"W naszym życiu potrafią pojawiać się osoby, które stanowią drogowskaz nawet wtedy, gdy w końcu się dorasta. Osoby, do których wciąż chcemy wracać, bo wiemy, że zawsze znajdą dla nas odpowiedzi"
Czy życie może gwałtownie zmienić się w ciągu jednego dnia? A owszem i bardzo dobrze przekonuje się o tym Chenynne, gwiazda muzyki country. Jeszcze kilka godzin wcześniej cieszyła się z uzyskanej nagrody a teraz zapija smutki w barze po tym jak narzeczony ją porzucił, na koniec stwierdzając, że jest po prostu za stara. Ale to nie wszystko co los dla niej szykuje, bo dowiaduje się że jej ojciec jest w szpitalu i przez cały czas ukrywał przed nią swój stan zdrowia, a we wszystkim wspierał go Soren no, który nie ukrywa, że nie pała sympatią do bohaterki.
Już pierwsze strony wywołały wiele emocji. Nie ukrywam, że nie raz łezka mi się w oku zakręciła. Dalej jednak niestety już historia aż tak bardzo mi się nie podobała.
Cheynne zyskuje ranczo, ale pod pewnymi warunkami. W ciągu roku musi znaleźć sobie męża. Tylko czy to będzie takie proste? Okazuje się, że wcale nie, tym bardziej, że bohaterka jakoś specjalnie nie przykłada się do tego zadania. Można powiedzieć, że rozwiązanie ma wręcz pod nosem, bo Soren cały czas jest obecny. Niby początkowo wydaje się, że nie przepada za nią, ale jednak okazuje się, że przyczyna tkwi w całkiem czymś innym. Ich relacja? Naprawdę bardzo dziwna. To taki typowy przykład, gdzie wszelkie komplikacje można byłoby rozwiązać w ciągu 5 minut poprzez zwykłą rozmowę. O ile takie zabiegi są zdecydowanie powszechne w książkach i faktycznie mało kiedy mi to przeszkadza, to jednak tutaj tak bardzo to było potrzebne, że aż wręcz irytowało. Ani Soren, ani Cheynne nie do końca wiedzą co chcą. Od początku są sobą zainteresowani, a najlepsze jest to, że ta druga strona jest o tym w pełni świadoma, ale oboje nic z tym nie robią. A raczej wszystko komplikują. Bo tak naprawdę, po co podjąć jakieś kroki? Po co wszystko rozwiązać jedną rozmową? Jak wystarczy zaaranżować randkę, żeby ta druga osoba poczuła się zazdrosna, prawda? Tylko nie do końca wszystko idzie tak jak miało być, a coś co miało polepszyć relacje, zmusić drugą stronę do działań w konsekwencji spowodowało wręcz odwrotny skutek. Odpychanie, przyciąganie i tak cały czas w kółko. Ciężko mi się przez to czytało, choć zdecydowanie pojawiały się momenty, które w znacznym stopniu ratowały całą tę historię. Bo ile zachowanie Sorena jestem w stanie zrozumieć, bo miał swoje własne powody, to o tyle zachowania bohaterki w ogóle nie potrafię zrozumieć.
W końcu. Jak nareszcie zaczęło się coś względnie układać pomiędzy bohaterami to pierwsze co przyszło mi na myśl to: w końcu. Po tych całych dziwnych działaniach wszystko szybko ruszyło do przodu i ich relacja zaczęła mi się bardzo podobać. Zdecydowanie moją większą sympatię zdobył bohater niż bohaterka, ale też ją polubiłam. Oczywiście, nie może być za bardzo kolorowo, bo pojawiają się pewne komplikacje. Soren, to mężczyzna, który ma dosyć burzliwą przeszłość. Ponadto, oboje prowadzą całkiem inne życie. On strażak, który każdy wolną chwilę spędza na ranczu, a Cheynne? To przecież popularna gwiazda muzyki country. Jak cokolwiek mogłoby pomiędzy nimi coś być? Czy znajdą na to rozwiązanie?
"Jestem zepsuty, Cheynne. Przez całe życie byłem sam. Nie potrafię... być z kimś. A we mnie... We mnie skrywa się tyle bólu. Nikt nie zdołałoby mnie uwolnić. Nie marnuj na mnie czasu, gwiazdeczko. Jestem przegraną sprawą, a ty... Ty zasługujesz na o wiele więcej"
Jest to zdecydowanie historia w klimacie kowbojskim, bo ranczo i związane z tym wszystkie aktywności są tu nie tylko z nazwy. Podobało mi się to. Również bardzo polubiłam postaci poboczne, przede wszystkim przyjaciół bohaterów. Zdecydowanie, bardzo umilali lekturę poprzez działania zmierzające do tego, żeby zeswatać bohaterów. Wprowadzało to trochę humoru w historii.
To książka, która niestety nie bardzo mnie nie zachwyciła. Też momentami przeszkadzało mi to, że poszczególne wydarzenia się powtarzały, bo były przedstawiane z perspektywy raz jednego bohatera, za chwilę z perspektywy tego drugiego. Zakończenie z kolei bardzo fajne, takie jakie lubię.
Jeśli lubicie romanse, w których nie boicie się trudniejszych tematów, do tego kochacie klimat kowbojski to zdecydowanie warto się zapoznać. Miłego.
Sprytna i przebojowa Ewa Sokołowska stara się o posadę asystentki braci Ostrowskich. Przyszłym szefem kobiety może zostać Przemek Ostrowski, jej przyjaciel...
Dark fantasy autorki Milestones! „– Oto koniec – powiedział wreszcie głosem donośnym, silnym, kipiącym jakby wrodzoną pewnością siebie...