Recenzja książki: Dawno temu na ziemi dobrzyńskiej

Recenzuje: Danuta Awolusi

Powrót do dzieciństwa, na wieś, do czasów, które były beztroskie, choć czasem pozornie. Janusz Wacławiak zaprasza nas do świata, który otacza nostalgią, ale też chce nam sporo przekazać.  

recenzja Dawno temu na ziemi dobrzyńskiej

Nie spodziewałam się, że Dawno temu na ziemi Dobrzyńskiej okaże się książką tak głęboko wnikającą we wspomnienia i emocje. Na pierwszy rzut oka to przecież opowieść o wsi sprzed lat, o dzieciach, które chodzą do szkoły, pomagają w gospodarstwie i przeżywają pierwsze zauroczenia. Jednak im dalej wchodzimy w tę historię, tym wyraźniej widać, że nie jest to banalny i nostalgiczny powrót do lepszych czasów. To opowieść o momencie, w którym zaczynamy lepiej rozumieć życie.

Autor dzieli książkę na cztery pory roku (co mocno kojarzyć się może z Chłopami Reymonta i pewnie nie jest to przypadek). Jesień przynosi nowy rok szkolny i nowe napięcia w klasie, zima odsłania surowość codzienności, a wiosna wprowadza dramat i śmierć. Lato daje pozorną lekkość, która jednak nie kasuje ostatnich wydarzeń. Rytm natury pięknie ilustruje, jakim procesem jest dojrzewanie. A i same opisy mają w sobie coś kojącego:

Do łąki było około pół kilometra, idąc między polami. Krowy szły posłusz­nie, znały drogę, trafiłyby tam nawet same, ale trzeba było je uwiązać za pomocą łańcucha i palika. Reksio oczywiście wędrował ze mną. Szkoda, że nie potrafił wbić palika w trawę. Po drodze mijaliśmy sad z dojrzewającymi jabłkami i śliw­kami, pola ziemniaków i buraków, które czekały jeszcze na zbiory, oraz puste już zagony przygotowane pod jesienny siew. W drodze powrotnej zawsze lubi­łem urwać pomidora z pola, jabłko czy śliwkę z sadu. Dzień był ciepły, ale upału już nie było – wiadomo, pierwszy dzień szkoły.

Adaś, narrator, patrzy na świat z uważnością, która momentami zaskakuje. Sposób, w jaki analizuje różne wydarzenia, pokazuje, jak młody człowiek dorasta, czerpie z doświadczeń. Gdy jedna z mieszkanek wsi umiera, mamy okazję śledzić, jak takie wydarzenie wpływa nie tylko na młodych bohaterów, ale też całą społeczność. Nie chodzi tylko o ciekawość, ale także o potrzebę przywrócenia porządku. Bo jeśli świat okaże się chaotyczny, jeśli śmierć będzie przypadkiem, jeśli winny pozostanie bezimienny, to co zostaje? W tym wątku autor przypomina również, jak łatwo jest kogoś osądzać.

Książka mówi też dużo o społeczności. Wieś jest tu bohaterem zbiorowym, co chyba wielu czytelników zna z autopsji, jeżeli mieszkało się w podobnych obszarach. Ciekawie jest też przedstawiony wątek pracy w gospodarstwie. Wysiłek fizyczny kształtuje charakter równie mocno jak szkoła, a dzieci szybko uczą się, że są częścią większej całości.

Dawno temu na ziemi Dobrzyńskiej to książka o pamięci, o dojrzewaniu, o odpowiedzialności, o dzieciństwie i o tym, jak ciekawa może być codzienność. Przypomniałam sobie własną młodość na wsi, ale też rozmyślałam o wsi znanej mi z opowieści dziadków.

Po lekturze zadałam sobie ciekawe pytanie: kiedy po raz pierwszy zrozumiałam, że dorośli nie są nieomylni? I czy tamten moment nie był początkiem prawdziwego dorastania? Będę wracać do tej lektury, bo jest naprawdę wyjątkowa.

Tagi: obyczajowe

Kup książkę Dawno temu na ziemi dobrzyńskiej

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Dawno temu na ziemi dobrzyńskiej
Książka
Reklamy