Czy to jest tak, że kiedy przychodzi jesień życia, to człowiek ma ochotę szaleć i pakować się w przygody? Komedie kryminale często pokazują, że seniorzy potrafią dawać czadu i wyciskać z oczu łzy. Śmiechu, oczywiście. Dom zdrojowy Dulawka to jedna z tych książek, które chce się tylko zacząć, a potem nagle zamyka się ostatnią stronę i próbuje zapamiętać najlepsze teksty.

Sprawa jest prosta: dwie seniorki, które różnią się temperamentami jak ogień i woda, jadą do luksusowego sanatorium. Jedna chce podreperować zdrowie, druga marzy o nowych znajomościach. Tymczasem na miejscu spokój kuracjuszy zakłóca śmierć, a bohaterki zostają wplątane w serię niefortunnych zdarzeń. Na dodatek Zofia staje się podejrzaną w sprawie!
Zofia Słoneczko i jej kuzynka Krystyna Pająk nie mają sobie równych. Zofia należy do osób spokojnych, ale jakoś zawsze tak bywa, że wpadnie w kłopoty. Z kolei Krysia jest żywiołowa i wciąż ma wielki apetyt na życie. Pozostali kuracjusze to także kolekcja ciekawych i nietuzinkowych postaci. Wszyscy zebrani w jednym miejscu dają gwarancję dobrej zabawy i sporej dawki absurdów.
No właśnie: komedia kryminalna w wykonaniu Agnieszki Płoszaj to esencja, bo zawiera w sobie tylko najsmakowitsze kąski: naprawdę ciekawą intrygę, zaskakujących i groteskowych bohaterów, komizm sytuacyjny, a do tego cięte dialogi. To prawdziwa skarbnica tak zwanych złotych tekstów. Uwielbiam takie książki i często wykorzystuję je, gdy prowadzę kursy kreatywnego pisania.
– Moja babka od strony matki… Biedaczka…
– Chorowała?
– Zmarła bardziej. – Setka z udawaną nostalgią wzruszyła ramionami.
– Co było przyczyną?
– Żeberka – wypaliła. Miała zamiar pożartować z pani doktor i wybadać granice jej cierpliwości.
– Żeberka? – zdumiała się Stuf.
– Tak. Bunia taka była żarta na żeberka, że zadławiła się kością.
(..)
– Rozumiem. No cóż, przykre to. A mama?
– Mama na szczęście nie lubi żeberek.
– Nie, nie. Mam na myśli choroby.
– Jakie?
– Przebyte.
– Przebyte to ma tylko podróże. Powiem pani… – Setka machnęła ręką. – Góry, Mazury, Filipiny, Majorka. Nie usiedzi. No taki typ. Jak to się mówi, jakby robaki miała.
– Robaki…
– Ale nie ma. Tak się tylko mówi. Ja zresztą też nie mam.
W polskiej kulturze starsze panie są często nobliwe i osadzane głównie w rolach kochających babć, które wspaniale gotują. Tymczasem bohaterki Domu zdrojowego Dulawka zachowują się tak, jakby jutra miało nie być. I choć sprawa zabójstwa jest poważna, to trzeba przyznać, że… nie ma nic bardziej absurdalnego niż trup.
A samo sanatorium to mikrokosmos. Te wszystkie napięcia między kuracjuszami i przedziwne terapie, chwilowe znajomości, rywalizacje i romanse ociekają groteską, ale mają w sobie ziarno prawdy. Przecież wiemy, że do sanatorium ludzie przyjeżdżają z własnymi historiami, samotnością, rozczarowaniami i nadziejami. Niektórzy chcą odpocząć. Inni – jeszcze raz poczuć, że życie ich może zaskoczyć.
Agnieszka Płoszaj bawi, zaskakuje, ale też daje kilka tematów do przemyślenia. Mówi o tym, jak to jest, kiedy na jakiś czas możemy żyć innym życiem, kiedy nastawiamy się tylko na dobrą zabawę, bez konieczności bycia matką, opiekunką, babcią, kucharką. Skłania do refleksji na temat tego, jak może wyglądać starość i czy warto żyć na krawędzi, czy jednak lepiej siedzieć w kapciach w bujanym fotelu i czytać książki.
„ Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci koronę żywota.” Obj. 2:10 Łódź.Mglisty, wiosenny poranek. W przypałacowym stawie na Księżym Młynie...
,,Tego poranka wiadomość, jaką ciepłym głosem przekazywała spikerka, dotyczyła tajemnicy skrywanej w starym budynku. A dokładnie rzecz biorąc - pałacu"...