„Majak” Katarzyny Kuśmierczyk wciągnął mnie powoli, niemal niepostrzeżenie, a potem zamknął w sobie jak w gęstej mgle, z której nie ma ucieczki. To nie jest książka, po którą sięga się tylko dla intrygi. To opowieść, która wbija się w emocje, rozgrzebuje lęki i zostawia po sobie ciężar – przyjemny i bolesny jednocześnie.
Fabuła rozwija się jak niepokojący sen. Z pozoru przypadkowe osoby, różne życiorysy, odmienne motywacje – a jednak wszystkie drogi prowadzą do jednego miejsca. Pensjonat na odludziu, Suwalszczyzna z jej dzikością, ciszą i przestrzenią, która zamiast dawać ukojenie, potęguje poczucie zagrożenia. Im dalej w historię, tym bardziej czułam, że to miejsce nie jest tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem – obserwującym, milczącym, osądzającym.
Każda z postaci niesie ze sobą bagaż win, sekretów i niewypowiedzianych grzechów. Autorka nie spieszy się z odkrywaniem kart. Zamiast tego pozwala napięciu narastać, pokazuje drobne pęknięcia w relacjach, spojrzenia, półsłówka, gesty, które zaczynają znaczyć więcej niż całe dialogi. Czułam, jak atmosfera gęstnieje, jak rośnie nieufność i strach – nie tylko bohaterów, ale i mój własny.
I wtedy pojawia się echo Agathy Christie... „I nie było już nikogo”- lektury znanej także pod tytułem "Dziesięciu małych Murzynów" - wybrzmiewa tu wyraźnie, ale nie jako kopia, a jako duch unoszący się nad fabułą. Zamknięta przestrzeń, ograniczona liczba bohaterów, poczucie, że nikt nie jest bezpieczny, a sprawiedliwość – jeśli nadejdzie – będzie bezlitosna. To nawiązanie działa na poziomie emocji i konstrukcji napięcia, sprawiając, że każda kolejna strona boli trochę bardziej.
Ogromnym atutem „Majaka” jest znakomite pióro i dojrzały warsztat autorki. Kasia pisze tak, że widać każdy detal, czuć chłód poranka, wilgoć powietrza, ciszę przerywaną tylko własnym przyspieszonym oddechem. Jej styl jest precyzyjny, ale jednocześnie nasycony emocjami – takimi, które nie krzyczą, lecz duszą od środka. To właśnie dzięki temu fabuła działa nie tylko na rozum, ale przede wszystkim na serce.
Czytając, wielokrotnie łapałam się na tym, że nie chcę przyspieszać, choć bałam się tego, co przyniosą kolejne rozdziały. Bo „Majak” to także opowieść o konsekwencjach. O tym, że przeszłość nigdy nie znika, że prędzej czy później wraca – czasem w najbardziej okrutnej formie. To książka, która zadaje niewygodne pytania o winę, karę i moralność, nie dając prostych odpowiedzi.
Nie ukrywam – jestem zakochana w twórczości Katarzyny Kuśmierczyk. Z każdą kolejną historią mam wrażenie, że autorka sięga coraz głębiej, odważniej i boleśniej. „Majak” tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że to pisarka, która potrafi skraść czytelnicze serce i nie oddać go już nigdy. Ta książka została we mnie długo po przeczytaniu ostatniego zdania – jak echo kroków w lesie, jak migające w oddali światło tytułowego majaka, które kusi… i ostrzega jednocześnie.
Trzy Zakony, które do tej pory współdziałały i żyły w pokoju, zatracają się w siostrzanobójczej walce, aby uzyskać kontrolę nad niezwykłym dzieckiem. Czy...