Książka ma w sobie dwa rytmy czytania. Samo przeczytanie treści zajmuje krótki czas, ale cisza jaką po sobie pozostawia każdy kawałek krótkiego opowiadania, czy też bardziej poetyckiej opowieści po prostu trwa. Od początku, kiedy nie zna się tematyki, a ja jestem właśnie taką osobą, która czyta po okładce, nie spisie, nie opisie, tylko po magnetyczności okładki... To zwyczajnie chciało mi się płakać. W pierwszej myśli chciałam zegnać na autorkę całe złe emocje jakie mną zawładnęły, gdyż opisywane były przykłady różnych ludzi w różnym wieku, którzy nie tylko tracili pamięć, ale i wydawało im się, że mają w sobie dwie osoby, potrafili prowadzić dialog w dwojaki sposób, nie kończyli wypowiedzi, treść bywała niczym wzięta z urywków kilkunastu książek, gdzie wybierano sobie linijki i wklejano jako całkowity przekaz. Pomyślałam nawet, że zwariuję od tego spokoju usianego dramatem wydarzeń. Ostatnio coś mi się porobiło i nie chcę czytać niczego smutnego i niczego złego. Mam do tego prawo, każdy ma. Jednak ta treść wciąż nie dawała mi spokoju. Wtedy poczułam jak coś wewnątrz mnie pęka, bo kilkunastu opisach doszło do mnie, że czytam o emocjach ludzi chorych na schizofrenię. W takim wypadku mieli prawo być kim myśleli, że byli. Mieli prawo targać się na swoje życie czekając aż to drugie ja w nich zniknie i w końcu będą sami. Czytałam o bezsilności rodzin, którzy nie wiedzieli jak się wśród nich zachować, kiedy ktoś obwieszczał, że wracał z dalekiej podróży a tak naprawdę był w pokoju obok. Kiedy czuli, że dwa lata wpatrywali się w sufit, bo czuli, że tak powinni, a prawda była zupełnie inna. To było zderzenie ja z własnym ja oraz tej trzeciej osoby, która była tylko pojedynczym widzem. Zabolało mnie to, bo byłam całkiem niedawno w pobliżu takiej osoby, która już odeszła.
Co mnie zaciekawiło to opis ich wewnętrznego przymusu aby postępować tak jak ktoś im kazał. Jakby swoje własne ja, takie, które każdy z nas posiada i albo je słucha albo je zmienia, to u nich było traktowane jako osobna jednostka, która jest w nich i kłóci się z nimi, a kiedy nie słuchają zmusza ich do robienia sobie krzywdy. Jakby było zaprogramowane na same najgorsze rzeczy, bo na dobre uważało, że nie zasługują. To dlatego czasami taka osoba mówi dziwne rzeczy. Nie bo chce, tylko dlatego, że czuje iż musi to wewnątrz siebie słuchać...
Sama książka jest króciutka, ale to zupełnie wystarczy aby zszokować mocą słów, a nie ilością zapisanych stron. Daje ogromne zrozumienia dla każdego kto jest chory, nie tylko na tą konkretną chorobę. Uczy, że nie można zaprzeczać słowom takich osób, a jedyne co można zrobić, to słuchać ich z zainteresowaniem, gdyż wewnątrz siebie nie mają nikogo do obrony. Nie mogą bronić siebie, bo tego systemu już u nich nie ma. Mają tylko tego kogoś, kto albo wybierze kłócenie się z nim i dokładanie im przykrości, albo poklepie pokrzepiająco po plecach dając tym znać, że nie są sami. Że choć i tak nas zapomną, to jednak na tą krótką chwilę po prostu mają nas. To dla nich wielkie bogactwo...
Jak zwykle się rozpisałam, ale to tylko dlatego, że chcę aby czytelnik ujrzał jak wyjątkowa jest to książka. Że odbiera się ją emocjami i zrozumieniem. Jest wartościowa. Dlatego ją polecam...