żywa i martwa Zadie Smith zdecydowanie plasuje się w tej drugiej kategorii.
To nie jest książka, która prowadzi czytelnika za rękę. Wręcz przeciwnie – momentami mam wrażenie, że zostawia go gdzieś pośrodku intelektualnego labiryntu i mówi: „radź sobie”. A jednak… coś sprawia, że nie chce się z niej wyjść.
Już od pierwszych stron czuć, że Smith pisze bez zahamowań. Nie musi już niczego udowadniać – i właśnie dlatego pozwala sobie na wszystko. Swobodnie przeskakuje między tematami: od literatury wysokiej, reprezentowanej przez takie nazwiska jak Toni Morrison, Hilary Mantel czy Philip Roth, po popkulturę, gdzie pojawiają się Madonna czy Donald Trump. Ten kontrast jest fascynujący, ale też… wymagający. Bo żeby w pełni docenić te odniesienia, trzeba być czujnym, oczytanym i gotowym na nieustanne przełączanie kontekstów. I tu pojawia się moje osobiste zderzenie z tą książką.
Z jednej strony – ogromny podziw. Za erudycję, za błyskotliwość, za odwagę w formułowaniu myśli. Smith potrafi pisać tak, że jedno zdanie potrafi zatrzymać na dłużej. Zmusza do myślenia, do zadawania pytań, do konfrontowania się z własnymi poglądami. To literatura, która nie chce być tylko „ładna” – ona chce coś znaczyć.
Z drugiej strony – zmęczenie.
Bo ta książka nie daje wytchnienia. Nie ma tu miejsca na lekkie płynięcie przez tekst. Każdy esej, każda refleksja wymaga skupienia, a czasem wręcz wysiłku. Momentami miałam wrażenie, że gubię się w tych wszystkich odniesieniach, że coś mi umyka, że nie nadążam. I pojawiła się ta cicha, trochę niewygodna myśl: może jeszcze do niej nie dorosłam? Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że to wcale nie jest wada.
Bo Żywa i martwa to książka, do której się wraca. To nie jest jednorazowe doświadczenie. To raczej spotkanie z kimś bardzo inteligentnym, kto mówi szybko i dużo – i choć nie wszystko rozumiemy od razu, czujemy, że warto słuchać. Nawet jeśli czasem trzeba zrobić przerwę.
Smith pisze o rzeczach ważnych: o miejscu kobiet w sztuce, o macierzyństwie, o władzy, o kulturze i jej przemianach. Ale nie daje prostych odpowiedzi. Raczej prowokuje, czasem drażni, czasem zachwyca. To książka, która bardziej zadaje pytania, niż je rozwiązuje. I chyba właśnie dlatego zostaje w głowie.
Nie powiem, że była to łatwa lektura. Nie była. Była wymagająca, momentami męcząca, chwilami nawet przytłaczająca. Ale jednocześnie była też inspirująca i – co może najważniejsze – prawdziwa w swojej bezkompromisowości.
Może nie jest to książka na każdy moment życia. Może trzeba do niej dorosnąć. A może po prostu trzeba do niej wrócić za jakiś czas – bogatszym o nowe doświadczenia, z inną wrażliwością.
Jedno jest pewne: obok tej książki nie da się przejść obojętnie. Ja już wiem, że wrócę do niej, aby jeszcze raz przeżyć to od nowa, może wtedy mocniej do mnie dotrze.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-03-11
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 400
Dodał/a opinię:
Małgosia Brzeska
Intymne zapiski czasu lockdownu. Pierwsze miesiące nowej dekady przyniosły zupełnie nową rzeczywistość. Zadie Smith w Przebłyskach, niezwykle intymnych...
Podobnie jak bestsellerowe "Białe zęby", nowa powieść Zadie Smith "O pięknie" opowiada historię dwóch rodzin, a poprzez tę opowieść...