Po przeczytaniu zaledwie czterdziestu stron tej książki zaczęłam na poważnie przeglądać oferty letnich wyjazdów na greckie wyspy, mimo że przecież i u nas iście greckie upały. Z najnowszej powieści Katarzyny Leśniak jednak tak intensywnie emanuje nie tylko to cudowne, otulające ciepło greckiego słońca, ale też zapachy, smaki i obłędne widoki, że zapragnęłam się tam przenieść. Ale jeśli myślicie, że „Pod błękitnym niebem Korfu” to tylko lekka, pełna humoru letnia opowieść, to bardzo się zdziwicie.
Poznajemy Olgę, która jeszcze do „wczoraj” prowadziła poukładane i szczęśliwe życie w Krakowie. Kiedy jednak narzeczony porzuca ją w najtrudniejszym momencie, gdy okazuje się, że kobieta może nigdy nie urodzić dzieci, Olga decyduje się na powrót na Korfu, wyspę, na której dorastała po tym, jak wraz z siostrą zostały adoptowane. Paradoksalnie, w tym samym czasie jej siostra bliźniaczka lada moment ma urodzić właśnie bliźniaczki.
Wiecie, czego nie mogłam zrozumieć na początku lektury? Dlaczego główna bohaterka w ogóle zdecydowała się wyjechać na studia do Polski, skoro mogła żyć w tak magicznym miejscu jak Korfu? I dlaczego przez tyle lat nie poleciała nawet w odwiedziny? Z czasem otrzymujemy jednak niezwykle wiarygodne i, niestety, bardzo bolesne wyjaśnienie tej decyzji.
Autorka stworzyła historię, która udowadnia, że prawdziwy raj istnieje, jednak czasem i tam zachodzi słońce. Co więcej, świat zdaje się kończyć i walić na głowę, mimo że promienie wciąż wyzierają zza chmur, a pies sąsiadów szczeka jak co dzień, zupełnie jakby nic się nie stało. To powieść, w której nie brak rodzinnych dramatów, rozdzierającej serce żałoby i bolesnego upadku na samo dno. Ale pośród tego wszystkiego tli się to, co najważniejsze - nadzieja.
„Niektóre historie kończą się po to, by inne mogły się naprawdę zacząć.”
I tak jest w tym przypadku. Zostałam całkowicie wciągnięta w ten wyspiarski klimat, ale jeszcze mocniej zaangażowałam się w losy bohaterów. Przeżywałam ich rozterki i plany, które jedna krótka chwila potrafiła bezpowrotnie przekreślić.
Ta książka to przepiękna, wielowymiarowa opowieść o miłości. Zarówno tej do kraju dzieciństwa, przesiąkniętego zapachem morza, jak i tej romantycznej, nawet jeśli wydaje się niemożliwa. To jednak przede wszystkim piękny hołd dla bezkresnej miłości rodzicielskiej, w której zupełnie nie o więzy krwi chodzi, a o serce, bezwarunkową akceptację i codzienną obecność.
Gorąco polecam Wam tę mądrą i wzruszającą powieść. Z pewnością pochłoniecie ją w mgnieniu oka i bardzo możliwe, że, tak jak ja, zapragniecie odwiedzić Korfu.
Zachód słońca, spotkanie po latach, wielka miłość i wydarzenia, po których nic już nie będzie takie samo. Marta, uwięziona w toksycznym związku, wreszcie...