„Jak nie teraz to kiedy?" to kolejny i w dodatku polski debiut literacki, po który sięgnęłam w tym roku. Lubię sięgać po debiuty, ale jeszcze bardziej lubię czytać książki rodzimych autorów. Co jednak nie znaczy, że nie czytam żadnych innych, wśród zagranicznych twórców też mam swoich ulubieńców.
Jaga Tuliszka napisała piękną historię, w której postaciach każdy z czytelników znajdzie coś znajomego...
Ja nie mogłam się oderwać wprost od lektury, ta opowieść przyciągała mnie jak magnes. Pewnie dlatego, że i ja mam taką "wspaniałą" teściową, jak główna bohaterka, więc chciałam wiedzieć, jak się potoczą jej losy.
Mira Kolska jest młodą matką, szczęśliwą żoną Michała i prowadzi mały osiedlowy salon fryzjerki w Poznaniu. Lecz nie wszystko w jej życiu tak dobrze się układało.
Mira pochodzi z Podhala, jednak chciała wyrwać się stamtąd do wielkiego miasta i zacząć żyć na własny rachunek. Rodzice nie chcąc podcinać córce skrzydeł, dali jej stare auto i trochę grosza na dobry start, wciąż mając nadzieję, że szybko wróci z powrotem. Jednak Mira się nie poddała, zaczęła pracować jako fryzjerka, aż w końcu sama została szefową...
Oprócz wiecznie zapracowanego męża, który jest praktycznie gościem w domu, ma do ogarnięcia jeszcze dwóch łobuziaków, a w tym pomaga jej przyjaciółka Kasia.
W salonie fryzjerskim można spotkać wiele osób, które przy okazji chcą się wygadać. I chociaż Mira sama nie lubi opowiadać o sobie, to zmuszona jest niejako wysłuchiwać zwierzeń klientów, najczęściej klientek. Dzielą się z nią emocjami i przeżyciami, opowiadają o toksycznych relacjach w pracy czy w rodzinach, ale też o tych dobrych i wspierających, o podróżach, swoich pasjach, o zdrowiu i dzieciach...
"Dla tej kobiety spotkania w salonie były jedyną okazją do dłuższej rozmowy z kimś innym niż schorowany mąż, który przez całe życie okropnie traktował żonę, a na swoją niedołężną starość stał się jeszcze podlejszy."
Wydawałoby się, że wszystko powoli znakomicie się układa. Gdy jednak pewnego dnia dzwoni do niej teść i prosi o pilną rozmowę, wszystko zmieni się jak w kalejdoskopie.
Ani Michał, ani tym bardziej Mira, nie zdają sobie sprawy z tego, co przyniesie niespodziewane spotkanie Miry z teściem.
Po takim zdarzeniu trudno się podnieść, a zwłaszcza gdy teściowa z młodszym synem wbija jeszcze Mirze przysłowiowy gwóźdź do trumny...
Jak można dalej żyć? Gdyby nie Michał i jego wsparcie, oraz Kasia i nowe przyjaciółki, nie wiadomo, czy Mira podniosłaby się z dołka. A i tak ciągłe ataki paniki dopadają ja w najmniej spodziewanych sytuacjach. Chociaż Mira doskonale wie, że z lękami trzeba się mierzyć, a nie się przed nimi chować, to wie też, że to tylko są słowa.
"Ciało, mimo żałoby, niestrudzenie prowadziło proces zdrowienia. Tkanki się łączyły, komórki odbudowywały, stany zapalne gasły. Czas na chorowanie się kończył. Tylko poraniona dusza nie potrafiła znaleźć swojego plasterka."
Jednak los często bywa przekorny i po burzy zazwyczaj wstaje słońce, więc i Mira ciągle ma nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży, poskłada do kupy.
W tej książce znajdziemy tak wiele emocji, dużo dobrych i tych złych, wiele też skomplikowanych, które wymagają przemyślenia. Zmagania z traumą znam ze swojego podwórka, chociaż z nieco innej przyczyny, lecz sposób, w jaki ogarnia całe ciało panika, jest mi dobrze znany. Trzeba się nauczyć z tym walczyć.
W tej historii ja widzę wiele nie tylko z mojego życia, ale też z życia znajomych. To jakby patrzeć przez szybę i zaglądać do środka, do wnętrza duszy...
Myślę, że każdy zobaczy coś znanego, coś z samego siebie, bo chociaż każdy z nas jest inny, to wiele cech mamy wspólnych i dlatego jesteśmy tacy niepowtarzalni, niezwykli.
Jaga Tuliszka pokazuje nam, że warto walczyć o marzenia, nawet wtedy, gdy wydaje się, że już nic nie będzie lepiej.
Polecam tę powieść wszystkim. Naprawdę warto!
A ja czekam już z niecierpliwością na kolejną powieść autorki "W samą porę". Mam nadzieję, że nie każe zbyt długo na nią czekać.
Dziękuję Pani Marlenie z Wydawnictwa Znak za możliwość poznania tej książki.