HRE, Bizancjum i trzecia opcja?
Tak naprawdę ze względu na budowę cyklu fundacji bliżej mu do trylogii, niż znanego nam 7-tomowego kolosa. Jeśli liczyć cykl chronologicznie od Fundacji, to 4 następne części zwyczajnie łączą się parami. A „Agent Fundacji” jest pierwszą częścią ostatniej chronologicznie duologii, która kończy cykl. I odpowie nam ostatecznie, czy Plan Seldona się powiedzie.
Demon Lapelaca, jako osobliwa możliwość przewidzenia wszystkiego, ciągle powraca w różnych obliczach u Asimova. „Fundacja” zaczęła od trudności w związku z samym obliczaniem takich przewidywań i przede wszystkim problemu wpływu obserwatora (albo to było w duologii prequelów). W opowiadaniu spoza cyklu – „Ostatnie pytanie” podchodzi do tego od zupełnie innej strony. W drugiej duologii krążącej wokół Muła i konsekwencji jego działań skupia się na nieprzewidywalności jednostek. Ostatecznie zostawia nas to w ostatniej duologii z czymś, co można nazwać odpięciem wrotek.
„Agent Fundacji” eksploruje coś, co było widać w ostatnio wydanym serialu „Pluribus”. W końcu widzimy pełne możliwości zdolności mentackich Drugiej Fundacji i do czego ludzkość jest zdolna. I to pójście w tę stronę, można by rzecz – mniej naukową, sprawia, że Asimov poza sensacją naprawdę daje dużo ciekawych rozważań.
Zazwyczaj w rozważaniach o Fundacji mówi się o psychohistorii. Nie mówi się o innych elementach jego świata, a przede wszystkim – o tym, że przewidywalne rozwiązanie nie musi być najlepsze. Że stworzenie rozwiązania kontrolowanego musi w jakimś stopniu wymagać niewyobrażalnej kontroli. A bez informacji, taka kontrola i przewidywanie mogą być zawodne.
Dlatego „Agent Fundacji” przedstawia nam inne rozwiązanie. Plan Seldona jest naukowy, matematyczny i w pewnym sensie jest genialny. Jednak właśnie przez wymienione cechy – jest przewidywalny i stabilny. Jedyne, co robi, to wybiera z istniejących ścieżek przyszłości. Nie tworzy nowych. A to byłoby prawdziwie genialne.
Dlatego w ten bardziej fantastycznym spojrzeniu „Agent Fundacji” pokazuje, że wszystkiego nie da się przewidzieć i może dobrze. Po co krążyć wokół przeszłości, jak autor wokół Imperium Rzymskiego, albo bohaterowie wokół mitycznej Ziemi? Lepiej stworzyć coś nowego.
To jest odpowiedź Asimova w „Agencie Fundacji”, a w „Fundacja i Ziemia” dostaniemy chyba odpowiedź na pytanie: „czemu?” Jeszcze nie skończyłem, ale już na poziomie tej książki się domyślam.
Nie znaczy, że ta odsłona cyklu Fundacji, jest idealna. Nie każdemu może się spodobać sensacyjne „ja myślę, że on myśli, że ja myślę, więc zrobię to”, podchody 3 perspektyw narracyjnych i styl Asimova. Ostatecznie Asimov pisze książki sensacyjne, a elementy science fiction, choć najciekawsze, można by przeczytać poza książką. Jednak dorzucenie emocji i przyjemności z pewnością służy zapamiętywaniu.
Jednak największą wadą tej książki jest autor. Nie wiem, czy to kwestia większej świadomości jego osoby, ale zacząłem w tej części zauważać komentarze postaci na temat kobiet. Wcześniej dawałem to na karb czasów, ale poznając pewne nieprzyjemne informacje o nim, trudno się od tego odciąć. Mam nadzieję, że potraficie seksualizujące komentarze odfiltrować i cieszyć się resztą książek. Jeśli nie, wasza decyzja, czy ryzykować.
Ostatecznie chyba „Agent Fundacji” na razie podobał mi się najbardziej z całego cyklu. Nareszcie spełnił moje skojarzenia, że Pierwsza i Druga Fundacja, jeśli nie zainspirowała, to na pewno wpisała się i utrwaliła dychotomie maszyny oraz człowieka w SF. Dziś widać to w Warhammerze 40k z Adeptus Mechanicus i Psionikami, albo żeby sięgnąć po coś bliższemu Isaacowi Asimovowi – „Koniec dzieciństwa” Arthur C. Clarke.
PS.
Możnaby się jeszcze pobawić, jak w tytule, i znaleźć jakieś fajne porównania Fundacji (np. do Imperium Brytyjskiego), ale to raczej coś niepasującego do reszty narracji.
Isaac Asimov i Robert Silverberg to jedni z najsłynniejszych i wielokrotnie nagradzanych pisarzy science fiction. Laureaci m.in. nagród Hugo, Nebula...
Dziewiąty tom bestsellerowego cyklu SF Fundacja. Pięćset lat od założenia jej przez Hariego Seldona Pierwsza Fundacja jest największą potęgą...