Niektóre schematy w literaturze są zbyt dobre, by je zmieniać! Jeśli tak jak ja pokochałyście serię „Siedem sióstr” Lucindy Riley czy „Utracone córki” Sorayi Lane, to zakochacie się również w „Siostrach mórz” Eleanor Buchanan. To porywająca saga o czterech rozdzielonych siostrach i ich potomkiniach, które, rozsiane po najdalszych zakątkach świata, próbują rozwikłać tajemnicę starożytnej klątwy szkockich głazów, by odkryć swoje korzenie i wreszcie powrócić do domu na klifie.
25 marca miał premierę pierwszy tom tej serii, „Iris”, w którym przepadłam od pierwszych stron! Ta rozgrywająca się w dwóch liniach czasowych opowieść kieruje nas ku najstarszej z sióstr Blackmore, która w latach trzydziestych ubiegłego wieku porywa się na desperacką podróż na Cejlon w poszukiwaniu wuja, oraz współcześnie ku Roz, uciekającej z Australii do Anglii przed brutalnym ojczymem.
Przyznam, że z większą fascynacją śledziłam losy Iris, również przez wzgląd na barwnie ukazane ówczesne realia i odmienność krain oraz klimatów, do których trafia. Jej przepiękna, ale i pełna napięcia historia pokazuje, jak z pragnienia zemsty i pomimo bolesnych strat może narodzić się najprawdziwsza miłość i nowy dom na końcu świata. Autorka daje nam poznać również powody rozdzielenia sióstr i wyjaśnia, dlaczego Iris nigdy nie wróciła na szkockie klify, które tak ukochała.
Ale i mroczna historia Roz budzi ciekawość. Popełniona w jej rodzinie zbrodnia odbija się na niej rykoszetem, a kobieta nie tylko przeżywa trudną żałobę, na której cieniem kładą się wyrzuty sumienia, ale i odczuwa uzasadniony strach o własne bezpieczeństwo.
Obie te opowieści, przeplatane niczym dwie nici z zupełnie innych kilimów, w pewnym momencie łączą się, tworząc cudowny i spójny wzór. I jak to bywa w życiu, zadziałał tu absolutny przypadek oraz intuicja, która przyciągnęła Roz do pewnego londyńskiego antykwariatu z niepokojącym obrazem czterech głazów na wystawie. Nie bez znaczenia okazały się również poszukiwania spadkobierczyń majątku Blackmore'a, którymi zajął się młody prawnik Finn.
To nie tylko dynamiczna, wciągająca akcja czy klimatyczne opisy tak odmiennych skrawków świata jak Szkocja, Australia czy Cejlon, ale przede wszystkim niezwykle budująca historia o odnajdywaniu swoich korzeni i pozwoleniu sobie na szczęście. Znalazłam w niej wszystko, za co kocham ten gatunek: dawne sekrety, dzikie szkockie klify, niebezpieczeństwo, pięknie rodzące się uczucia i odrobinę magii, która subtelnie kieruje losami bohaterek. Autorka zręcznie spięła wszystkie te elementy i w swoim gawędziarskim stylu przejęła kontrolę nad naszymi emocjami od pierwszej do ostatniej strony. I to naprawdę nie jest pusty frazes!
Na samym końcu zdradza nam imię kolejnej młodej kobiety, Clary, kusząc nas zapowiedzią drugiego tomu. I jak tu się oprzeć? To jednak taki słodki przymus, bo jeśli kolejne części okażą się tak ciepłe i urzekające, to zanurzę się w nich z prawdziwą przyjemnością i nadzieją, że potomkiniom czterech sióstr uda się odwrócić klątwę. Ja już odliczam dni!